Jest jedna wspólna cecha, która charakteryzuje najlepszych sportowców świata: to chęć zwyciężania za wszelką cenę i nieumiejętność pogodzenia się z porażką. Nie inaczej jest z Leo Messim, który od najmłodszych lat przejawiał ogromne pokłady ambicji. To właśnie ta cecha sprawiła, że dziś uznawany jest przez wielu za najlepszego piłkarza w historii futbolu.
Trwa mecz charytatywny Messi i Przyjaciele kontra Reszta świata. Wszyscy dobrze się bawią, bo przecież doskonale zdają sobie, że nie chodzi o poważną rywalizację. Zadowoleni są wszyscy z wyjątkiem jednego piłkarza, który nie widzi sensu w kontynuowaniu zawodów w takiej atmosferze. Podczas gdy piłka wędruje spokojnie pomiędzy zawodnikami, Leo Messi podchodzi do Martína Demichelisa i mówi: „No, dalej, zagrajmy na poważnie, zaczyna mi się nudzić”.
Chora ambicja? Chęć udowodnienia swojej wyższości nawet w meczu charytatywnym? Nie, to prostu gen rywalizacji, który mają najlepsi sportowcy świata. Guillem Balagué w książce „Messi. Biografia” przywołuje mnóstwo przykładów, które udowadniają, że już od najmłodszych lat Argentyńczyk przejawiał specyficzny rodzaj zachowań. Gdy dziś patrzy się na jego grę, łatwo dojść do wniosku, że to coś, co przez lata nie zmieniło się w jego przypadku ani odrobinę.
Gerardo Grighini, który grał z Messim w juniorach Newell’s, tak wspomina czas spędzony w jednej drużynie z „Pchłą”: „Dąsał się na boisku, gdy przegrywaliśmy, choć zdarzyło się to zaledwie kilka razy. Nie cierpiał przegrywać, interesowały go wyłącznie zwycięstwa”. Coś, co dla wielu mogło mieć destrukcyjny charakter, w przypadku Argentyńczyka od zawsze działało jednak budująco: „Gdy kiepsko nam szło, potrafił skanalizować złość i przekuć ją na wygraną. Przejmował piłkę i sprawiał, że schodziliśmy do szatni jako zwycięzcy” – dodaje Grighini.
Jako przykład zawodnik podaje mecz rozgrywany podczas jednego z wiejskich turniejów: „Pojechaliśmy do Pujato i po mniej więcej 10 czy 15 minutach meczu dostawaliśmy już 0:2. Leo się zdenerwował, nawet bardzo. Zdobył trzy bramki w osiem czy dziewięć minut. Tak po prostu”. Choć ambicja Messiego działa najczęściej na korzyść drużyny, w której występował, bardzo często jej ofiarą padali jego koledzy: „Przegraliśmy mistrzostwa. Chodzi o turniej Arteaga, który dla jedenastoletnich chłopców jest małymi mistrzostwami świata” – wspomina Grighini. „Ulegliśmy z mojej winy. Leo był niewiarygodnie wściekły. Wyobrażacie to sobie? Nie odzywał się do mnie przez dwa czy trzy dni”.
Znajomi Messiego z czasów dzieciństwa twierdzą, że w postawa Argentyńczyka w ostatnich latach niespecjalnie się zmieniła. Ponownie Grighini: „Niedawno oglądałem mecz, w którym Barça przegrywała. Powiedziałem wówczas: »Sukinkocie! Widzę, że się wkurzyłeś!«. Poznałem tę minę. Nic się nie zmienił. I wtedy, zupełnie jak dawniej, trzy czy cztery minuty przed końcowym gwizdkiem odebrał piłkę rywalom i znalazł się oko w oko z bramkarzem, jakby chciał powiedzieć: »Pieprzyć to, pora wziąć sprawy w swoje ręce«. Zabiłby każdego, kto by się nawinął. Gdyby tylko przegrał, byłby zupełnie nie do zniesienia!”.
W tym, co mówi dawny kolega Leo z boiska musi być wiele prawdy, co udowadniają spięcia, do jakich czasem dochodziło już w drużynie FC Barcelony. Jednym z najsłynniejszych jest z pewnością „dialog” pomiędzy Messim a Villą, który w biografii Argentyńczyka cytuje Balagué:
Messi: „Zagrywaj mi piłkę pod nogi, pod nogi! Zagrywaj tutaj!”.
Villa: „Przecież nad nią nie panujesz! Kurwa mać, stary! Miałem piłkę, to ci podałem”.
Messi (pokazując palcem, gdzie powinien otrzymać podanie): „Tam, do kurwy nędzy, tam!”.
Wielka ambicja Messiego nieraz doprowadzała go także do łez po przegranych spotkaniach. Opowiada o tym Gerard Piqué: „Gdy przegrywa mecz, człowiek zaczyna trochę współczuć jego żonie czy dziewczynie. Można odnieść wrażenie, że po powrocie do domu przez cały dzień nie odzywa się nawet słowem. Tak się też dzieje – zamyka się w swoim pokoju i z nikim nie rozmawia, a następnego dnia albo spóźnia się na trening, albo nie pojawia się na nim wcale. Właśnie tak cierpi, gdy nie wygrywa, gdy nie strzela bramek”.
Jak wytłumaczyć ten fenomen? Czyni to były trener Messiego w Newell’s, Adrián Coria: „Głód sukcesu i rządza chwały to cechy charakterystyczne wszystkich piłkarzy, którzy docierają na sam szczyt” – mówi. „[Messi] nienawidził przegrywać. Gdy kopaliśmy sobie piłkę od niechcenia, wolał wybrać, do której drużyny dołączy” – dodaje. Potwierdza to Carlos Bilardo: „Ludzie mówią, że ten chłopak przy całej swojej sławie jest na to nieczuły. To nieprawda” – mówi w książce „Messi. Biografia”. „Maradona miał wszystko, a i tak zawsze chciał wygrywać. Leo ma to samo” – puentuje swoją wypowiedź szkoleniowiec, idealnie charakteryzując „Pchłę”.







