Ten wieczór domagał się historii. A Barça odpowiedziała w najlepszy sposób: grając, dominując i świętując. I dobrze się bawiąc. Zespół Pere Romeu został powitany hymnem a cappella i mozaiką – „El nostre cami” – która malowała trybuny w barwach Barçy i katalońskiej flagi.
Barcelona wyszła na prowadzenie po niecałych 10 minutach. Podanie Claudii Piny do Ewy Pajor, błąd w ocenie sytuacji przy strzale i piłka wylądowała pod nogami Alexii Putellas. Był to gol w jej 500. meczu. Camp Nou eksplodowało, a bramka była dealnym symbolem na otwarcie wieczoru.
Na drugiego gola nie trzeba było długo czekać. Dośrodkowanie Alexii i strzał głową Graham pokonał Misę. Barça grała rytmicznie, precyzyjnie i z ciągłym apetytem na więcej. Pajor zmarnowała kilka okazji przed trzecią bramką, którą Irene Paredes zdobyła po rzucie rożnym w wykonaniu Mapi León, powiększając przewagę. Jeszcze przed przerwą nadeszła czwarta: akcja Vicky López i gol Ewy Pajor. 4:0.
Barça nie odpuszczała po przerwie. Bo ta drużyna nie gra tylko po to, żeby wygrać, gra po to, żeby dominować. Po asyście Alexii Caroline Graham skompletowała dublet strzałem, który zaskoczył Misę i rozpalił stadion, który skandował hasła, skakał i zamienił mecz w zbiorowe świętowanie. Real, nie mając odpowiedzi, ledwo wychodził z własnej połowy przeciwko Barcelonie, która również była nienaganna w pressingu i organizacji defensywy.
To nie była zwykła goleada. To była demonstracja wszystkiego, czym jest ta drużyna. Talentu, ambicji, zaangażowania. Były minuty dla każdego, owacje na stojąco za każdą zmianą i ciągłe poczucie absolutnej kontroli. Nawet gdy mecz był już rozstrzygnięty, Barça nie przestawała naciskać.
I tak padł szósty gol. Esmee Brugts, która jako dziecko była na Camp Nou z bratem, strzeliła gola po asyście Serrajordi. Największa goleada w El Clásico.
Kibice zostali na stadionie jeszcze długo po ostatnim gwizdku, aby przedłużyć świętowanie awansu do półfinału Ligi Mistrzyń po zwyciestwie 12-2 w dwumeczu oraz rozegranie 500. meczu przez Alexię Putellas.
Aarto wspomnieć o frekwencji. 15 marca Rada Miasta przyznała Barcelonie upragnione pozwolenie na fazę 1C. Po kilku miesiącach starań Blaugrana otworzyła trybunę północną i zwiększyła całkowitą pojemność stadionu do 62 000 widzów.
Od tego dnia rozegrano cztery mecze u siebie: trzy męskiej drużyny i jeden żeńskiej. Wszystkie cztery zakończyły się zwycięstwem Barcelony; nie przegrali na Camp Nou przez cały sezon, ale do czwartku frekwencja nie przekroczyła 60 tysięcy widzów:
5:2 z Sevillą – 56 483 widzów
7:2 z Newcastle – 56 662 widzów
1:0 z Rayo Vallecano – 56 812 widzów
Wczoraj klub poinformował, że bilety zosatły wyprzedane, a ostatecznie na trybunach zasiadło 60 067 widzów.
Nikt nie chciał przegapić wczorajszego starcia. Rafa Yuste przewodniczył loży VIP, po jego prawej stronie siedział Joan Laporta. Prezydent elekt rozmawiał o meczu z Nadine Kessler, dyrektorką UEFA ds. kobiecej piłki nożnej. Tuż nad nimi siedział Hansi Flick. Trenerowi męskiej drużyny towarzyszyli Arnau Blanco, jeden z jego asystentów, oraz Xavi Puig, dyrektor sekcji. Obecny był również Juliano Belletti. Jedynym niewielkim rozczarowaniem była nieobecność któregokolwiek z zawodników męskiej drużyny. Ta drużyna Barcelony wyznacza standardy i wszyscy chcą nimi podążać.






