• 12
< >

Rabij: To jest dobry sezon

Zaczynamy serię wywiadów na Blaugrana.pl! Pierwszym gościem Piotra Przybyłowskiego był Bartłomiej Rabij.

Niektórzy mogą kojarzyć pana Rabija z meczów FC Barcelony, które komentował kilka lat temu na antenie SportKlubu. 

Zapraszamy do lektury, a uważamy, że warto!

Piotr Przybyłowski: Dzień dobry, dziś moim gościem jest specjalista, znawca futbolu w Ameryce Południowej, a także w Hiszpanii. Znany też jako Radio Brazylia, prowadzący również audycję o tej samej nazwie w radiu Zapinamy Pasy, pan Bartłomiej Rabij. Witam Pana, bardzo serdecznie.

Bartłomiej Rabij: Witam, dzień dobry.

Chyba w niczym w tym wstępie się nie pomyliłem?

Nie wiem jak z tą specjalizacją, ale mam nadzieję, że jeszcze trochę tej hiszpańskiej zostało. Ostatnio mam mniej czasu na śledzenie rozgrywek hiszpańskich, nie tak, jak kiedyś. Założyłem wydawnictwo – Mandioca, wydajemy komiksy i powieści graficzne z Ameryki Południowej, hiszpańsko i portugalskojęzyczne. To kosztuje dosyć dużo czasu. Niestety, na futbol nie ma go tyle, co kiedyś.

To przejdźmy może teraz płynnie do głównego tematu, FC Barcelony. Konkretnie do rekordu jaki może osiągnąć, a właściwie wyśrubować, czyli liczby meczów, a także sezonu ligowego bez porażki. No właśnie, dograją ligę bez przegranej, czy nie?

Tego nie wiem, ale oczywiście chciałbym, żeby dograli. Nic tak Barcelonie nie pomaga, jak sukces i „bicie” Realu Madryt. Tym bardziej w sytuacji kiedy Real jest jeszcze w Lidze Mistrzów, a Barcy już nie ma. Mają okazję na osiągnięcie przecież niebywałego sukcesu, jakim jest zdobycie tego trofeum po raz trzeci z rzędu. Pobiliby własny rekord, przecież są pierwszym zespołem, który obronił Ligę Mistrzów. Więc jedyną odpowiedzią na rekord Realu, może być rekord Barcelony. Innej drogi nie ma. Oczywiście, jako sympatyk Barcelony, nie ukrywam tego, liczę na to, że uda się wygrać, co więcej, dorzucić Puchar (rozmowa została przeprowadzona kilka godzin przed meczem z Sevillą – przyp. red.) i z dubletem oraz rekordem będziemy mogli powiedzieć: „to był naprawdę dobry sezon”, poza tą jedną wpadką z Romą.

Jesteśmy też przed kolejnym ważnym spotkaniem, czyli przed finałem Copa del Rey. Będzie to również ostatni finał Andresa Iniesty. Porażka raczej w grę nie wchodzi, biorąc pod uwagę jak ten sezon się ułożył.

Mam nadzieję, że wygrają. Przyznam szczerze, że byłbym zdziwiony gdyby Sevilla pokonała Barcelonę. Barca tak, jak każdy wielki klub, jak Bayern, Real, a jest to dla mnie w tej chwili trójka największych klubów na świecie, jest drużyną, której – tak jak było w przypadku meczu z Romą – jedna porażka nie podcina skrzydeł, tylko raczej jest materią, która napędza do kolejnych zwycięstw. W związku z tym myślę, że będą chcieli się wykazać, nic nie umniejszając Sevilli, która również jedzie po zwycięstwo, a nie po to, żeby przegrać. Natomiast wszyscy wiemy, że to jest ostatni finał Iniesty. Legenda klubu, hiszpańskiego i światowego futbolu. Jeden z największych pomocników, jacy kiedykolwiek kopali piłkę, geniusz futbolu. Mój ulubiony pomocnik, w ogóle, w historii piłki nożnej. Mam nadzieję, że Barcelona stanie na uszach i wygra to spotkanie, że wygra wysoko. Wiem, że wielu ludzi mówi, że liga angielska jest lepsza. Owszem, byłaby lepsza, gdyby nie Barcelona i Real. Te dwa kluby decydują, że to Hiszpania ma najlepszą ligę świata. Nikt nie ma drużyn, takich, jak te dwie. Barca musi wygrywać. Są drużyny, które są skazane na wygrywanie. Jeśli nie wygrywają jakiegoś meczu czy turnieju, jest to klęska. Sam fakt, że grono osób rozważa ten sezon jako niezbyt udany ze względu na odpadnięcie z Romą. W sytuacji, w której Barca jest o krok od dubletu, najlepiej wskazuje jak wysoko podnieśli poprzeczkę. I coś, co dla 99% klubów świata jest nieosiągalne, dla nich jest normą. To trochę jak rozmowa przed Mundialem. My marzymy o wyjściu z grupy, a w Brazylii rozmowa zaczyna się od półfinału.

Mówimy o celach, marzeniach. Jest szansa na dublet, to oczywiste. Może już w tej kolejce, jeśli Ateltico przegra, jeśli nie – trzeba będzie wygrać z Deportivo na wyjeździe. Jest szansa na Puchar, mistrzostwo wygrane na 99% - musiałaby się przecież stać katastrofa żeby było inaczej, a tego nikt w Katalonii nie bierze pod uwagę. Jest jeszcze ten rekord. Mimo tego, wszyscy lub chociaż duża część osób podważa umiejętności Ernesto Valverde, co jest chyba przesadą, mimo tego dwumeczu z Romą.

Wszyscy to może przesada, znam też mnóstwo osób, które tego nie podważają. Poza tym, do rewanżowego meczu w Rzymie, ja nie czytałem zbyt wielu tekstów podważających umiejętności Valverde. To jest sport, Ci, którzy siedzą w nim, wiedzą, że jeden mecz o niczym nie decyduje. Nie ubyło umiejętności piłkarzom, nie ubyło zapału, itd. Nie wyszedł im jeden mecz. Barcelona wciąż pozostaje jednym z dwóch najlepszych klubów w Hiszpanii i na świecie. Okej, w tym roku nie wygrali. Jednak nadal będę się upierał przy tym, że jest to klub, który w ostatnich latach przyzwyczaił nas do wygrywania. A to nie jest tak, że zawsze wygrywał. Wszystkie wielkie kluby miewają posuchy. Barca wygrała pierwszy Puchar Europy w 1992 roku, czyli po 93 latach istnienia klubu. Na drugi czekała czternaście. Czyli to nie jest tak, że Barca pstryka palcami i wygrywa trofeum. Zapomnijmy o tym, ja nie wiem skąd w ogóle takie przekonanie. Z resztą, najlepszym dowodem jest to, że ma pięć zwycięstw w Lidze Mistrzów, a nie piętnaście, czy dwanaście jak największy konkurent. Ani siedem jak Milan, o którym już zapomnieliśmy. Pięć ma Liverpool. Kto dzisiaj ich rozpamiętuje? Kiedyś to była potęga. Jestem w takim wieku, że pamiętam czasy jak mówiło się o nich, tak jak dzisiaj mówi się o Barcelonie. Więc bym nie przesadzał. Jeśli zdobędą dublet, z rekordem, czyli czymś czego nie osiąga się co tydzień, tylko od święta, będzie to świetny sezon. Valverde? Pewnie, że krytycznie będzie trzeba na niego spojrzeć, ale kiedy? Jeśli dzisiaj przegrają z Sevillą, jeśli nie pobiją rekordu i będzie „tylko” mistrzostwo Hiszpanii. Przypomina mi to trochę sezon po odejściu Guardioli, kiedy część ludzi też narzekała. Skończyło się to mistrzostwem Hiszpanii, i to w roku, w którym chorowali Vilanova i Abidal.  Szatnia była zrujnowana. To, że zdobyli mistrzostwo, to jest mega sukces. Jeden z największych sezonów i sukcesów w historii tego klubu. Tylko ktoś, kto ma mgliste pojęcie o sporcie, i o tym co znaczy być na topie, może twierdzić, że Valverde nie ma umiejętności, że jest słabym trenerem. Podobna sytuacja była z Luisem Enrique. Potem było triplete, i część osób pisała o nim niestworzone rzeczy. Wydaję komiksy. Są one, tak jakby, przeniesieniem iluzji, rozlaniem jej na karty książki. Część ludzi chyba za dużo ich czytało, przeglądało i bierze je na poważnie. Wydaje im się, że wygrywanie trypletu to „bułka z masłem”. Dublet to jest wielki sukces. Gdyby to było takie oczywiste, to Atletico, Sevilla czy Bilbao też by je wygrywały. Ale tak nie jest. Tylko jeden klub w Hiszpanii wygrywa dublety, oprócz Barcelony, i jest to Real. W całej Europie tylko Juventus i Bayern prezentują podobny poziom. Nawet w osławionej Anglii, która szasta setkami milionów euro nie ma klubu, który mógłby stanąć przy Barcelonie. W związku z tym, podważanie umiejętności w związku z jednym, głupio przegranym meczem… Barca, która rok temu wyszła z 4:0, teraz w podobnych okolicznościach odpada. To jest ironia losu, żart fortuny, jakkolwiek byśmy tego nie nazwali. Barca, która nie jest w stanie wbić chociażby jednego gola Romie? Kuriozalna historia. Z drugiej strony, mam tyle lat, że pamiętam rywalizację z Dynamem Kijów. W sezonie, w którym Van Gaal zaczynał w Barcelonie. Wtedy zdobyli podwójną koronę, a z Kijowem przegrywali 0:3, 0:4. Jak przegrali pierwszy mecz na Ukrainie, byłem w ciężkim szoku. Ale jak dostali baty u siebie, to człowiek nie wiedział, w którą stronę pokoju ma patrzeć. Trudno było to rozumem ogarnąć.  Barca ma pewien swój styl, i być może jest zakładnikiem pewnej stylistyki. Ale przynosi ona im multum sukcesów, o których inni mogą tylko pomarzyć. Niezależnie od budżetu. Wystarczy popatrzeć na te kluby z Anglii, Francji. PSG ładując miliardy raptem zaczyna się ocierać o to, co robi Barcelona. Dla Barcy ćwierćfinał Ligi Mistrzów to jest upadek. Za rok być może nie wygrają nic w kraju, za to w Europie tak. Barcelona to symbol jakości. Jednak nawet wśród Mercedesów zdarzają się sezony, w których wychodzi jeden brzydszy, inny ładniejszy. Jeden się lepiej sprzedaje, drugi gorzej. Nawet nie Mercedes, a Ferrari. Nawet w tych kategoriach to rozważamy. Jeśli ten dublet będzie, sezon według mnie będzie udany. A porażka z Romą? Wypadek przy pracy. Przy trzecim meczu myślę, że Barcelona strzeliłałby im pięć bramek. Jeśli głosy odnośnie Valverde płyną z Polski, to tym bardziej myślę o tych komiksach.

Zostały wykonane drogie transfery, Coutinho czy Dembele. O ile Brazylijczyk się sprawdził i dość szybko zaadaptował, o tyle wydaje się, że problem nadal ma Dembele. Zapewniony został też transfer Arthura Melo.

No właśnie, wielu kibiców FC Barcelony zastanawia się: Jak to jest z tym Arthurem? Czy rzeczywiście jest tak dobry, że Blaugrana się nim zainteresowała? Wiemy też, że niejednokrotnie różnie bywało z tymi transferami z Brazylii. Tutaj pytanie do Pana, jako do eksperta od futbolu latynoskiego: jak to jest z tym Arthurem?

Odnośnie Dembele – kontuzja, która przerwała adaptację. To jest młody zawodnik, jeszcze będzie z niego pożytek. Jestem przekonany, że odpali. Co do Coutinho, Barca kupiła gwiazdę, która się sprawdza. Niestety, nie mógł grać w Lidze Mistrzów, to też jedna z odpowiedzi dlaczego wyszło, jak wyszło.

Arthur? Młody zawodnik, eksplodował w 2017 roku, ciągle ma jeszcze niewiele meczów na koncie. Również długa przerwa spowodowana kontuzją. Jak na razie niczym szczególnym się nie wyróżnia, nie jest to też jego czas, ale być może podświadomie jest to spowodowane tym, że się oszczędza na wejście do Barcelony. Nie wiem. Barcelona nie ma ręki do Brazylijczyków wyciąganych bezpośrednio z tego kraju. Poza Neymarem, który przyszedł jako największa gwiazda południowoamerykańskiej piłki, Barca wtapia na tych transferach. Giovanni, Rochemback, Keirrison, itd. – to są wpadki, jedna po drugiej. Teoretycznie, Arthur ma wszelkie predyspozycje, aby zrobić wielką karierę. Z drugiej strony, Barcelona jest specyficznym klubem: ogromna presja, kwestia adaptacji, na pewno w sezonie 18/19 nie oczekuję, że Arthur będzie kluczową postacią. Byłbym szczerze zdziwiony, gdyby tak się stało. Ale jest to chłopak silny, świetnie wyszkolony technicznie. Dobrze się czuje w gąszczu, grze kombinacyjnej. Ma wszelkie predyspozycje ku temu, aby się odnaleźć i zrobić w przyszłości wielką karierę. Nie mam wątpliwości, że jest to inwestycja, a nie zawodnik „na już”, na teraz.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę obecny rynek transferowy, i to jak wyglądają ceny – czy Arthur wart jest kwoty, jaką Barca planuje na niego wydać? [30 milionów plus ew. 9 mln bonusu – przyp. red.]

Będąc ostatnio w Brazylii miałem okazję tłumaczyć rozmowę związaną z rynkiem transferowym. Tłumacz nie zdążył na spotkanie, więc mnie o to poproszono. Powiem tak: nie zdziwi mnie żadna kwota. Po drugie: Nie wiem, czy te kwoty, które są ujawniane, są faktycznymi kwotami, jakie płaci się za zawodników. Po trzecie: dużo tych kwot wymagałoby, moim skromnym zdaniem, weryfikacji przez organy ścigania, czy one są zasadnie płacone, czy nie są to formy innego typu rozliczeń pomiędzy firmami, których właścicielami są udziałowcy w klubach. Kolejna kwestia: sam rynek transferowy. Na rynku pieniędzy, futbolu jest zdecydowanie za dużo. Jest inflacja wartości piłkarzy. Np. w Anglii piłkarz, którego ledwo co poznaliśmy kosztuje 30 milionów funtów. Pewnie, że z naszego punktu widzenia oni nie są tyle warci, ale z drugiej strony: kluby mają tak dużo pieniędzy, że nimi szastają. Tak samo, jak 222 milionów euro nie jest wart Neymar, Dembele nie jest wart 100 milionów euro i tak dalej… Natomiast płacą tyle, bo mają. Ciągle są sponsorzy, prawa telewizyjne. Bogaci mają nieustanny dopływ gotówki, a Barcelona szasta tak samo jak np. City. Popatrzmy na Bundesligę, jak tam są prowadzone transfery – wtedy możemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Duma Katalonii szasta pieniędzmi? Oczywiście, że tak. Czy mi się to podoba? Nie. Sam żyję skromnie. Być może, gdybym był superbogatym człowiekiem, miałbym na to inne spojrzenie. Gdyby mieli takie problemy jak wtedy, gdy Laporta przejmował klub, pewnie oglądaliby każdy 1 euro z dwóch stron zanim go wydadzą. Byłoby więcej inwestycji. Sam Pan widzi jaki jest rynek transferowy. Dzisiaj, raptem dobry piłkarz kosztuje astronomiczne pieniądze, a gwiazdy? Rozmowy zaczynamy od 100 milionów euro.

Generalnie to mam wrażenie, że obecnie 100 milionów to chcą płacić za gościa, który zagra w sezonie 10 dobrych meczów i strzeli 8-9 bramek.

Ale i nawet niezależnie od pozycji. 100 milionów to jest wpisowe. Na jakiej kwocie się skończy? Tego nie wiem. To, ile się za nich płaci, wcale nie oznacza, że oni przecież tyle są warci. Dzisiaj wartością jest to, że gościem zainteresowała się Barcelona – to automatyczne wynosi cenę w kosmos. Gdyby zainteresowało się tym samym piłkarzem Monaco czy Dortmund, to ten sam zawodnik kosztowałby nie 100, a 60 milionów. Barcelona o tym wie. Ich wyścig z Realem nakręcił spiralę absurdalnych cen. Jeśli np. Arthurem interesowałby się Szachtar – poszedłby za 20, jeśli Barcelona czy Real, to kupują go za 35 milionów. Tak to wygląda.

Mamy te wielomilionowe transfery. W Barcelonie przecież też jest teraz wielu zawodników, którzy zostali sprowadzeni za grube pieniądze. Tymczasem: odchodzi Iniesta, kilka lat temu Valdes, Puyol, potem Xavi. Co raz mniej w Barcelonie stawia się na wychowanków. Nawet uchodzący za jeden z większych talentów La Masii, Carles Alena raczej też tych szans zbyt wielu od Valverde nie dostaje. Był okres złotej generacji, a obecnie na palcach możemy policzyć wychowanków w pierwszej drużynie. Czym to może być spowodowane?

Po pierwsze, mieli dwie dobre generacje i skorzystali z nich. Przez to stworzyli mit, że produkują talenty dla wszystkich. Kiedyś podobny mit starał się stworzyć Manchester United na bazie Giggsa, Beckhama, Scholesa itd. Wiemy, że to nie przetrwało – nie mają patentu na szkolenie młodzieży. Tak było z Ajaxem. Mieli kilka takich fal, kiedy to rzucali zawodnikami: lata 90., genialny początek XXI w. Odkryli Ibrę. Ale się skończyło. Nikt nie ma patentu na dostarczanie światu genialnych zawodników. Była fala zawodników River, Boca, Santosu, Sao Paulo… Ale nikt nie ma patentu – nie ma go też Barcelona. Za parę lat myślę, że znowu kilku zawodników wystrzeli, ale ogólnie, średnia jakość kształcenia zawodników w Barcelonie jest na bardzo wysokim poziomie. Jednak Barca przez to, że zawsze gra o najwyższą stawkę, to nam się wydaje, że wszyscy Ci piłkarze powinni być graczami na poziomie reprezentacji Hiszpanii i Ligi Mistrzów. No nie, jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby miał na to patent. Nie ma czegoś takiego. I mam nadzieję, że nie będzie – przy całej sympatii do Barcelony. Byłoby to straszne dla innych.

W takim razie – czego brakuje obecnej Barcelonie, w porównaniu np. do Barcy Luisa Enrique czy Pepa Guardioli? Wiadome, że nie było takich rekordów jak u Valverde, ale jednak na poziomie Ligi Mistrzów wydaje się, że prezentowały te drużyny wyższy poziom, nawet patrząc na same spotkania. Oczywiście, to dopiero pierwszy sezon, ale – moim skromnym zdaniem – różnica jest widoczna.

Odniosę się do Guardioli, bo uważam go za najlepszego trenera na świecie. Tamta drużyna jak wchodziła na boisko to niszczyła wszystkich jak walec. Przede wszystkim dominowała. Jeśli ktoś z nimi wygrywał, to przez przypadek: fuksem, pomocą boską i wszystkich świętych. To była drużyna, która deklasowała konkurentów. Tutaj: wygrywają, nawet jeśli robią to wysoko, to po prostu wygrywają. Tam, rozrywali wszystkich na strzępy. Guardiola też przegrywa, jak z Liverpoolem - Jurgen Klopp znalazł sposób na rozbicie jego drużyny. W Bundeslidze przecież też Borussia nieźle sobie z Bayernem Guardioli radziła. To jest prawdopodobnie jedyny trener, który potrafi grać przeciwko niemu nie wystawiając 11 obrońców. Tamta Barcelona to był styl, jakość – nieosiagalna dla innych. Zespół Valverde jest po prostu bardzo dobrą, skuteczną drużyną, ale mówiąc trywialnie: niczego nie urywa.

Co może w takim razie zaczerpnąć Valverde od obecnego Manchesteru City, aby poprawić grę Barcelony?

Ja nie wiem, czy jest w ogóle taka idea żeby coś zaczerpnąć. Właśnie wydaje mi się, że po tym co się działo po odejściu Guardioli, idea jest taka, aby odejść od czegoś podobnego. Natomiast nie wiem, czy ktokolwiek z obecnie pracujących trenerów (chociaż zawsze pojawia się ktoś lepszy, tak już jest w sporcie) jest w stanie zrobić coś takiego, jak Guardiola. Nie mam na to pomysłu. Jednak Valverde jest skuteczny. Jeśli pobiją rekord, to gdybyśmy przeprowadzili rozmowę za miesiąc, mówilibyśmy, że jest to dobry trener. Gra inaczej niż Guardiola, ale jest skuteczny. I okej. Guardiola też nie wygrał cztery razy Ligi Mistrzów, tylko dwa. Więc być może za rok Valverde wygra. Wtedy będziemy mówili, że jest kolejnym znakomitym trenerem Barcelony. Ja uważam, że jest bardzo dobry. Jest przede wszystkim inny. Czy coś musi zaczerpnąć? Jeśli zdobędzie dublet i pobije rekord to potwierdzi się to, że nie wyszedł mu tylko mecz z Romą. I to wszystko.

Jeszcze na sam koniec, wracając właśnie do samego meczu z Romą. Cały czas mnie zastanawia, co tam poszło nie tak? Mamy obóz, który uważa, że zawinił Valverde. Między innymi przez późne zmiany. Drugi obóz mówi o zlekceważeniu rywala przez piłkarzy, którzy po straconej trzeciej bramce dostali olśnienia i przypomnieli sobie jak się gra w piłkę.

Pamiętajmy też jednak, że Roma była bardzo zmotywowana. Szybko strzelony gol dodał im skrzydeł. Poza tym, przyzwyczailiśmy się, my jako kibice, że jak jest 2:0 lub 3:1 to już jest wygrany dwumecz. Tymczasem, nie ma tygodnia jak śledzimy wyniki na całym świecie, nie tylko w lidze hiszpańskiej, żeby ktoś nie wychodził z 3:0. Barcelona sama przecież wyszła z 4:0. Przypominają się słynne słowa Kazimierza Górskiego: „dopóki piłka w grze”. Wydaje mi się, że Barca mogła trochę zlekceważyć rywala. Raczej ku temu bym się skłaniał.

Mnie również zmiany zaskoczyły, na przykład wprowadzenie Andre Gomesa, który w tej Barcelonie jest dla mnie jednym, wielkim rozczarowaniem. Złożył się jednak na porażką zestaw czynników. Jak Pan słyszy, ciągle unikam podsumowania sezonu, dlatego, że on trwa. Nie chcę poddać krytyce faceta, który zaraz być może skończy z dubletem i rekordem. Zacytowalibyśmy mnie za miesiąc i bym wyszedł na barana. A nie mam takiego zamiaru. Na obecną chwilę, poza tym jednym meczem – jest to według mnie dobry sezon, a mecze nie wychodzą każdemu. Guardioli, Bayernowi, Realowi. Na szczęście w sporcie ciągle komuś coś nie wychodzi, i chwała Bogu.

Typ przed finałem?

3:0, dla Barcelony oczywiście.

Rozmawiał Piotr Przybyłowski.

28.04.2018 14:17, autor: mrpedro, źródło: własne

Powiązane newsy

Mecze


Barcelona

Real Sociedad
1 : 0
La Liga
Camp Nou - 20:45 20-05-2018

Tottenham Hotspur

Barcelona
2 : 2
Mecz towarzyski
Rose Bowl - 05:05 29-07-2018

AS Roma

Barcelona
4 : 2
Mecz towarzyski
AT&T Stadium - 04:05 01-08-2018

AC Milan

Barcelona
1 : 0
Mecz towarzyski
Levi's Stadium - 02:05 05-08-2018

Sevilla

Barcelona
1 : 2
Superpuchar Hiszpanii
Stade Ibn-Batouta - 22:00 12-08-2018

Barcelona

Boca Juniors
3 : 0
Puchar Gampera
Camp Nou - 18:15 15-08-2018

Barcelona

Alavés
3 : 0
La Liga
Camp Nou - 22:15 18-08-2018

Tabela La Liga

Drużyna M W R P BZ BS Pkt
1 Barcelona 1 1 0 0 3 0 3
2 Levante 1 1 0 0 3 0 3
3 Real Sociedad 1 1 0 0 2 1 3
4 Celta Vigo 1 0 1 0 1 1 1
5 Espanyol 1 0 1 0 1 1 1
6 Girona 1 0 1 0 0 0 1
7 Real Valladolid 1 0 1 0 0 0 1
8 Athletic Bilbao 0 0 0 0 0 0 0
9 Atletico Madrid 0 0 0 0 0 0 0
10 Eibar 0 0 0 0 0 0 0
11 Getafe 0 0 0 0 0 0 0
12 Leganes 0 0 0 0 0 0 0
13 Rayo Vallecano 0 0 0 0 0 0 0
14 Real Madrid 0 0 0 0 0 0 0
15 SD Huesca 0 0 0 0 0 0 0
16 Sevilla 0 0 0 0 0 0 0
17 Valencia 0 0 0 0 0 0 0
18 Villarreal 1 0 0 1 1 2 0
19 Deportivo Alaves 1 0 0 1 0 3 0
20 Real Betis 1 0 0 1 0 3 0

Ostatnie komentarze