5 czerwca 2026 r. Deco zaprasza agentów Jana Virgiliego do swojego gabinetu w kompleksie Ciutat Esportiva Joan Gamper. Podczas trwającego prawie półtorej godziny spotkania dyrektor sportowy Barçy informuje ich, że jeśli otrzyma zgodę Hansiego Flicka, Barça zrealizuje klauzulę i ponownie przejmie skrzydłowego na własność (trzeba było zapłacić około siedmiu milionów, co stanowiło 60% udziału Mallorki).
Reakcja jest pozytywna, a piłkarz chętnie wróciłby do Barçy, by spróbować odnieść sukces. Kilka dni później pomysł został dopracowany, a kataloński klub zaproponował wykupienie zawodnika, ale wypożyczenie go w sezonie 2026/27, przy czym jednym z głównych zainteresowanych był Betis.
Gra w Lidze Mistrzów była bardzo kusząca. Jednak sprawa utknęła w martwym punkcie. Betis nie zgadza się zapłacić kwoty, której żąda klub z Barcelony za wypożyczenie, a Deco wstrzymuje tę opcję. Mijają tygodnie. Virgili rozpoczyna przedsezonowe przygotowania z Mallorką, strzela gola przeciwko PSG w meczu prezentacyjnym drużyny. I wtedy wkracza Club Brugge, które opłaca klauzulę w wysokości 12 milionów. Przedstawia piłkarzowi projekt, jaki dla niego przygotowało, oraz zaplecze klubowe. Gra w Lidze Mistrzów ma ogromne znaczenie. I pada zielone światło.
Klub z Majorki, który sprzedał już Leo Romána, Samu Costę i Muriqiego, nie potrzebował dodatkowych dochodów, więc jedyną szansą Jana na uniknięcie gry w Segunda A było uiszczenie przez kogoś kwoty określonej w klauzuli wykupu.
Podczas gdy Barça wahała się, czy podjąć działania, to właśnie belgijski klub ostatecznie go pozyskał. Była to zmiana kraju, kultury i otoczenia dla Jana, który wyjechał wraz z bratem do tej pięknej flamandzkiej miejscowości, by rozpocząć nowe życie.
Zawodnik z Vilassar de Mar zadebiutował w najważniejszych rozgrywkach kontynentalnych świetnym występem przeciwko Aston Villi. Nie dał spokoju Wan-Bissace k zaliczył asystę pomimo minimalnej porażki (2-3). W minioną niedzielę strzelił swoją pierwszą bramkę przeciwko Antwerpii, w której gra Álvaro Cortés. Stało się to po pięknej akcji, w której ograł dwóch obrońców i lewą nogą pokonał bramkarza rywali.
Czas pokaże, czy nieuiszczenie klauzuli przez klub z Barcelony było wielkim błędem, czy też nie. Zwłaszcza jeśli w tym sezonie utrzyma on ten poziom i zyska na wartości. Nie chodziło przecież o transakcję mającą na celu pozyskanie środków w perspektywie średnioterminowej. Jednak uwaga skupiła się ostatecznie na innych kwestiach i na razie w katalońskim klubie wszystko idzie jak po maśle.









