• 15

Mieszane uczucia

Części samochodowe online – iParts.pl

Mieszane uczucia. Te dwa tytułowe słowa chyba idealnie określają to, co ostatnio działo się w głowach większości culés. Prawdziwy emocjonalny roller-coaster. Raz u góry, potem znowu na dole,

znów u góry, na dole, u góry, na dole, pętla pierwsza, druga, trzecia i, stop! Wagonik się zatrzymał, nie wiadomo gdzie pojedzie dalej.  A pojedzie na pewno,  emocje będą jeszcze większe.  To jeszcze nie koniec, prosimy nie rozpinać pasów i nie opuszczać swoich miejsc. Prawdziwa akcja dopiero przed nami.

Zaczeło się przyjemnie, bo od odroczenia kary transferowej. Może w przyszłości będą jeszcze jakieś związane z tym konsekwencje, pewnie tak. Ale kogo to teraz obchodzi? Wielka Zgadywanka Transferowa ruszyła na dobrę, bawią się  dziennikarze, bawią się kibice, wszyscy prześcigają się i przy wymyślaniu nowych opcji. Prawdziwy festiwal kreatywności i wyobraźni. Sprzedajmy Alexisa iFàbregasa, kupmy Vidala i klasyczną dziewiątkę. Nie, lepiej pozbyć się Xaviego z Iniestą, są już starzy, blokują rewolucję - weźmiemy Reusa i Martineza. I stoper, potrzebujemy cracka.  Hummels? Chociaż profil nie pasuje, to przecież kopia Pique! Luiz? Nie, nie Luiz, potrzeba kogoś pewniejszego, Laporte byłby do wyjęcia, jest młody, zdolny. Zresztą, kupmy dwóch obrońców! Młodego i doświadczonego. Aha, jeszcze Alves. Do sprzedania, pajac nie zawodnik, zamiast w piłkę woli grać na gitarze. Tylko kto w zamian? Cuardado to prawy pomocnik, a nie obrońca, może Danilo, ten z Porto. No, i najważniejsze - trener. Martino musi odejść, Klopp nie przyjdzie, ale Enruiqe jakoś nie przekonuje…




I tak dalej, i tak dalej. Zabawa została przerwana niezwykle brutalnie, odszedł Tito Vilanova. Stolica Katalonii pogrążyła się w czerni i bieli, cały piłkarski świat jakby lekko przygasł. Piękne bramki przestały na chwilę cieszyć. Nie chcę się tu rozpisywać - bo i po co? Sam szerokim łukiem omijałem wszystkie teksty na ten temat.  Nie ma co rozdrapywać ran, zwłaszcza tych świeżych.

 

Ale kolejka ruszyła dalej, 27 kwietnia Duma Katalonii zatopiła Żółtą Łódź Podwodną. Choć tak naprawdę to piłkarze Villarrealu sami, z własnej winy poszli na dno. 2:3 dla Barcelony, a przecież nasi milusińscy strzelili tylko jednego gola. Tego jeszcze w tym sezonie nie grali. I co myśleć po takim meczu? Cholera wie, wygrali, znaczy chyba jest dobrze.

 

Nie jest. W następnym spotkaniu Barca remisuje z Getafe. Miało być pożegnanie z Tito, a było pożegnanie z mistrzostwem. Farsa - gol na 2:2 w ostatnich minutach meczu, Lafita ostatecznie grzebie nadzieje Blaugrany na jakiekolwiek trofeum w tym sezonie. Gerardo Martino na konferencji prasowej prawie podaje się do dymisji, Busquets krytykuje cały zespół, nawet Xavi zamiast biegać z linijką przy murawie, wypowiada się o drużynie krytycznie. Przytoczę całość, bo warto:  "Spierdoliliśmy sprawę. Nie rozegraliśmy dobrego sezonu, nie mieliśmy szczęścia po swojej stronie i nie byliśmy konkurencyjni pod wieloma względami. Nie spełniliśmy oczekiwań, nawet biorąc pod uwagę Superpuchar. Musimy wymazać ten sezon z pamięci. Musimy być autokrytyczni. Jeżeli nie zdarzy się cud, nie wygramy ligi. Nie byliśmy w stanie rywalizować, brakowało nam pewności siebie. Musimy się bardzo, bardzo, bardzo mocno poprawić".  



“Jeżeli nie zdarzy się cud”

 

No to właśnie się zdarzył. Atletico przegrało z Levante, a Real… No cóż, od czasu ostatniego ligowego Gran Derbi nie oglądałem meczu Królewskich z takimi wypiekami na twarzy. Wydaje się, że drużyna z Madrytu skorzysta z potknięcia Atletico, że rozniesie Valencię. A tu mijają pierwsze minuty, kwadrans, drugi, za chwilę piłkarze zejdą do szatni, i jeeeeest goooool dla Nietoperzy! Po przerwie królewscy atakują ze zdwojoną siłą, gol wisi w powietrzu, w końcu uda im się odrobić. Udaje, ale pojawia się Parejo, niechciany wychowanek Los Blancos, strzela, piłka przechodzi obok Diego Lopeza i mamy 1:2. Ostatnie minuty obgryzania paznokci i ściskania kubka z herbatą, już doliczony czas, już Real przegrał, a tu pojawia się Ibrahimovic. Taka była pierwsza myśl. Przecieram oczy, przyglądam się jeszcze raz. Nie Szwed, a Portugalczyk. Nie Ibra, a CR7. Ronaldo. Co za piękna bramka, golazo! Strzał, który może przesądzić o mistrzostwie, piętką, w takich okolicznościach, z obrotu, volej. Piłkarskie arcydzieło! Jak ja go teraz nienawidzę.

 

Jednak jest remis. Wszyscy są źli, choć dwie godziny temu braliby taki wynik w ciemno. Zresztą ja też. Cud jeszcze się nie zdarzył, na razie mamy tylko pół-cud, ciągle potrzeba drugiej połówki. I remis z Getafe boli ponownie, dwa razy mocniej. Bo nic tak nie boli jak nadzieja, a ta wróciła w serca culés.  Wbiła się jak sztylet. Na początku wszyscy usiedli z tabelą i kalkulatorami, potem było rozgrzebywanie zasad - co jeśli wszyscy mieliby taką samą ilość punktów ? - na końcu wielki optymizm. Teraz emocje już trochę opadły, mało kto publicznie liczy na mistrzostwo, zostały raczej stonowane życzenia porażki wysyłane w stronę Madrytu.

 

Ale wszyscy liczą.

 

Nawet jeśli nie otwarcie, jeśli nie przed samym sobą, to wiem że na dnie waszych bordowo - granatowych serduszek (jak słodko!) drzemie ta rozbudzona na nowo nadzieja. Gdzieś na dole, trochę wyżej lub niżej, pod zwałami racjonalnego myślenia, cynizmu, dystansu do obecnej drużyny i ograniczonej wiary w jej możliwości, ale jest. Bo przecież na tym polega bycie kibicem. Na taplaniu się w tym bagienku, pomstowaniu na piłkarzy, zarząd i trenera. Na bezużytecznego Zubiego. Na pajacującego Alvesa. Na leniwego Messiego i człapiącego Cesca.  Naturalnie, jest w tym sporo racji, jednak zapomnijmy o tym na chwilę. Spokojnie, wrócimy - już niedługo, po sezonie. A teraz skupmy się na piłce, bo znowu są emocje, piłka ciągle w grze. Real stracił punkty raz, może stracić i drugi. Potknie się albo i nie - zresztą pewnie nie. Może potrójna korona wyląduje w Madrycie, może nie wygrają nic, może dublet zgarnie Atletico, a może hiszpańskie kluby podzielą się trofeami, po jednym dla każdego. Mamy nawet opcję, w której to Blaugrana wygrywa Realowi mistrzostwo! Wyobrażacie to sobie? Scenariuszy jest cała  masa, chociaż - co oczywiste -  tylko jeden zostanie zrealizowany. W środę Real gra z walczącym o utrzymanie Valladolid, a w niedzielę kolejka rusza ponownie, tym razem na dobre. I nieważne, gdzie skręci, bo dramaturgii nie zabraknie tak czy siak. Będzie pięknie, albo będzie tragicznie. I za to właśnie kocham ten sport.  Football, bloody hell!




06.05.2014 20:36, autor: kurtka, źródło: własne

Powiązane newsy

Mecze


FC Barcelona

Eintracht Frankfurt
2 : 1
Champions League
Spotify Camp Nou - 21:00 09-12-2025

FC Barcelona

Osasuna
2 : 0
La Liga
Spotify Camp Nou - 18:30 13-12-2025

CD Guadalajara

FC Barcelona
0 : 2
Copa del Rey
Estadio Pedro Escartín - 21:30 16-12-2025

Villarreal CF

FC Barcelona
0 : 2
La Liga
El Madrigal - 16:15 21-12-2025

RCD Espanyol

FC Barcelona
0 : 2
La Liga
Stage Front - 21:00 03-01-2026

FC Barcelona

Athletic Bilbao
5 : 0
Superpuchar Hiszpanii
King Abdullah Sports City Stadium - 20:00 07-01-2026

FC Barcelona

Real Madryt
3 : 2
Superpuchar Hiszpanii
King Abdullah Sports City Stadium - 20:00 11-01-2026

Racing Santander

FC Barcelona
- : -
Copa del Rey
El Sardinero - 21:00 15-01-2026

Tabela La Liga

Drużyna M W R P BZ BS Pkt
1 Barcelona 19 16 1 2 53 20 49
2 Real Madrid 19 14 3 2 41 17 45
3 Villarreal 18 13 2 3 37 17 41
4 Atlético de Madrid 19 11 5 3 34 17 38
5 Espanyol 19 10 4 5 23 20 34
6 Real Betis 19 7 8 4 31 25 29
7 Celta de Vigo 18 6 8 4 24 20 26
8 Athletic Club 19 7 3 9 17 25 24
9 Elche 19 5 8 6 25 24 23
10 Rayo Vallecano 19 5 7 7 16 22 22
11 Real Sociedad 19 5 6 8 24 27 21
12 Getafe 19 6 3 10 15 25 21
13 Girona 19 5 6 8 18 34 21
14 Sevilla 18 6 2 10 24 29 20
15 Osasuna 19 5 4 10 18 22 19
16 Alavés 19 5 4 10 16 24 19
17 Mallorca 19 4 6 9 21 28 18
18 Valencia 19 3 8 8 18 31 17
19 Levante 18 3 5 10 21 30 14
20 Real Oviedo 19 2 7 10 9 28 13

Ostatnie komentarze

Części samochodowe online – iParts.pl