• 55

Podsumowanie 2. kolejki La Liga

W minionej kolejce nie zaobserwowaliśmy gradu fanstastycznych goli, dość powiedzieć, że w spotkaniu Barcelona-Betis padły tylko o 4 gole mniej, niż we wszystkich pozostałych spotkaniach razem wziętych! Nie znaczy to jednak, że były one bez znaczenia. Jedziemy więc z podsumowaniem kolejki.

Lider


Sevilla w letnim oknie transferowym przeszła totalną rewolucję i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Klub z Andaluzji zakontraktował aż 11 nowych piłkarzy, a na czele zespołu stanął Julen Lopetegui, który bardzo chciałby zatrzeć złe wrażenie, jakie zostawił po sobie po nieudanej przygodzie w Realu Madryt. Granada przystępowała do spotkania mocno zmobilizowana, ponieważ poprzednie spotkanie z Villarreal zremisowała 4:4, prezentując całkiem niezłą grę.
Po pierwszej połowie mieliśmy prawo czuć lekki niedosyt, bowiem na tablicy wyników mogliśmy obejrzeć niezbyt satysfakcjonujący rezultat 0:0. Najgroźniejszą sytuacją ze strony gospodarzy był strzał Roberto Soldado, ale piłka ostatecznie nie znalazła swojego celu. W doliczonym czasie pierwszej połowy ze strony gości próbował odpowiedzieć Escudero, oddał bardzo mocne uderzenie zza pola karnego, jednak piłka wylądowała w rękach dobrze ustawionego bramkarza. Warto nadmienić, że Lopetegui w 19. minucie musiał dokonać wymuszonej zmiany, gdy Reguilon, po straciu z Diazem, na noszach musiał opuścić boisko.
Po rozpoczęciu drugiej części spotkania swoją wyższość pokazała jednak Sevilla, a na listę strzelców ostatecznie wpisał się Jordan, który przechwycił piłkę od Luuka de Jonga po zamieszaniu w polu karnym i uderzył lewą nogą na bramkę, pokonując Rui Silvę. Kilka chwil później Granada miała szansę wyrównać, ale Darwin Michels uderzył z lewego skrzydła po ostrym skosie nad światłem bramki.
Sevilla świetnie rozpoczęła sezon, inkasując za dwa rozegrane do tej pory spotkania sześć punktów i plasując się na samym czele tabeli, wyprzedzając drugie Atletico stosunkiem zdobytych bramek. Granada z kolei znów była bliska sprawienia zaskoczenia, jednak tym razem musiała tylko obejść się smakiem.


Granada CF - Sevilla FC 0:1 (0:0)
0:1 Jordan 52'

Festiwal rzutów karnych


Zarówno jeden, jak i drugi zespół, przystępował do spotkania bardzo zmotywowany, ponieważ Żółta Łódź Podwodna zanotowała zaskakujący remis z hokejowym wynikiem 4:4 z ligowym beniaminkiem, natomiast na koncie Levante znajdowało się okrągłe zero punktów.
Villarreal wyszedł na prowadzenie nadspodziewanie szybko, bowiem już w 3. minucie. Lewym skrzydłem pomknął Ekambi i zagrał piłkę po skosie do wchodzącego w pole karne Gerarda Moreno, który prawą nogą wbił piłkę do bramki z bliskiej odległości obok bezradnego w tej sytuacji A. Fernandeza. Jakiś czas później podobnie, z lewej flanki, próbował tym razem samodzielnie uderzyć Ekambi, jednak bramkarz Levante doskonale przewidział jego ruch i odbił piłkę. Bramka rozpaliła apetyt Moreno, ponieważ on też próbował przechytrzyć golkipera po podaniu z prawego skrzydła, jednak bezskutecznie.
W 68. minucie zaczął się tytułowy festiwal rzutów karnych. Po zagraniu ręką zawodnika Villarreal, sędzia podyktował "jedenastkę". Podszedł do niej Morales, jednak trafił wprost w Fernandeza, nie pomogła nawet dobitka. Wtedy sędzia postanowił powtórzyć stały fragment gry, ponieważ w myśl obowiązujacych przepisów, bramkarz Żółtej Łodzi Podwodnej zbyt wcześnie opuścił bramkę. Tym razem do piłki podszedł Roger Marti i szansę wykorzystał bezbłędnie, choć futbolówka musnęła jeszcze rękawice golkipera. Dosłownie 5. minut później bramkarz gości zachował się tak, jakby totalnie odcięło mu prąd i po kuriozalnym błędzie, gdy wyciął swojego przeciwnika w polu karnym, sędzia zaordynował kolejną "jedenastkę". Do stałego fragmentu ponownie podszedł Marti i nie zawiódł, zatapiając ostatecznie Żółtą Łódź Podwodną.
Villarreal zaczynają ścigać koszmary z zeszłego sezonu. Po dwóch meczach uzbierali zaledwie jedno "oczko", a jak na ekipę z takim potencjałem kadrowym, jest to wysoce niezadowalający wynik. Levante natomiast umościło się dokładnie w połowie tabeli, co raczej może satysfakcjonować ich kibiców.


UD Levante - Villarreal CF 2:1 (0:1)
0:1 Moreno 3'
1:1 Roger Marti 68' (k.)
2:1 Roger Marti 73' (k.)

Agresywna nuda


Nie było to spotkanie, o którym z wypiekami na twarzy będziemy opowiadać wnukom. Beniaminek z Pampeluny słynie z dość agresywnej gry, a dodatkowo przeciwnicy bardzo niechętnie odwiedzają jego stadion przez wzgląd na specyficzną atmosferę wytwarzaną przez kibiców na trybunach. Eibar nie miał lekkiej przeprawy, jednak musiał zakasać rękawy i wziąć się do roboty, ponieważ poprzednie spotkanie zwyczajnie przegrał.
Relacja ze spotkania? Najprościej byłoby po prostu powiedzieć: mecz się odbył. I to powinno wystarczyć, bowiem podczas rozgrywki autentycznie nie wydarzyło się absolutnie nic ciekawego. Dość powiedzieć, że oddano łącznie szaloną liczbę DWÓCH (!) strzałów na bramkę w przeciągu całego spotkania, a sędzia wyciągał żółty kartonik aż osiem razy, po równo obdarowując każdą ze stron. Obie drużyny wykazały się totalną nieudolnością w ofensywie, a jedyne do czego się ograniczały, to do powstrzymywania zapędów swojego rywala.
Ostatecznie obydwa zespoły podzieliły się punktami, jednak mamy wielką nadzieję, że nie będziemy musieli więcej oglądać tak nudnych spotkań w La Liga.


Osasuna - Eibar 0:0 (0:0)

Guardiola znów na drodze Realu


Real Madryt rozpoczął sezon bardzo dobrze, pokonując Celtę aż 3:1 i rozbudzając apetyty u swoich kibiców. Zresztą, mieli do tego pełne prawo, ponieważ studiując historię hiszpańskiej piłki można dojść do bardzo prostego powodu: Real Valladolid zawsze dostaje na Santiago Bernabeu po prostu lanie. Nie tym razem.
Pierwsza ciekawa sytuacja miała miejsce w 10. minucie spotkania, gdy po dograniu z prawego skrzydła od Jamesa, zaskoczyć bramkarza strzałem pod ostrym kątęm próbował Bale, jednak piłka minęła dalszy słupek. Kolejne minuty to festiwal strzałów niecelnych Realu: najpierw główką próbował Benzema, potem z wolnego nie trafił James. W drugiej połowie spotkania na boisku zameldował się Luka Jović, który był bardzo bliski momentalnego wpisania się na listę strzelców, jednak piłka po jego główce odbiła się tylko od spojenia bramki.
W 82. minucie, po ciągłym bombardowaniu bramki przeciwnika, ekipa Zidane'a wreszcie doczekała się tak upragnionego dźwięku trzepoczącej w siatce piłki. Co ciekawe, asystą popisał się wysoko ustawiony Varane, który posłał piłkę do stojącego na skraju pola karnego Benzemy, ten się z nią obrócił i plasowanym strzałem pokonał Masipa.
Gospodarze nie cieszyli się jednak ze swojego zwycięstwa zbyt długo. Dwie minuty przed zakończeniem regulaminowego czasu gry Oscar Plano zagrał przepiękną postopadłą piłkę do Guardioli, który "założył siatkę" Courtois i zapewnił swojej drużynie bardzo cenny punkt.
Real Madryt ma powody do zmartwienia, ponieważ Santiago Bernabeu przestało już być ich twierdzą. Statystyki nie kłamią, a te mówią, że drużyna Zizou zdecydowanie lepiej radzi sobie na wyjazdach niż u siebie, a skoro taka drużyna, jak Real Valladolid sprawia im kłopot, to znaczy, że jest naprawdę źle. Real Valladolid zyskał natomiast niezwykle istotne oczko, dzięki któremu plasuje się na... czwartej pozycji w tabeli.


Real Madryt - Real Valladolid 1:1 (0:0)
1:0 Benzema 82'
1:1 Guardiola 88'

Świetny Holender nie wystarczył


Valencia marnie rozpoczęła sezon, notując na początku zaledwie remis, natomiast Celta musiała pogodzić się z porażką 3:1 w meczu z Realem Madryt. Obie ekipy uplasowały się wobec tego na niesatysfakcjonujących ich kibiców miejscach w tabeli, więc mogliśmy spodziewać się ciekawego spotkania.
Gospodarze wyszli na prowadzenie już po pierwszym kwadransie gry. Aspas powalczył o piłkę i posłał piękne prostopadłe podanie na lewe skrzydło do byłego gracza Barcelony, Denisa Suareza, który podał piłkę w pole karne, a tam już dzieła dokończył Gabriel Fernandez, który bokiem stopy pokonał Cillisena. Po upływie pół godziny goście mieli szansę odpowiedzieć, jednak Ruben Blanco obronił ładny strzał Wassa.
Po zmianie stron Celta nie miała absolutnie zamiaru składać broni. Ponownie świetną piłkę posłał Aspas, jednak tym razem Fernandezowi nie udało się pokonać świetnie dysponowanego Holendra. Były zawodnik Blaugrany udowodnił swoją klasę jeszcze pięć minut przed końcem spotkania, gdy fantastycznie, jedną dłonią obronił strzał z dystansu Denisa Suareza. To jednak nadal nie był koniec popisów Cillissena. W doliczonym czasie gry obronił jeszcze rzut karny w wykonaniu Denisa i tak naprawdę wyłącznie dzięki niemu Nietoperze straciły dziś tylko jedną bramkę.
Ten mecz miał jednego bohatera. Celta zaprezentowała naprawdę fajne spotkanie, jednak to Cillissen odprawiał prawdziwe cuda pomiędzy slupkami bramki. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Valencia będzie miała z niego ogromną pociechę.


Celta Vigo - Valencia CF 1:0 (1:0)
1:0 Fernandez 15'

Sprawiedliwy remis


W poprzedniej kolejce Atletic Bilbao na inaugurację nowego sezonu La Liga sensacyjnie pokonało na własnym boisku FC Barcelonę, poprzedniego triumfatora rozgrywek. Getafe z kolei, po sukcesie w postaci zatrzymania na stanowisku swojego szkoleniowca, Jose Bordalasa, odnotowało porażkę z Atletico Madryt.
Ekipa z kraju Basków wyszła na prowadzenie bardzo szybko, bo już w 6. minucie gry. Andre Capa zagrał z prawego skrzydła wysoką wrzutkę w pole karne, ta spadła centralnie na lewą stopę Raula Garcii, który pewnie pokonał Davida Sorię. Radość z prowadzenia nie trwała jednak nazbyt długo, ponieważ dokładnie cześć minut później na listę asystentów wpisał się wychowanek Barcelony, Marc Cucurella, który skleił sobie piłkę na lewym skrzydle i posłał ją w kierunku pola karnego do Jaime Maty, który w takich sytuacjach zwykle się nie myli i tym razem też nie zawiódł, posyłając futbolówkę pomiędzy nogami Unaia Simona, a na tablicy wyników widniało już 1:1.
Początek spotkania mógł rozbudzić apetyty, jednak widzowie musieli obejść się smakiem, ponieważ większej ilości bramek już nie uświadczyliśmy. W 58. minucie strzału z dystansu próbował jeszcze Cucurella, jednak piłka poszybowała nad poprzeczką bramki. Swoje siły testował też Portillo, jednak jego strzał z dalszej odległości również nie sprawił większego zaskoczenia.
Drużyny podzieliły się punktami i wydaje się, że jest to rezultat sprawiedliwy dla obu stron. Getafe od początku rozgrywek nie prezentuje się najlepiej, ponieważ okupuje dopiero 16. pozycję, co jest rezultatem dość rozczarowującym, biorąc pod uwagę ich dokonania z zeszłego sezonu. Natomiast Athletic, szczególnie dzięki wygranej z Barceloną, zajmuje wysokie, 5. miejsce.


Getafe CF - Athletic Bilbao 1:1 (1:1)
0:1 Garcia 6'
1:1 Mata 12'

Znów bez bramek


Espanyol jak na razie prezentuje się tragicznie. Pierwsze spotkanie przegrali 2:0 ze świetnie dysponowaną Sevillą, natomiast teraz musiał pogodzić się z podziałem punktów w bezramkowym meczu. Deportivo zaczęło wręcz odwrotnie, notując skromne zwycięstwo nad Levante.
Niestety nie uświadczyliśmy żadnego celnego trafienia w tym meczu. Najpierw świetne podanie na prawej stronie boiska dostał Aleix Vidal, który oddał ładny, podkręcony strzał, jednak piłka zatrzymała się tylko na bocznej siatce bramki Diego Lopeza. Później świetnie bezpańską piłkę przechwycił Roca, o którym głośno ostatnio mówi się w kwestii jego transferu do większego klubu, jednak jego uderzenie ze skraju pola karnego obronił Fernando Pacheco. Alaves próbowało jeszcze zaskoczyć Diego Lopeza z rzutu roźnego, jednak nie przyniosło to oczekiwanego skutku.
Sytuacja Espanyolu jest krótko mówiąc - beznadziejna. Po dwóch kolejkach znajduje się w strefie spadkowej, a ich gra nie napawa żadnym optymizmem. Wydaje się, że jeszcze przez jakiś czas będą odczuwać reperkusje odejścia trenera Rubiego i napastnika Borjy Iglesiasa.


Alaves - Espanyol 0:0

Psikus słupków


Real Sociedad posiada w tym sezonie na papierze naprawdę bardzo interesujący, rozwojowy materiał, co sukcesywnie przekłada się na jego pozycję w tabeli. Tym razem podejmował beniaminka rozgrywek, Mallorce i nie omieszkał udokumentować swojego doświadczenia na jego boisku.
Niestety pomimo świetnego potencjału ofensywnego gości, na pierwszą bramkę musieliśmy czekać bardzo długo, bo aż do 83. minuty. Wcześniej Illararmendi posłał długą piłkę w kierunku Oyarzabala, który oddał strzał prawą nogą, jednak piłka odbiła się od rękawicy Manolo Reiny i ostatecznie wylądowała na słupku. Swoją szansę miała tez Mallorca. Z lewego skrzydła świetnie uderzył Lemur Agbenyenu, ale futbolówka ponownie odbiła się od obramowania bramki. Wreszcie sprawę w swoje ręce wziął Odegaard. Sam rozpoczął kontrę po niewykorzystanym rzucie rożnym przeciwnika, uruchomił prawym skrzydłem Portu, który z kolei posłał piłkę w kierunku wbiegającego w pole karne Norwega, który mocnym strzałem pokonał bramkarza Mallorci.
Mallorca pomimo przegranej nie ma prawa narzekać na swoją pozycję w tabeli, ponieważ zajmuje wysokie, jak na swoje standardy, 11. miejsce. Jeszcze bardziej ukontentowany może być Real Sociedad, który po dwóch rozegranych spotkaniach ma na swoim koncie cztery punkty i plasuje się na 6. pozycji.


Mallorca - Sociedad 0:1 (0:0)
0:1 Odegaard 83'

Stara śpiewka - 1:0


Leganes jest jednym z kandydatów do spadku i sam zaczyna tę teorię ochoczo potwierdzać. W pierwszym meczu kolejki przegrało z beniaminkiem z Pampeluny 0:1, natomiast teraz podejmowało u siebie ekipę Cholo, która zawsze, wszędzie i każdemu sprawia problemy. Atletico w trakcie letniego okna transferowego przeprowadziło sporo zmian, wiele bardzo interesujących, na czele z zakontraktowaniem Joao Felixa, jednak nawyk minimalistycznego wygrywania każdego meczu po 1:0, niestety, pozostał.
W pierwszej połowie nie oglądaliśmy żadnych bramek. Próbował ze skraju pola karnego Morata, próbował ponownie Morata przelobować Juana Soriano, próbował Koke, który ładnie zakręcił obrońcą Leganes przy linii środkowej boiska i posłał centrę w kierunku Joao Felixa, który z pierwszej piłki wyekspediował futbolówkę wysoko na trybuny, próbował Saul, ale strzał wylądował na słupku.
Ostatecznie bramkę obejrzeliśmy w 71. minucie. Bardzo dużą rolę odegrał tutaj Jaoa Felix, który pomknął prawym skrzydłem, zatańczył z obrońcami Ogórków i posłał piłkę w pole karne do Vitolo, który lewą nogą wpakował ją do siatki. Leganes próbowało jeszcze wyrównać, z daleka uderzał Roque Mesa, jednak futbolówka wpadła wprost do "koszyczka" Jana Oblaka.
Leganes rozgościło się w strefie spadkowej, wygodnie moszcząc się na 19. miejscu i notując dwie porażki z rzędu. Z kolei ekipa Cholo co prawda odniosła już drugie zwycięstwo, jednak kibice mogą uzasadnienie kręcić nosem na niesatysfakcjonujący w odniesieniu do siły ofensywnej wynik.


CD Leganes - Atletico Madryt 0:1 (0:0)
0:1 Vitolo 71'

28.08.2019 14:33, autor: barcelona125, źródło: własne

Powiązane newsy

Mecze


Barcelona

Real Sociedad
1 : 0
La Liga
Camp Nou - 18:30 07-03-2020

Mallorca

Barcelona
0 : 4
La Liga
Iberostar Estadio - 22:00 13-06-2020

Barcelona

Leganés
2 : 0
La Liga
Camp Nou - 22:00 16-06-2020

Sevilla

Barcelona
0 : 0
La Liga
Ramon Sanchez Pizjuan - 22:00 19-06-2020

Barcelona

Athletic Bilbao
1 : 0
La Liga
Camp Nou - 22:00 23-06-2020

Celta Vigo

Barcelona
2 : 2
La Liga
Estadio Balaídos - 17:00 27-06-2020

Barcelona

Atletico Madrid
2 : 2
La Liga
Camp Nou - 22:00 30-06-2020

Villarreal

Barcelona
- : -
La Liga
El Madrigal - 22:00 05-07-2020

Tabela La Liga

Drużyna M W R P BZ BS Pkt
1 R. Madrid 33 22 8 3 61 21 74
2 Barcelona 33 21 7 5 74 35 70
3 Atlético 34 16 14 4 46 25 62
4 Sevilla 33 15 12 6 48 33 57
5 Villarreal 33 16 6 11 53 40 54
6 Getafe 33 14 10 9 42 31 52
7 R. Sociedad 33 15 5 13 50 42 50
8 Athletic 33 12 12 9 38 28 48
9 Granada 33 13 7 13 40 38 46
10 Valencia 33 12 10 11 41 48 46
11 Osasuna 33 11 11 11 40 47 44
12 Levante 33 12 6 15 41 46 42
13 Betis 33 9 10 14 43 54 37
14 Valladolid 32 7 14 11 27 37 35
15 Eibar 33 9 8 16 34 50 35
16 Alavés 33 9 8 16 32 50 35
17 Celta 32 7 12 13 32 42 33
18 Mallorca 34 8 5 21 35 59 29
19 Leganés 33 5 10 18 24 49 25
20 Espanyol 33 5 9 19 27 53 24

Ostatnie komentarze