Rodrigo Hernández doskonale wie, że idealna adaptacja w nowym klubie jest niezbędna, by odnieść sukces. On lepiej niż ktokolwiek wie, czym jest porzucenie własnej strefy komfortu, bo musiał to zrobić, gdy był zaledwie nastolatkiem, po tym jak odrzuciło go Atlético Madryt. Pojawiła się przed nim możliwość wyjazdu do Vila-real i wykorzystał ją sam, zostawiając rodzinę i przyjaciół, by zacząć nowe życie wiele kilometrów od domu.
Tam ostatecznie stał się jednym z najlepszych środkowych pomocników La Liga EA Sports, a jego niewiarygodny rozwój pozwolił mu spełnić marzenie, czyli zagrać na Metropolitano. Przygoda, która trwała zaledwie rok, bo latem 2019 roku Manchester City zapłacił jego klauzulę odstępnego wycenioną na 75 milionów euro, co było jednym z najdroższych transferów w Premier League. I znowu musiał zaczynać od zera, tym razem w całkowicie innym kraju.
Ale kapitan „La Roja” szybko zasłużył na to, by uznać go za idola kibiców — dzięki tempu, w jakim się zaadaptował, i dzięki dobrej znajomości angielskiego, która uczyniła z niego jednego z przywódców szatni. Na zawsze pozostanie też w pamięci jako autor gola, który dał angielskiemu klubowi jedyną Ligę Mistrzów, i jako jedyny piłkarz „citizens” zdolny wygrać Złotą Piłkę — w 2024 roku. Na Etihad Stadium spędził siedem lat, zanim tego lata podpisał kontrakt z Barçą.
Joan Laporta i Deco nie wahali się i skorzystali z okazji, by zakontraktować gwiazdę klasy Rodriego, który zaledwie kilka tygodni wcześniej został wybrany MVP mundialu. Poza warunkami piłkarskimi i doświadczeniem kolejnym powodem, by go sprowadzić, była jego osobowość — byli przekonani, że pozwoli mu łatwo zintegrować się z szatnią, w której znał już wielu kolegów, z którymi spotyka się także w kadrze.
A trybuny Spotify Camp Nou przyjęły 30-letniego piłkarza znakomicie i doceniają wysiłek, jaki wykonał, by tu trafić, odrzucając oferty takie jak ta od Realu Madryt, odwiecznego rywala.
Rodri nie zwlekał z adaptacją do swojego nowego miasta, Barcelony, a „3Cat” twierdzi, że jest już w stanie perfekcyjnie rozumieć kataloński. Odważa się nawet nim mówić, choć nie miał ani jednej prywatnej lekcji.
Bez wątpienia bardzo pomógł mu też czas, który spędził w Vila-real, gdzie nauczył się walenckiego.












