Bycie podstawowym graczem w Barcelonie jest bardzo trudne. Konkurencja na każdej pozycji jest ogromna i nikt nie ma gwarancji miejsca w pierwszym składzie. Hansi Flick nie kieruje się rangą, lecz formą. A Koundé dobrze o tym wie. Prawy obrońca Barçy zaliczył w Sewilli, podczas ostatniego zwycięstwa Barçy w La Lidze, swój trzeci z rzędu mecz, w którym nie zagrał. Nigdy wcześniej nie znalazł się w takiej sytuacji. To jego nowa rzeczywistość.
Sytuacja Koundé w tym sezonie nie ma nic wspólnego z poprzednimi sezonami – ani z Flickiem, ani z poprzednimi trenerami Barçy, ani z okresem, kiedy grał w Sevilli. W pierwszych dwóch meczach z Elche i Athleticem zagrał dziesięć minut. W trzecim meczu z Rayo wystąpił w pierwszym składzie, w czwartym wszedł na boisko z powodu kontuzji Erica, a w meczu z Feyenoordem ponownie wystąpił w pierwszym składzie, ale został zmieniony pół godziny przed końcem spotkania.
Od tamtego meczu Ligi Mistrzów Koundé nie zagrał w trzech kolejnych spotkaniach. Ani z Levante, ani z Racingiem, ani z Sevillą, jego byłą drużyną. Chociaż Flick powiedział, że może on grać również jako środkowy obrońca, do tej pory wykorzystywał go wyłącznie jako prawego defensora.
Na lewej stronie sytuacja wygląda inaczej. Espart pojawił się w składzie w sytuacji awaryjnej z powodu potrzeb drużyny. Cztery razy wystąpił w pierwszym składzie. Ustąpił miejsca Cancelo w meczu z Feyenoordem, odzyskał pozycję w starciu z Levante, ale ponownie ją stracił w dwóch ostatnich meczach przeciwko Racingowi i Sevilli.








