Powrót Juana Gulliermo Cuadrado do Florencji przebiegł całkiem normalnie. Podczas swojej przygody z Fiorentiną, Kolumbijczyk zaczyna każdy dzień w identyczny sposób - wychodzi na śniadanie do małej knajpki Il Pappagallo, która znajduje się tuż obok jego domu. Każdego dnia zamawia to samo - cappuccino i kremowe ciastko. Po obowiązkowych badaniach medycznych po powrocie z Mundialu, Cuadrado, przynajmniej według violanews.com, powróćił do knajpki i odbył pogawędkę z Nereo Barbieri, jednym z właścicieli. "Wstąpił tylko po to, aby przywitać się przez telefon z moją córką, Gaią.".
Jak uważa współwłaściciel, Kolumbijczyk ma serce ze złota. "On i jego rodzina udowodnili już, że są wspaniałymi ludźmi. Bardzo go zachęcamy, aby pozostał we Florencji, ale gdy odejdzie, to na pewno będziemy za nim tęksnić.". Barbieri dodał: "Wydaje mi się, że Cuadrado jest tutaj szczęśliwy, ale piłkarze są bardzo ambitni i gdy w grze pojawia się możliwość przenosin do Barcelony, to ciężko się oprzeć tej pokusie.". Włoch uważa, że gdyby to Manchester United, rywalizujący z Barceloną o podpis Kolumbijczyka, wygrałby walkę o Cuadrado, ten zostałby jednak w Fiorentinie. "Jestem przekonany, że gdyby to Manchesterowi United, a nie Barcelonie, udało się dogadać z Fiorentiną, to Juan miałby poważne wątpliwości i, mimo wszystko, pozostałby we Florencji." - zakończył Barbieri.







