MD - Co to był za tydzień...
Cesc - Po porażce wszystkim nam jest przykro. Czekamy na najbliższy mecz z niecierpliwością, żeby zatrzeć złe wrażenie. Ważne też jest to, że mieliśmy więcej odpoczynku, bo nie rozgrywaliśmy żadnego meczu w środku tygodnia. Z drugiej strony, kiedy gramy co trzy dni, można szybciej pokazać, że był to jedynie wypadek przy pracy.
- Tym bardziej, że Real Madryt rozgromił Schalke na wyjeździe...
- W Lidze Mistrzów rzadko mamy do czynienia z takimi wynikami, ale gra Realu nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Oczywiście, dysponuje znakomitymi graczami, ale kiedy zdobyli dwa gole, zaczęli grać na luzie, a Schalke skapitulowało po tym, jak mogli doprowadzić do stanu 1-1. Dwa lata temu wygraliśmy 7-1 z Bayerem i dziś już nikt o tym nie mówi. To tylko jeden z wielu meczów w Lidze Mistrzów.
- Czego brakuje Barcelonie, aby pokazać stabilność, której nie brakuje Realowi i Bayernowi?
- Bayern osiagnął ten sam wynik, jak my. Zobaczymy, co będzie dalej. Czasami odbiega się za daleko od rzeczywistości. Bayern z pewnością wygra Bundesligę. Zazwyczaj zwycięzca ligi wygrywa również puchar krajowy. W Lidze Mistrzów, póki co, wygrali dwiema bramkami z ekipą angielską na wyjeździe.
- City jeszcze może pokazać, na co ich stać?
- Oczywiście. Tak samo jak Manchester United i Arsenal. Zostało nam 90 minut gry i musimy pamiętać, że będzie to bardzo trudny mecz. Pamiętamy dobrze dwumecz z PSG, mimo że byliśmy wtedy w innej sytuacji. Straciliśmy bramkę i pojawił się dylemat - bronić się, czy atakować? W sobotę zagraliśmy źle jako drużyna. Dobrze, że stało się to teraz, kiedy zależymy tylko od siebie samych w lidze, Lidze Mistrzów i Pucharze Króla. Musimy otworzyć oczy, jeśli nie jesteśmy w stuprocentowej formie. Jeżeli będziemy grać tak, jak w drugiej połowie z Sevillą, Rayo, czy City, możemy osiągnąć wiele. Powinniśmy pójść tą drogą. Kluczem jest intensywność, gra zespołowa na boisku, regularność, pressing i pomysł na grę.
- Byłeś bardziej autokrytyczny, niż Jordi Alba...
- Każdy powinien mieć prawo do własnego zdania. Jak nas się chwali, to jesteśmy z tego zadowoleni, ale musimy również umieć przyjąć krytykę i grać lepiej, bo umiemy to robić. I nie ma wymówek. Jeżeli gra się dobrze i mimo to się przegrywa - no cóż, takie rzeczy się zdarzają, taki jest futbol. Ale jeśli będziemy dawać z siebie wszystko, będziemy w stanie wiele osiągnąć.
- Powiedziałeś coś o zamknięciu ust...
- Słyszałem po prostu komentarze z ust osób zajmujących się futbolem. Wszystko jest w naszych rękach. Musimy stanowić jedność, bardziej, niż zwykle. A stać nas na to.
- Pomaga w tym kolacja w Can Ferran? (restauracja pod Barceloną - red.)
- To, co stało się na Anoeta, nie może się powtórzyć. Tu nie chodzi o samo jedzenie, spędziliśmy razem 5 godzin. Takie spotkania mogą się dobrze przysłużyć drużynie w trudnych chwilach, ale z pewnością nie decydują o sukcesie.
- Czy Tata Martino jest traktowany niesprawiedliwie?
- Świat futbolu jest bardzo wymagający. A Barcelona to chyba najbardziej wymagający klub świata. Jeżeli on o tym nie wiedział, to na pewno się już tego nauczył. W dniu meczu z City wszystkie media były po jego stronie. Cztery dni później sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Są wzloty i upadki, w Barcelonie są chyba bardziej odczuwalne. Po meczu z Sociedad wziął całą winę na siebie, ale prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy tak samo winni.
- Odbiło się to na jego psychice?
- Jest trenerem, zawodowcem i nie powinien się przejmować takimi rzeczami. Ja od małego tak miałem. Osiem lat grałem w innej lidze i mam pewien punkt odniesienia. Barcelona jest najbardziej wymagającym klubem świata, nie tylko musisz przekonać do siebie prasę i kibiców, ale również dawać z siebie wszystko.
- Czy brakuje fizyczności tej drużynie?
- Wczoraj rozgrywaliśmy krótkie mecze podczas treningu i wyglądało to wspaniale. Widziałem dużo intensywności, jakości i agresywności. Ta drużyna nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i wierzę w to, że jesteśmy w stanie pokazać, na co nas stać.
- Czujesz się w końcu ważnym ogniwem zespołu?
- Faktycznie w tym sezonie rozgrywam najwięcej spotkań od pierwszej minuty. Gram regularnie i cieszę się z tego. Piłkarz potrzebuje regularnej gry. Trzy miesiące temu rozegrałem 90 minut w czterech spotkaniach z rzędu. Daje mi to wiele pewności siebie. W ostatnim sezonie w Arsenalu grywałem rzadko. Tak samo było w ostatnim sezonie Guardioli. Mam nadzieję, że w tym sezonie osiągnę optymalną formę.
- A czujesz się doceniany?
- Jak najbardziej, nie mam prawa narzekać. Dla mnie jest to bardzo udany sezon pod względem osobistym, zawodowym i piłkarskim. Czuję się coraz ważniejszy w drużynie, relacje z mediami też mam dobre...
- Teraz oskarża się Messiego o pasywność...
- Od wielu lat oglądamy Leo na boisku i wszyscy wiemy, na co go stać. Może mieć lepszy, albo gorszy dzień, ale to się przytrafia każdemu. Jak dla mnie, gra tak samo, jak dotychczas. Nie jest łatwo wrócić do formy po takiej kontuzji. A Leo zawsze daje z siebie wszystko dla drużyny. Faktycznie, w zeszłym roku byliśmy od niego zależni w dużym stopniu. Za to teraz pozostali napastnicy strzelają więcej bramek. W chwilach, gdy Leo grał gorzej, ich rola w drużynie wzrosła.
- A jak tam Twój kumpel Song?
- Song jest ofiarą braku regularności. Lepiej jest grać sześć meczów z rzędu, niż przez sześć meczów siedzieć na ławce i nagle wyjść w pierwszym składzie. On wie, że na tej samej pozycji gra Busquets, który jest najlepszym defensywnym pomocnikiem świata. Alex jest zawodowcem, który zawsze daje z siebie wszystko. Każdy reaguje na krytykę i nikt nie czuje się komfortowo, kiedy ma gorszy występ, ale on jest naprawdę silnym graczem i z pewnością da sobie radę.
- Jutro czeka nas również derby Madrytu...
- Tak, to bardzo ważny mecz, bo z pewnością jedna z drużyn zaliczy potknięcie. Dlatego my nie możemy już zawieść.







