Uśmiecha się. Biegnie. Biegnie bardzo szybko, bez zatrzymywania się. Szybkość to jedna z jego mocnych stron. Dobrze się bawi. A atmosfera na stadionie Spotify Camp Nou zaraża się tą energią. Karim Adeyemi znów zagrał z uśmiechem na twarzy i zamienił miażdżące zwycięstwo nad Racingiem z Santander w kolejną okazję do wykazania się. Niemiec nie strzelił gola w meczu zakończonym wynikiem 7:2, ale zaprezentował występ godny tego piłkarskiego festiwalu, jaki rozegrał się w świątyni Barçy. Osiem strzałów, sześć udanych dryblingów, cztery stworzone okazje, pięć odzyskanych piłek, dwa dośrodkowania, dwa wywalczone rzuty karne i jedna asysta. A przede wszystkim nieustanne wrażenie, że za każdym razem, gdy otrzymywał piłkę, mogło się coś wydarzyć.
Liczby mówią same za siebie. Od pierwszej minuty ruszył pełną parą. Jego szybkość otworzyła mecz, rozciągnęła formację Racingu i zamieniła lewą flankę w autostradę, gdy współpracował z Cancelo. Niemiec atakował przestrzeń – zgodnie z zaleceniami Flicka – wchodził w pojedynki, zmieniał tempo i zmuszał do cofania się obronę, która i tak miała ręce pełne roboty, próbując przetrwać lawinę ataków Blaugrany.
Miał szansę na gola po wertykalnym podaniu od Pedriego. Opanował piłkę i podciął ją nad Agirrezabalą, ale futbolówka minimalnie minęła bramkę. Gol nie przyszedł, ale wszystko inne było obecne. Przełamania, okazje, wywalczone faule i ta energia, która sprawia, że kibice na trybunach czerpią z niej radość. Wywalczył dwa rzuty karne, ponieważ każde przyspieszenie stanowiło zagrożenie. Drugi rzut karny nastąpił po kolejnym z jego rajdów, kiedy to Iker Luque sfaulował go w polu karnym. Raphinha wykonał rzut karny i skompletował hat-tricka.
A kiedy wydawało się, że losy meczu są już rozstrzygnięte, Adeyemi miał jeszcze w zanadrzu ostatni popis. 89. minuta. Odbiór piłki, bieg, minięci przeciwnicy i wejście w pole karne. Niemiec, hojny i zespołowy, podał piłkę do Lamine Yamala, który trafił do siatki – ostateczny wynik 7:2. Ale wciąż miał energię na więcej. W doliczonym czasie gry był nawet bliski zdobycia bramki akrobatycznym strzałem, a Spotify Camp Nou odpowiedziało oklaskami.
W sumie niemiecki napastnik zaliczył w tym meczu 74 interwencje. Wykonał 42 podania, z których 85,7% było celnych, wywalczył pięć piłek i sprowokował cztery faule. Nie był po prostu skrzydłowym czekającym na podanie, by ruszyć do przodu – był zaangażowany w grę i aktywnie uczestniczył w ofensywnej lawinie Barçy. Flick postawił na niego tego lata i był to kolejny trafiony wybór niemieckiego trenera.








