Raptem tydzień po meczu na Mestalla FC Barcelona wraca do Walencji by zagrać z Levante. Ekipa Hansiego Flicka rozpieszcza nas na starcie sezonu i tylko Unai Simon uchronił Athletic Bilbao od manity. Ostatnie mecze na Estadio Ciutat de Valencia to mnóstwo goli z obu stron i spodziewamy się, że teraz może być podobnie. Gramy raz jeszcze w niedzielę o 16:15.
W 2018 roku miał miejsce słynny mecz w przedostatniej kolejce, w którym niepokonana podówczas w lidze Barca przegrywała 5:1, wyszła na 5:4, ale ostatecznie przegrała i nie przeszła do historii Primera Division. Kilka miesięcy później Blaugrana zrewanżowała się manitą (hat-trick Messiego), ale w 2019 Levante niespodziewanie pokonało pikującą powoli w dół Barcelonę 3-1. W pandemii mieliśmy 3-3, a tuż po niej 2-3 po golu Luuka de Jonga w 92 minucie. W 2022 roku Levante spadło z ligi, wróciło trzy lata później i w sierpniu 2025 prowadziło do przerwy 2:0, ale tuż po wznowieniu gry Pedri i Torres doprowadzili do wyrównania, a w 91 minucie gol samobójczy zadecydował o zwycięstwie gości. Tym razem "Duma Katalonii" przyjeżdża do Levante jako miażdżący faworyt i brak zwycięstwa będzie absolutną sensacją, a skromna wygrana niespodzianką. Warunki do gry będą lepsze niż na Mestalla (raptem 28 stopni) a Flick ma wielki komfort z wyborem składu.
W ciągu najbliższego tygodnia Barca zagra aż trzy ligowe mecze, w środę na Camp Nou przyjedzie Racing Santander, a w przyszłą sobotę wielki hit na Ramon Sanchez Pizjuan. Barca zapewne wystawi na te mecze trzy nieco różne jedenastki. Najwięcej zmian dotyka linii obrony, przed Joanem Garcią powinniśmy tym razem zobaczyć Erica Garcię, Cubarsiego, Gerarda Martina oraz Xaviego Esparta. Kounde, Christensen i Cancelo na pewno dostaną minuty przed przerwą reprezentacyjną, ale czy w końcu zagra coś Balde? Młody Hiszpan to zdecydowanie największy przegrany początku sezonu. W drugiej linii ostatnio wystąpili Olmo, Rodri i Pedri, tym razem mogą to zrobić Fermin, Bernal i Pedri. W ataku najpewniej zobaczymy elektryzujące trio Yamal - Raphinha - Gordon. Ten pierwszy rzekomo miał złą mowę ciała w pierwszych meczach, ale ostatnio zagrał trzy takie, że można już śmiało ogłosić powrót do formy z zeszłego sezonu. Brazylijczyk z kolei wszedł na poziom z rekordowej kampanii 24/25 i zmiana pozycji na środek ataku była w jego przypadku strzałem w dziesiątkę. Anglik ma już cztery asysty i w każdym meczu udowadnia, że jest o klasę lepszym piłkarzem niż Marcus Rashford.
Spodziewamy się kolejnego pewnego zwycięstwa Barcy w oczekiwaniu na pierwszy prawdziwy test jakim będzie wyjazd do Sewilli w przyszły weekend. To oczywiście tylko preludium do tego co wydarzyć się ma w październiku gdy Blaugrana pojedzie do Stambułu i Paryża, a następnie podejmie Real w El Clasico. Kryzys na pewno jeszcze w tym sezonie przyjdzie, ale póki co cieszmy się chwilą gdyż jest czym. Na każdy mecz Barcelony czeka się jak na święto.
Levante UD - FC Barcelona, Estadio Ciutat de Valencia, 13.09.2026 godz.16:15










