Ulubione komenarze

kastalos

2408 BO punktów

Komentarze

Statystyki

Liczba komentarzy: 29649
Znaków na komentarz (≈): 293
Skomentowanych newsów: 3562
Rozdanych plusów: 83
Rozdanych minusów: 59
Napisanych newsów: 0

Najlepsze komentarze

+20 own goal ma więcej bramek niż CR7 23-09-2017 21:52 w Nowe derby
+18

to są trenerzy reprezentacyjni. obu cenię, ale nie widzę w ich przypadku całosezonowego sukcesu. zwłaszcza w przypadku francuza.

a za valverde kto, to trudne pytanie. to zależy, jak będzie wyglądać rzeczywistość po nim, bo jeżeli będzie miał nastąpić reset i barca pożegna się z żelaznymi weteranami - to mimo moich obaw o jego jawnie amiszowskie podejście do piłki nożnej, chyba postawiłbym na xaviego.

jeżeli ma być kontynuacja dogorywania messiego i kolegów, to nie mam pojęcia. do klubu rześkiego emeryta pasuje w zasadzie chyba tylko ancelotti z żyjących trenerów.[/cytat]
Cziawi Si, El Pragmatico No. Visca El Barca.

Sam zakładam, że na pożegnanie gangu Messiego poczekamy aż ci "umrą" śmiercią naturalną na przestrzeni 2-3 sezonów. Do tego momentu układ w którym piłka kręci się wokół Messiego, będącego centralną postacią taktyki marginalizującą zalety reszty, nie trybem czy autorskim pomysłem na drużynę samego kołcza - zostanie zachowany. Tu tkwi nasz problem, bo nikt nie spróbuje wyjść z tego impasu. Trener nie będzie mógł/Messi nie będzie chciał/Bartomeu problemu nie dostrzega.

Inna sprawa, że żaden to gwarant na końcowy sukces, a jedynie zwiększone szansę na LM z starą gwardią. Nikt nie chce podjąć tematu gdy krajowe puchary wpadają hurtem.

Innymi słowy toksyczna miłość kwitnąć będzie w najlepsze. Messi dalej będzie zawłaszczał sobie całą grę, a jego statyczność i brak ruchu bez piłki, spowoduje powolną kastrację z kreatywności całą resztę zespołu. Mówię tu o starych wygach jak i nowych nabytkach. Jak szalenie to nie brzmi w takim układzie zyskuje Messi, tracą partnerzy i Barcelona.

Nie ma przypadku, że wszystkie projekty od Argentyny, po ostatnie Barcelony w ten czy inny sposób kończą się blamażem w najważniejszych rozgrywkach. Nawet projekt Lucho do połowy sezonu jawił się jako katastrofa zanim nastała Annoeta. Wtedy jednak Messi się dostosował, a Suarez przestał błąkać po skrzydle.

Oczywiście obrana droga na przestrzeni sezonu ligowego będzie niesamowicie efektywna, bo ostatecznie Messi indywidualnie jest w stanie rozerwać 95% drużyn w Hiszpanii. Jednak to co potocznie nazywa się "Messi Barce zbaw" sprawia, że piłkarze samoistnie przy jego obecności przyzwyczajają się do schematu "oddawania" piłki - nie szukając/nie próbując innych rozwiązań.

Grać zaczynają dopiero jak Messiego nie ma w kadrze meczowej, a to na przestrzeni całego roku daje wynik na poziomie błędu statystycznego. To jest coś na zasadzie uczenia się na blachę do egzaminu - oddaj Messiemu, oddaj Messiemu, a z Liverpoolem fizycznie nie ma takiej możliwości i wtedy dopiero wypierdala error. Cały rok klepali jeden i ten sam schemat, a teraz nie ma jak. Barcelona ma kłopot, Messi ma kłopot, wszyscy mają kłopot.

Ta chujowa symbioza budowana dobrymi wynikami w skali ostatnich lat, podlana jednocześnie pychą która te wyniki napędza, sprawia, że w momencie kryzysu, mając przed sobą drużynę kadrowo zbliżoną, z głodem zwycięstwa, potrafiącą Messiego wyłączyć, stajemy się bezbronni.

Wydaje się już niemożliwym aby z obecnymi piłkarzami ten trend odwrócić, Leo zadania nie ułatwia schodząc stale po piłkę do rozegrania, niecierpliwiąc się kiedy futbolówki nie ma. Oni mu ją przekazują, no bo tak trzeba i wymusza sytuacja. On robi rajdy, bo nikt inny nie zrobi....ostatecznie wyjdzie z tego otwierające podanie, albo ktoś znów odegra by strzelił bramkę. Każdy w tym układzie czuje się bezpiecznie. Taka gra na przestrzeni roku w końcu daje zazwyczaj ligę.

Sam Messi tkwiąc w tym układzie coraz mniej szuka z partnerami kombinacji, szybkiej wymiany piłki aby pobudzić ruch wokół, na rzecz indywidualnych zagrań (czy to drybling, czy otwierające podanie). To działa w lidze, ale już dawno nie w LM.

Różnica pomiędzy walką w lidze, a LM jest zasadnicza. W Lidze około wygranej kręcą się kadrowo/finansowo obecnie 3 mocne zespoły, w miarę dobrych jest kolejne 2-3, a reszta to ligowa średniawka plus drużyny walczące o utrzymanie (pomijam jak w obecnym stanie wygląda grupa pościgowa do Barcy i ogólnie jak poziom ligowy zjechał). Oczywiście każdy ma swoje ambicje, zdarzają się niesamowite wystrzały drużyn, ale nawet one w perspektywie sezonu wyżej chuja nie podskoczą.

Większość z drużyn zaczynając sezon porażki z Realem czy Barceloną mają niejako wkalkulowane, bo rozmyją się na przestrzeni 38 kolejek w walce o swoje cele. Oczywiście nikt przed nami i Realem się nie położy, ale finalnie przepaść kadrowa jest zbyt wielka. Nawet jak zdarzy im się mecz życia z Barceloną, to suma sumarum nie mają na tyle jakości aby te dwa-trzy zrywy drużyny w której wszystko jest ustawione pod Messiego powstrzymać.

Te jednostkowe mecze w których męczymy bułę nie potrafiąc znaleźć sposobu na zasieki rozwiązuje Leo. To wolnym, to indywidualną akcją czy czymś tam. Jak on nie da rady to załączy się efekt żarcia i wynik będzie pozytywny.

Nawet jak przydarzy się po drodze wpierdol od Betisu czy remis z Valencią no to co? W zasadzie nic, raz, że na przestrzeni ligowej kampanii to normalne, dwa, że taki wynik nie jest rozważany na zasadach być/albo nie być, nie ma takiego ciśnienia i presji, bo kolejek jest sporo, a grając jak gramy, zachowujemy dużą regularność.

To daje zawodnikom pozorny komfort psychiczny, a zważając, że trzon drużyny to ludzie wygrywający masę pucharów w przeróżnych konfiguracjach - buduje w nich przeświadczenie iż dalej jest rok 2012 gdzie to oni rozdawali karty w piłkarskim świecie. Od klubu przez reprezentacje, tak na swoim podwórku jak i arenie międzynarodowej. To błąd, bo w kluczowych sytuacjach braknie pokory. 20-05-2019 18:44 w Koniec ligi bez historii
+16 Schody w tym wszystkim zaczynają się na etapie pucharowym LM gdzie obok nas stoi 15 innych dobrych/świetnych ekip w Europie. Odejmując przypadkowe teamy czy średniaków, projektów z podobnymi ambicjami, mocnymi kadrowo jak i finansowo jest obok nas kilka.

Na drużynach Liverpoolu/Bayernu/Juve czy kilku innych Messi czy sama Barcelona nie robi wrażenia. Nie ma tu miejsca na kalkulacje, chcesz grać dalej, chcesz LM to w dwumeczu musisz być lepszy od klubu X. Różnice kadrowe pomiędzy tymi topowymi drużynami są już na prawdę niewielkie, każdy ma swoje mocne jak i słabsze strony. Co najważniejsze, nie licząc nas i Realu reszta zespołów to głodne wilki. Na przestrzeni 10 lat tylko my i mierda nie będą jednorazowym wystrzałem wygrywaliśmy LM. Reszta na swoją szansę dopiero czeka lub da się za nią pokroić. To widać oglądając nasz dwumecz, czy Ajax-Tottenham.

No więc wychodzimy na etapie 1/4, względnie 1/2 LM jak z Liverpoolem i następuje zderzenie z realnym światem. Przeciwnik biega szybciej, więcej, na kurwie, grając agresywniej. Bez respektu przed Barceloną oraz Messim. Oczywiście jak to starzy mistrzowie jakoś sobie z tym potrafimy poradzić jednak gorzej aby stworzyć zagrożenie pod bramką rywali. Zaczyna się nerwowe rozglądanie po boisku gdzie Messi, a Messiego nie ma.

Trenerowi drużyny przeciwnej odgadnięcie tej zależności podczas przygotowań zajęło pewnie chwile, bądź chwil dwie. No więc Messi w takich warunkach jest podwajany, potrajany, a kolejni zawodnicy wyrastają jak z pod ziemi. Czasami uda mu się wtedy zrobić coś, ale zazwyczaj nic, bo jakości drużynie przeciwnej już odebrać nie można. Wtedy reszta drużyny ma zonk, sami niewiele mogą, bo cały rok graliśmy "Messi Barce zbaw" a Messi z tych klatek nie potrafi się uwolnić, bo - nie szuka sobie przestrzeni gdy piłki nie ma. Status Quo.

Pół biedy jak mecz jeszcze względnie się układa, ale jak nagle pada bramka dla przeciwnika, dwumecz zaczyna przybierać niekorzystny przebieg....pojawia się strach. Przed oczami migają obrazy lat poprzednich które ich momentalnie paraliżują. Rysa na szkle która pojawiła sie po 2012 i z każdym rokiem się pogłębia. Wtedy ta ich psychika mistrzów pęka jak bańka mydlana w zderzeniu z rzeczywistością już nie Liverpoolu, Juve, a nawet PSG czy Romy. Ich komfort to była fatamorgana którą sami w swoich głowach wykreowali. Pycha nic więcej.

Kończy się to już standardowo, rozbita drużyn czeka na wyrok w ten czy inny sposób. Nie ważne jaką by mieli zaliczkę jak już się wali to po całości. Messi patrzy w swoje buty, reszta na niego z nadzieją, że to tylko zły sen. Przeciwnicy mając przed oczami glorię nad Barceloną jeszcze mocniej dociskają pedał gazu dając z wątroby. U nas nie ma kto, bo większość to "syte koty", a dodatkowo brakuje nam mentalnego lidera w drużynie. 20-05-2019 18:44 w Koniec ligi bez historii

Najgorszy komentarz

-5 Myślałem, że podejdzie do tego ambitnej i dzwignie United ale jak widać woli latwiejsza i bezpieczniejsza drogę.. Jego wybór ale daleko tu do miana wizjonera. Za dwa lata weźmie Psg i okrzyknie się krolem swiata 01-02-2016 18:45 w Szalenie ważne trzy punkty