Barcelona ogłosiła w tym tygodniu przedłużenie kontraktu Andreasa Christensena o dwa sezony. Było to dość nietypowe przedłużenie, na prośbę prezydenta Laporty, który chciał przedłużyć umowę Duńczyka po tym, jak obrońca doznał kontuzji i przegapił resztę sezonu, a jego kontrakt wygasał w czerwcu. W godnym pochwały geście prezydent nie chciał go zostawić na lodzie i zaproponował mu przedłużenie.
Przedłużenie wiąże się jednak z niższą pensją – zawodnik zarabia teraz połowę tego, co otrzymywał w poprzednich sezonach. Dotyczy to jego stałej pensji, ponieważ istnieje szereg premii uzależnionych od wyników, które, jeśli zostaną spełnione, mogą zbliżyć jego całkowite zarobki do tych, które otrzymywał w pierwszych latach gry w klubie.
Zawodnik podpisał dwuletni kontrakt, ale w jego kontrakcie znajduje się klauzula, która pozwala Barcelonie na jego rozwiązanie w drugim sezonie. Będzie to zależało od liczby rozegranych meczów. Klauzula ta stanowi, że jeśli nie zagra w 30% meczów Barcelony w całym sezonie, klub może jednostronnie rozwiązać kontrakt. Musiałby jednak zapłacić zawodnikowi niewielką karę.
Wszystko będzie zależało od stanu fizycznego Christensena. W ciągu ostatnich dwóch lat miał wiele kontuzji, ale jeśli utrzyma zdrowie, nie powinien mieć trudności z rozegraniem takiej liczby meczów. To zawodnik wysokiej klasy, zdolny do gry na kilku pozycjach i cieszący się zaufaniem trenera. Duńczyk nie grał na Mistrzostwach Świata, więc będzie mógł odbyć dobry okres przygotowawczy od 13 lipca, czyli w dniu, w którym zawodnicy powinni stawić się na treningi.







