Raphinha rozmyśla i podzielił się z klubem swoimi obawami dotyczącymi planu kariery. Nie ma żadnych trwających problemów ani niczego, co przypominałoby kryzys wewnętrzny. Brazylijski napastnik chciał po prostu wyjaśnić kierownictwu klubu swój stan umysłu, niepewność przesłaniającą mu myśli, w akcie szczerości, transparentności i, jak zawsze, otwartości serca, co jest godne pochwały.
Brazylijski napastnik, który w zeszłym roku zaliczył sezon godny Złotej Piłki, nie był w stanie grać na tym samym poziomie w tym sezonie. Utrzymał koncentrację, chęć i głód gry w piłkę nożną, robiąc różnicę, gdy był w formie, ale był hamowany przez problemy mięśniowe i kontuzje.
W rezultacie opuścił 19 meczów. I to wpłynęło na jego psychikę. Nikt nie wymaga od siebie więcej niż on. Mimo to jego statystyki ofensywne są doskonałe: 19 goli i 8 asyst w 31 meczach.
Ostatnia kontuzja mięśnia dwugłowego prawego uda, której doznał podczas marcowej przerwy na mecze reprezentacji w towarzyskim spotkaniu Brazylia-Francja w Bostonie, co wykluczyło go z gry w Lidze Mistrzów z Atlético Madryt, głęboko go poruszyła. W tym kontekście ciszy, wsłuchania się w siebie, introspekcji i refleksji, rozważał wszystkie możliwe opcje. Jedną z nich jest pozostawienie swojej przyszłości w Barcelonie w pewnym stopniu otwartej, o czym wspominał w rozmowie z klubem.
To wątpliwości i egzystencjalne myśli piłkarza u szczytu kariery i w najbardziej dojrzałym momencie. Nie podjął żadnej decyzji i nie podejmie jej do końca sezonu w Barcelonie, gdzie czeka na niego Hansi Flick, aby pomóc mu zdobyć drugi z rzędu tytuł mistrzowski, a może nawet nie przed występem na Mistrzostwach Świata z Brazylią, gdzie Carlo Ancelotti powierzy mu główną rolę. Kibice Barcelony liczą na jego obecność w El Clásico 10 lipca, gdzie spodziewają się świętować zdobycie mistrzostwa.
Raphinha jest zwycięzcą i wciąż chce sprostać tej reputacji. Dlatego też, widząc tak odległe, co najmniej roczne marzenie o wygraniu Ligi Mistrzów w barwach Barcelony, zasmucił się. Porażka z Atlético Madryt była dla niego trudna do zaakceptowania.
Powód, dla którego pozostał na nowym Camp Nou, wykracza poza konsolidację ligowej dynastii (będzie to trzeci triumf w ciągu ostatnich czterech lat), ale raczej dążenie do osiągnięcia europejskiego szczytu, tak jak zrobił to jego podziwiany rodak Ronaldinho Gaucho w 2006 roku, a co za tym idzie, włączenie się do walki o Złotą Piłkę, ramię w ramię z Lamine Yamalem.
Pozostanie i stawienie czoła pięcioletniemu okresowi w Barcelonie oznacza, że oczekiwania Raphinhi zostaną spełnione, a skład będzie znacznie bardziej konkurencyjny niż obecny, co da im większe szanse na zwycięstwo w Lidze Mistrzów.
Barça rozumie Raphinhę. Jego wątpliwości co do swojej przyszłości w Barcelonie nie są wynikiem pochopnej decyzji, a raczej miesięcy refleksji. Klub ceni sobie taką szczerość ze strony lidera w szatni i w całym projekcie.
Hansi Flick na niego liczy. Deco na niego liczy. Szatnia na niego liczy. Dyrektor sportowy da i będzie dawał Brazylijczykowi tyle czasu, ile potrzebuje. To osobista decyzja; nie będzie żadnej presji. Tak jak Raphinha wyjaśnił swoją sytuację, oczekuje się teraz rozwiązania, które – jak wszystko wskazuje – będzie pozytywne, zamykając ten rozdział.
W klubie panuje głębokie przekonanie, że Brazylijczyk zdecyduje się zostać i nadal będzie kluczowym zawodnikiem, fundamentem dla Hansiego Flicka, trenera, który najlepiej go zrozumiał i dał mu siłę jak nigdy dotąd w jego karierze. Jego rodzina jest szczęśliwa w Katalonii, gdzie jest głęboko zakorzeniona.






