Chwilami wzruszony, chwilami zamyślony. Ale z poczuciem dobrze wykonanej pracy. Tak właśnie Hansi Flick prezentował się na konferencji prasowej w Auditori 1899 na Spotify Camp Nou. Dumny ze swoich zawodników, wiedząc, że przeżył dzień, którego nigdy nie zapomni. Ale też ambitny.
El Clásico, które mogło zadecydować o tytule mistrzowskim, zbiegło się z trudnym dla Pana momentem. Pana tata zmarł zaledwie kilka godzin przed meczem.
To był trudny mecz i nigdy nie zapomnę tego dnia. Chcę podziękować drużynie, prezydentowi, wiceprezydentowi, Deco i wszystkim, którzy nas wspierali. Najważniejsze jest to, że jestem bardzo dumny, że mam tak dobry zespół. Dziękuję za gotowość do walki przez 90 minut. Musimy świętować. Visca el Barça i Visca Catalunya.
Drużyna rozegrała również bardzo dobry mecz z Realem Madryt. Czy jest Pan zadowolony?
To fantastyczne, że wygraliśmy La Ligę w El Clásico z Realem Madryt. Nie było łatwo; to świetna drużyna. Jestem bardzo dumny ze swoich zawodników. Graliśmy i broniliśmy bardzo dobrze przeciwko świetnej drużynie. Jestem dumny, co mogę powiedzieć? Atmosfera w szatni jest fantastyczna. Jestem szczęśliwy w Barcelonie.
Czy jedność drużyny była kluczem do zdobycia tytułu?
Zespół jest bardzo ważny; jesteśmy rodziną.
Jak Pan myśli, jak zapamiętany zostanie ten tytuł La Ligi?
Kontuzje nie ułatwiały nam zadania, ale mimo to byliśmy fantastyczni. Potrafiliśmy bardzo dobrze grać w tej końcówce sezonu. Zrobiliśmy kilka dobrych rzeczy w defensywie. Cubarsí, Gerard Martín, Eric... Byli fantastyczni. A ja mogłem skorzystać z ławki rezerwowych, ponieważ było wielu dostępnych zawodników. Może z kilkutygodniowym opóźnieniem..., ale jesteśmy szczęśliwi. A teraz chcemy zdobyć 100 punktów. Oczywiście piłkarze zasługują na świętowanie. A w przyszłym roku będziemy starać się wygrać Ligę Mistrzów.
Co dała Panu Barcelona, że chce Pan kontynuować tu karierę?
To nie jest łatwe. Trzeba sobie radzić. Na początku sezonu mówiłem o ego, ale to, co zobaczyłem na treningach, dało mi bardzo dobre odczucia. Trening jest najważniejszy.
To był dla Pana trudny dzień.
Tak. Mama zadzwoniła do mnie, żeby powiedzieć, że mój tata zmarł. Mam dobre relacje z piłkarzami i chciałem im o tym powiedzieć. Trudno o tym mówić w taki dzień. Ale reakcja piłkarzy była spektakularna.
Raphinha powiedział, że jest Pan dla niego jak ojciec, podrzucili Pana w powietrze…
Jestem bardzo dumny, bo wszyscy czują się częścią tego i są ze sobą połączeni. Trudno mi o tym dzisiaj mówić, ale jestem szczęśliwy. Dziękuję (wzrusza się).







