Postać Juliána Álvareza wywołała zaciętą walkę między trzema gigantami La Ligi. Real Madryt włączył się do rywalizacji we wtorek, dołączając do trwającej już walki między Barceloną a Atlético Madryt o przyszłość Argentyńczyka.
Prezydent Florentino Pérez obiecał podczas kampanii wyborczej, że jeśli zostanie wybrany, złoży ofertę w wysokości 150 milionów euro za gwiazdę. Po spotkaniu zarządu Realu Madryt klub wydał oświadczenie, w którym poinformował o złożeniu Atlético Madryt oferty za Juliána Álvareza, którą Colchoneros odrzucili, powołując się na klauzulę odstępnego zawodnika wynoszącą 500 milionów euro.
Kilka minut później Atlético Madryt odpowiedziało na oświadczenie, kpiąc z Realu Madryt i oferty. Zrobiło to za pośrednictwem mediów społecznościowych, podobnie jak kilka tygodni temu w przypadku Barcelony, choć prawdą jest, że przekaz skierowany do katalońskiego klubu był znacznie bardziej stanowczy.
W FC Barcelonie ofertę Realu Madryt interpretuje się jako chęć Florentino Péreza do ciągłego atakowania klubu. Na Camp Nou uważają, że klub z Madrytu chce jedynie zamącić sytuację i skomplikować całą operację. Co więcej, w Barcelonie wejście Realu Madryt do gry nie jest zaskoczeniem spodziewano się tego.
A gdy tylko poznano ofertę Realu Madryt za Juliána Álvareza, kataloński klub zachował spokój. „Gra w szachy trwa”, wyjaśniają w Barcelonie. Klub nadal uważa Juliána Álvareza za cel transferowy, wiedząc, że zbliżają się Mistrzostwa Świata i sytuacja się uspokoi. Wiedzą również, że operacja będzie długa i skomplikowana. Przekazują spokój i pewność siebie, ponieważ wiedzą, że pragnieniem argentyńskiego napastnika jest gra dla Blaugrany, ale oczekują też pewnych ruchów od samego zawodnika, który jasno przedstawi swoją pozycję władzom Atlético Madryt. Napastnik poczynił już pewne kroki, ale klub oczekuje od niego większej otwartości.
W rzeczywistości, według Sportu, Joan Laporta, prezydent-elekt Barcelony, chciał osobiście zaangażować się w tę operację i w ostatnich dniach odbyła się rozmowa między nim a Fernando Hidalgo, agentem argentyńskiego napastnika. Była ona ważna dla dalszego monitorowania transferu, który zapowiada się na główny temat rozmów tego lata. Warto przypomnieć, że chociaż Laporta był obecny na długim spotkaniu, które odbyło się kilka tygodni temu w hotelu w Barcelonie z przedstawicielami Juliána Álvareza, tak naprawdę nie spotkał się z Hidalgo. Prezydent dołączył do spotkania później, gdy agent opuścił już restaurację.
Podczas niedawnej rozmowy Hidalgo przekazał prezydentowi Barcelony bardzo jasny komunikat. Agent potwierdził, że Julián nie otrzymał żadnej formalnej oferty od Realu Madryt. To, co madrycki klub zrobił z Atlético, to zupełnie inna sprawa. Ponadto zapewnił, że zawodnik nie rozważy takiej oferty w żadnych okolicznościach. Stanowisko otoczenia gracza jest jasne: jeśli kiedykolwiek opuści Atlético Madryt, jego priorytetem będzie Barça.
W katalońskim klubie wiadomo, że inne zespoły monitorują sytuację Argentyńczyka, np. Arsenal i PSG. W Barcelonie panuje jednak spokój, ponieważ klub wierzy, że przy założeniu, że warunki będą takie same, Julián już zdecydował się na grę w barwach Barçy.
Kolejną omawianą kwestią jest potencjalny koszt transferu, ponieważ Barça ustaliła bardzo jasny limit budżetowy. Zamiarem jest osiągnięcie kwoty maksymalnie bliskiej 120 milionom euro ze zmiennymi. W zależności od struktury transakcji, kwota może sięgnąć 130 milionów euro, ale jest mało prawdopodobne, aby ją przekroczyła.
Pod tym względem Atlético Madryt jest w pewnym stopniu usatysfakcjonowane ofertą Realu Madryt za Juliána Álvareza. Uważają, że odrzucając ją i odsyłając Real Madryt do klauzuli odstępnego Argentyńczyka, wysłali również sygnał do Barcelony, wzmacniając swoją pozycję w przyszłych negocjacjach i dając jasno do zrozumienia, że nie zamierzają sprzedać swojego piłkarza za mniej niż 150 milionów euro oferowane przez Real Madryt.







