Dobra passa sportowa Barcelony sugerowała, że zgromadzenie delegatów przebiegnie dla Joana Laporty spokojnie, ale ani prezes, ani działacze nie odetchnęli z ulgą aż do zatwierdzenia czwartego punktu porządku obrad. Masa członkowska autoryzowała rozszerzenie kredytu na Espai Barça o 300 milionów i zatwierdziła emisję obligacji na kolejne 210 milionów. Te pieniądze były niezbędne, żeby dokończyć przebudowę Camp Nou, która ostatecznie kosztowała więcej i trwała dłużej, niż przewidywano.
Delegaci nie wydawali się szczególnie zaniepokojeni nowym zadłużeniem. Na wcześniejszych sesjach przygotowawczych panowała cisza i niewielu kwestionowało to, że zwiększenie finansowania będzie się wiązać ze zmianą warunków spłaty. Pytań o opóźnienia prawie nie było, za to większe obawy budziła możliwa podwyżka składek członkowskich. Ferran Olivé, debiutujący jako wiceprezes do spraw ekonomicznych, powtarzał, że wszystko odbywa się „bez udziału socio w jakichkolwiek kosztach". Argument uznano za przekonujący.
Negocjowanie rozszerzenia kredytu z Goldman Sachs nie było łatwe, choć zarówno instytucja finansowa, jak i Barcelona miały wspólny cel: dosypać kapitału, żeby zagwarantować zakończenie prac na stadionie. Goldman Sachs miał silną pozycję i w efekcie uzyskał zmianę w modelu spłaty. Dotychczas Barcelona zatrzymywała pierwsze 100 milionów uzyskane z eksploatacji obiektu, a dopiero kolejne sumy szły na spłatę pożyczki. Teraz to instytucja finansowa będzie przez najbliższe dwa lata przejmować pierwszą transzę przychodu.
Dodatkowe 300 milionów jest konieczne, ponieważ biznesplan opracowany w 2023 roku okazał się niewykonalny. Opóźnienia wygenerowały dodatkowe koszty, a stadionu nie dało się eksploatować zgodnie z planem — otwarcie nastąpiło rok później niż zakładano, a pełną pojemność 62 tysięcy widzów osiągnięto dopiero po kilku kolejnych meczach. Do tego doszło 210 milionów w obligacjach, żeby zrekompensować pieniądze, które nie wpłynęły do kasy klubu, a były potrzebne na wydatki operacyjne ujęte w budżecie. Klub już wcześniej musiał sięgać po kreatywne rozwiązania, żeby zdobyć środki, na które liczył. Sprzedaż części miejsc VIP w 2024 roku, żeby zmieścić się w fair play finansowym i zarejestrować Daniego Olmo, była tego dobrym przykładem. W tym tygodniu Barcelona uruchomiła tę formułę ponownie, wprowadzając do sprzedaży 2000 luksusowych miejsc na okresy od 15 do 30 lat, co ma przynieść łącznie 700 milionów euro.
Celem jest zagwarantowanie takiego poziomu przychodów, który pozwoli Barcelonie spłacić kredyt — a ten, po wzroście z 1500 do 1800 milionów, staje się nowym wyzwaniem dla klubowej kasy. To tłumaczy również, dlaczego wysiłki koncentrują się na dokończeniu i otwarciu podwójnego pierścienia lóż VIP na trzecim poziomie. Stało się to pracą priorytetową ze względu na poziom generowanych przychodów. Otwarcie przewidziano na pierwszy kwartał 2027 roku, a potem stopniowo mają być udostępniane pozostałe zwykłe miejsca na najwyższym poziomie Camp Nou.
W średnim terminie czekają kolejne wyzwania, bo w następnym sezonie drużyna będzie musiała wrócić na Montjuïc. Technicy Espai Barça przekonywali, że cztery albo pięć miesięcy wystarczy na dokończenie „big liftu" — tak określa się montaż konstrukcji dachu. Jak jednak informowaliśmy wcześniej, inżynierowie twierdzili, że potrzeba będzie siedmiu miesięcy. Pewne jest tylko tyle, że budżet na sezon 2027/28 zakłada, iż powrót na Camp Nou nie będzie możliwy przed styczniem 2028 roku. Jeśli nastąpi wcześniej, tym lepiej. Pojemność nie wyniesie jednak jeszcze 104 tysięcy kibiców, tylko 92 tysiące — tak wynika z tego budżetu. Przy montowanym dachu część stref trzeciego poziomu pozostanie niedostępna. Maksymalna pojemność zostanie osiągnięta dopiero latem 2028 roku, gdy dach będzie gotowy, i będzie dostępna od startu sezonu 2028/29.
W międzyczasie klub będzie musiał nieustannie szukać sposobów na spłatę długu. Kierownictwo rozważa podwyżkę karnetów, choć w klubie podkreślają, że nie stanie się to od razu, a na pewno nie przed zakończeniem prac na stadionie — tak Olivé obiecał delegatom. Na razie zarząd skorygował jedynie ceny składek członkowskich. Dla socios bez karnetów utrzymana zostanie zniżka na bilety, różna w zależności od rywala. Kibice okazjonalni, w dużej części turyści, nadal będą dokładać się najbardziej — przez bilety wyceniane dynamicznie, których ceny mogą wahać się od 200 do 400 euro, a od 500 euro wzwyż za miejsca VIP.
Kierownictwo wierzy, że ukończony Camp Nou będzie generował ponad 400 milionów euro przychodu na sezon — pieniądze wystarczające na spłatę kredytu i na inwestycje w drużynę, żeby aspirować do wszystkiego. Żeby jednak do tego doszło, trzeba będzie poczekać i wykonać wiele ekwilibrystycznych ruchów, które wyrównają rachunki.








