• 175

Futbol w czasach zarazy

Jeszcze miesiąc temu nikt się tego nie spodziewał, ale dziś już wiemy, że świat mierzy się z największym kryzysem od czasu drugiej wojny światowej. Co prawda wciąż sytuacja w Polsce czy Hiszpanii jest o wiele lepsza niż w Syrii czy innych regionach pogrążonych w konfliktach zbrojnych, a Polakom nie grozi powrót do wydarzeń z okresu transformacji ustrojowej, ale ludziom na świecie będzie generalnie gorzej niż po 11 września czy kryzysie finansowym z przełomu 2008 i 2009 roku. Wiele tematów schodzi na dalszy plan, wśród nich także futbol, ale kiedyś w końcu będziemy musieli wrócić do grania (i kibicowania). Osoby decyzyjne muszą się w międzyczasie pilnie zastanowić nad tym co zrobić, aby było do czego wracać.

 

Kilka tygodni temu furorę zrobił rzekomy cytat hiszpańskiej biolog: "Dajecie piłkarzom milion euro miesięcznie, a naukowcom 1800 euro. Szukacie teraz ratunku? Poproście Ronaldo i Messiego, niech oni wam znajdą lekarstwo". Oczywiście był to fake news, fejk rządzi światem od wielu lat, mogliście przegapić wyjaśnienie, że pani z mema nie jest żadną biolog tylko hiszpańską minister rolnictwa i nigdy tych słów nie wypowiedziała. Koncerny farmaceutyczne mają się zresztą dzięki pandemii lepiej niż kiedykolwiek, a prezesi czy właściciele największych z nich mogliby tylko z tegorocznych dochodów do swojej drużyny jednocześnie zakontraktować Messiego i Ronaldo, a na Neymara i Mbappe też by starczyło. Pandemia zmusza jednak niemal cały świat do zaciskania pasa i szybko w tym kontekście na tapetę wzięta została kwestia zarobków piłkarzy. Moim zdaniem należy ustalić dwie rzeczy: piłkarze wcale nie zarabiają za dużo, ale podczas całkowitej przerwy w rozgrywkach nie powinni pobierać zarobków lub powinni otrzymać ich ułamek.

 

Czy Leo Messi zarabia za dużo? Nie. Czy to moralne, że zarabia kilkaset albo nawet kilka tysięcy razy więcej niż ratujący ludzkie życie lekarze? Może i niemoralne, ale zrozumiałe. Lekarz przez kilkanaście lat kariery zawodowej ma wpływ na zdrowie lub życie (głównie w kontekście fizycznym) kilku- do kilkunastu tysięcy pacjentów. Messi od kilkunastu lat wpływa na życie (głównie w kontekście psychicznym) kilkuset milionów ludzi na całym świecie. Gdy strzela gola w finale Ligi Mistrzów lub ostatniej minucie meczu z Realem Madryt to nie jest to mało znaczący incydent z rozgrywek milionerów, ale wydarzenie, które pozwala milionom ludzi na całym świecie, zdrowym i chorym, bogatym i biednym, zapomnieć na kilka minut, kilka godzin lub kilka dni o trapiących ich na co dzień problemach, dać się ponieść emocjom, odstresować. To jest też część naszego życia. O ile łatwiej byłoby znieść domową izolację gdybyśmy mogli co trzy dni czekać na kolejny mecz Barcelony, a następie sobie o nim podyskutować? Najprościej mówiąc: na pensję lekarza zrzucają się jego pacjenci, a na pensję piłkarza jego kibice.

 

Oczywiście Messi to przykład skrajny, bardzo wygodny dla piszącego. Argentyńczyk wiele meczów wygrywa w pojedynkę, sam ciągnie za uszy swój zespół, na jego barkach spoczywa gigantyczna presja i niemal co kilka dni wszyscy kibice Barcelony oczekują od niego wspinania się na wyżyny, a on robi co może i robi to częściej niż ktokolwiek przed nim. W tym kontekście mało kto zakwestionuje jego czterdzieści milionów euro zarobków z kontraktu w klubie i drugie tyle wpływów z reklam – zresztą te płacą mu przecież indywidualnie prywatne firmy i ich sprawa na ile wyceniają potencjał reklamowy Messiego (a można być pewnym, że pracują tam ludzie, którzy są w stanie jedno euro zainwestowane w Leo obrócić w cztery lub pięć euro zysku). Co jednak z rzeszą przereklamowanych kopaczy, młodocianych milionerów, którzy z rzadka potrafią prosto kopnąć piłkę?

 

Cóż, mamy 2020 rok. Niemal w każdym zakątku ziemi jest teraz internet lub przynajmniej telewizja. Ludzie masowo oglądają rozgrywki piłkarskie, a futbol to nie tylko Messi czy Barcelona. Piłkarze Blaugrany potrzebują też rywali, jednych słabszych, innych lepszych. Ci słabsi czasem są zbyt słabi by rywalizować na najwyższym poziomie rozgrywkowym, więc spadają niżej i tam też potrzebują rywali do gry, a ludzie wciąż chcą to oglądać, zarówno z trybun jak i z foteli. Wszystko to przekłada się na strumień pieniędzy i finalnie piłkarze – jako główni aktorzy w tym teatrze – muszą siłą rzeczy otrzymywać największą część tortu. Gdyby mieli kontrakty o połowę niższe to te pieniądze by nie zniknęły tylko wypchały kieszenie właścicieli. Piłkarz to zresztą specyficzny zawód, w którym krótko po trzydziestce przechodzi się na emeryturę, a nie każdy jest urodzonym ekspertem telewizyjnym czy trenerem, nie ma zresztą tylu etatów. Profesjonalista nie ma wielu szans nauczyć się w międzyczasie innego zawodu. Oczywiście ci, którzy w trakcie kariery przepuszczają fortunę wiodąc hulaszczy tryb życia są sami sobie winni, ale porządnie prowadzącym się zawodnikom na najwyższym poziomie rozgrywkowym zarobki z całej kariery powinny wystarczyć na resztę (dostatniego) życia, stąd nie mogą oni zarabiać kilku tysięcy miesięcznie. Ktoś powie, że pomiędzy kilkunastoma tysiącami, a kilkunastoma milionami jest jeszcze spora przestrzeń, ale tę przestrzeń wypełniają piłkarze z Bundesligi czy ligi francuskiej lub włoskiej. Najlepsi zarabiają po kilka lub kilkanaście milionów euro za sezon ponieważ – tak jak prezesi największych firm – odpowiadają za wyniki firmy (klubu) wartego setki milionów lub nawet miliardy euro i choć nie są w swoich zakładach pracy szefami to są bez wątpienia najważniejszymi pracownikami. Oczywiście, jest też cała rzesza zawodników zarabiających nieproporcjonalnie dużo w stosunku do swoich umiejętności, ale to najczęściej wina prezesów, którzy zastępują chłodną kalkulację kibicowskimi emocjami. Osobną kwestią jest życie ponad stan i płacenie piłkarzom więcej niż może sobie na to pozwolić dany klub, co wiele drużyn doprowadziło już do ruiny.

 

To, że zarobki piłkarzy są uzasadnione, nie zmienia jednak faktu, iż mamy pandemię. Zarabiają producenci leków, żywności, stacje telewizyjne i producenci gier komputerowych oraz wszystkiego czego używamy teraz w domu częściej niż zazwyczaj. Zarabia jeszcze kilka innych branż (informatycy, cała branża medyczna, niebawem pewnie prawnicy). Reszta nie zarabia lub głównie traci. Majątki osób, które nie mogą pracować z powodu wirusa, uszczuplają się. Nie rozumiem dlaczego inaczej miałoby być z piłkarzami. Słyszy się, że gdzieś łaskawie piłkarze zgodzili się na 10-20 procent obniżki, czasem 50%, multimilionerzy z Barcelony przystali aż na 70% (plus dołożenie się do pensji pracowników klubu), a ich koledzy z Juventusu na całkowity przestój w wypłatach (w niektórych zespołach sprytni piłkarze zgadzają się na zawieszenie pensji do czasu zakończenia stanu epidemii, ale z późniejszym wyrównaniem zarobków). To, że piłkarze generują dla klubów ogromne pieniądze, wiemy. Obecnie jednak nie generują żadnych, ponieważ nie ma meczów, zamknięte są klubowe muzea, zamknięte oficjalne sklepy. Zapewne przepisy nie pozwalają ot tak zawiesić lub obniżyć kontrakty, być może jest to powiązane z rangą stanu nadzwyczajnego wprowadzonego w danym państwie i należałoby to analizować kraj po kraju pod kątem wewnętrznej legislacji. Wiemy jednak dobrze, że poszczególne kraje naprędce dostosowują prawo do zaistniałych okoliczności, a UEFA i FIFA setki razy pokazywały, że to państwa w państwie i stoją de facto ponad prawem. Można swobodnie wyobrazić sobie dekret UEFY brzmiący „obowiązkowa obniżka zarobków o 90%, ale nie mniej niż 10 000 euro miesięcznie. Każdy piłkarz, który się na to nie zgodzi, nie zostanie dopuszczony do rozgrywek pod auspicjami UEFY, tj. krajowymi ligami, europejskimi pucharami, meczami reprezentacji”. Tu nie chodzi o to by piłkarzom zrobić na złość lub coś im udowodnić. Tu chodzi o to by Barcelona mogła pozwolić sobie na wielki transfer w lecie (będący w interesie pozostałych piłkarzy) zamiast przez najbliższy rok lub dwa zasypywać dziurę budżetową powstałą w wyniku kilkumiesięcznego braku przychodów. Przede wszystkim jednak chodzi o to by rywale Barcelony nie pobankrutowali, by rywalizacja była jak najbardziej wyrównana i żebyśmy nie musieli jesienią tygodniami szukać 18-20 wypłacalnych drużyn do gry w każdej dużej europejskiej lidze. Nachodzące poluzowanie Finansowego Fair Play da spory handicap klubom zarządzanym przez szejków i wyrównać to może jedynie znaczące ograniczenie największych kosztów, jakie w każdym klubie stanowią pensje zawodników. Ugoda zawarta w Barcelonie pozwoli drużynie być bardziej konkurencyjną w kolejnym sezonie, a kolejne trofea czy awanse napełniają zarówno klubową gablotę jak i portfele piłkarzy, więc finalnie może się okazać, że na kryzysie stracą oni dużo mniej niż można się było spodziewać.

 

Gdy rozprawiliśmy się z zarobkami zawodników pora na kluczową kwestię: co z powrotem do gry? Tu brutalna, ale jedyna możliwa odpowiedź brzmi: należy za wszelką cenę dokończyć bieżący sezon i po miesięcznej przerwie, z opóźnieniem, rozpocząć kolejny. Futbol to głównie rozrywka, ale też system naczyń połączonych. To miliony miejsc pracy w skali całego świata. Ochrona, gastronomia na stadionie, gastronomia wokół stadionów, branża hotelarska i cała turystyka. Przemysł odzieżowy, gadżety i wreszcie telewizje sportowe, dziennikarze, hojni reklamodawcy (ci ostatni zawsze się znajdą, najwyżej będziemy w kółko oglądać reklamy leków i żywności). Dogranie obecnego sezonu rozwiązałoby nadchodzący spór prawny w kwestii wypłaty pieniędzy z tytułu praw telewizyjnych. Biedniejsze ligi czy kluby potrzebują tej gotówki jak chorzy kroplówkę, ale Barcelona również planuje coroczny budżet w oparciu o 140 milionów z samej tylko ligi hiszpańskiej oraz dodatkowe kilkadziesiąt milionów od UEFY za Ligę Mistrzów. Wszystko wskazuje na to, że kolejny kontrakt telewizyjny będzie mniejszy niż obecny, ale na bieżącym, w przypadku dogrania rozgrywek, nikt nie straci – wiele wskazuje na to, że zaczniemy meczami bez publiczności, co tylko podbije oglądalność i wpływy z reklam. Telewizje ochoczo wypłacą transzę za transmisje i może nawet zaliczki na kolejny sezon. Miesiąc przerwy na przełomie sierpnia i września i wracamy do gry, już teraz wielu piłkarzy dostało najdłuższe wakacje w swoim życiu, a w dodatku Messi i inni zamiast przemierzać kilometry i strefy czasowe siedzą w domu i możemy przypuszczać, że taka regeneracja organizmu jedynie wydłuży wielu zawodnikom karierę. Najwyżej w intensywnym przyszłym sezonie (zwieńczonym EURO i Copa America) będzie trzeba częściej rotować lub np. odpuścić krajowy puchar.

 

Być może ktoś teraz puka się w czoło – ludzie chorują i umierają, a tu dyskusja o wznowieniu grania w piłkę? Zaprawdę powiadam Wam: szczepionka na wirusa powstanie najwcześniej w przyszłym roku, a roczny czy nawet półroczny lockdown całego świata przyniesie więcej ofiar niż sam wirus. Obecnie wszyscy siedzą w domach nie tyle po to by całkowicie zwalczyć wirusa, ale po to by spłaszczyć krzywą zachorowań. Za kilka tygodni musimy jednak – z zachowaniem ostrożności – wrócić do normalnego życia, aby było jeszcze do czego wracać. W całym tym zamieszaniu naprawdę na drugi plan schodzi kwestia przyznania trofeów, ale kolosalne znaczenie mają awanse i spadki oraz kwalifikacje do europejskich pucharów, a także wspomniane prawa telewizyjne. Na jakieś umowne, polubowne rozwiązania mogą się zgodzić małe ligi w innych dyscyplinach, np. polskie rozgrywki szczypiorniaka czy siatkówki lub z drugiej strony bogate profesjonalne ligi w USA (kwestia niezdrowego zarządzania pieniędzmi w europejskim futbolu to temat na inny tekst).

 

Z pewnością dla wielu piłka zeszła teraz na dalszy plan. Mimo wszystko jednak potrzebujemy jej bardziej niż kiedykolwiek by nie zwariować w izolacji. Niektóre ligi to rozumieją i powoli szykują się do wznowienia rozgrywek w maju lub na początku czerwca. Mecze mogą z początku wyglądać komicznie – nie chodzi o to, że zawodnicy przez wiele tygodni nie kopali piłki, ale wielu z nich zapewne zaniedbało domowy trening i wrócą do zajęć kompletnie rozregulowani, z nadwagą i bez kondycji profesjonalnego sportowca. Bardziej niż wyniki liczy się jednak teraz powrót do normalności – to będzie pierwszy krok do tego byśmy mogli jesienią w nowej rzeczywistości po staremu ekscytować się meczami Blaugrany.

06.04.2020 14:39, autor: pioteer, źródło: własne

Powiązane newsy

Mecze


Athletic Bilbao

Barcelona
1 : 0
Copa del Rey
San Mamés - 21:00 06-02-2020

Real Betis

Barcelona
2 : 3
La Liga
Estadio Benito Villamarín - 21:00 09-02-2020

Barcelona

Getafe
2 : 1
La Liga
Camp Nou - 16:00 15-02-2020

Barcelona

Eibar
5 : 0
La Liga
Camp Nou - 16:00 22-02-2020

SSC Napoli

Barcelona
1 : 1
Champions League
Stadio San Paolo - 21:00 25-02-2020

Real Madrid

Barcelona
2 : 0
La Liga
Santiago Bernabéu - 21:00 01-03-2020

Barcelona

Real Sociedad
1 : 0
La Liga
Camp Nou - 18:30 07-03-2020

Tabela La Liga

Drużyna M W R P BZ BS Pkt
1 Barcelona 27 18 4 5 63 31 58
2 R. Madrid 27 16 8 3 49 19 56
3 Sevilla 27 13 8 6 39 29 47
4 R. Sociedad 27 14 4 9 45 33 46
5 Getafe 27 13 7 7 37 25 46
6 Atlético 27 11 12 4 31 21 45
7 Valencia 27 11 9 7 38 39 42
8 Villarreal 27 11 5 11 44 38 38
9 Granada 27 11 5 11 33 32 38
10 Athletic 27 9 10 8 29 23 37
11 Osasuna 27 8 10 9 34 38 34
12 Betis 27 8 9 10 38 43 33
13 Levante 27 10 3 14 32 40 33
14 Alavés 27 8 8 11 29 37 32
15 Valladolid 26 6 10 10 23 33 28
16 Eibar 27 7 6 14 27 41 27
17 Celta 26 5 10 11 22 34 25
18 Mallorca 27 7 4 16 28 44 25
19 Leganés 27 5 8 14 21 39 23
20 Espanyol 27 4 8 15 23 46 20

Ostatnie komentarze