Przejście Gerarda Martína na pozycję środkowego obrońcy nie jest już jednorazowym eksperymentem, ale mocno ugruntowaną strategią. Do tego stopnia, że sam zawodnik przyznał, że nie myśli już jak lewy obrońca, czyli jego naturalna pozycja, ale zmienił się, a jego ruchy i gra wyrastają teraz z serca defensywy.
To, co zaczęło się jako awaryjne rozwiązanie dla Hansiego Flicka, stało się wzmocnieniem, a nawet transferem. Niemiecki trener znalazł w wychowanku solidny profil, wykorzystując jego umiejętność krycia szerokich przestrzeni i opanowanie podczas rozgrywania piłki. To najlepsze rozwiązanie bez konieczności pozyskiwania nowego zawodnika.
Sam Gerard Martín przyznał, że zmiana pozycji była prawdziwym odkryciem i że czuje się „bardzo komfortowo” w środku obrony. „Myślę, że rywalizowałem na poziomie, jakiego wymaga Barcelona”, dodał. Obrońca przyznał również, że zaufanie trenera do niego było kluczowe: „Chciał mnie wypróbować w okresie przygotowawczym i czuję się bardzo komfortowo".
Doprecyzował również i przyznał, że teraz zdecydowanie uważa się za środkowego obrońcę. „Na początku wahałem się między dwiema pozycjami, bo ciągle zmieniałem, ale teraz postawiłem na środkowego obrońcę. Myślę, że miałem bardzo dobry rok, choć zawsze mogę się poprawić”, stwierdził niedawno.
Liczby potwierdzają jego rozwój. W zeszłym sezonie rozegrał ponad 50 oficjalnych meczów w pierwszej drużynie, stając się jednym z najrówniej grających obrońców Barcelony. W La Lidze wystąpił w 32 meczach, w tym 26 w podstawowym składzie, spędzając na boisku ponad 2100 minut.
Jego występy przekonały również samego zawodnika o wymaganiach tej pozycji. „To dość trudne, bo trzeba popełniać jak najmniej błędów. Tutaj są one kosztowne”, wyjaśnił w wywiadzie, dodając jednak, że podejmuje wyzwanie „bez presji” i z przekonaniem, że będzie się nadal rozwijał na pozycji, na której prawie nie grał przed dołączeniem do pierwszego zespołu.







