Manel Arroyo, wiceprezydent FC Barcelony ds. marketingu, w wywiadzie dla La Vanguardii wyjaśnił powody, dla których klub postanowił przedłużyć umowę sponsorską z Qatar Airways na kolejny sezon.
Byłeś osobą, która ustalała warunki kontraktu z Katarczykami. Czy po zakończeniu negocjacji czułeś niedosyt?
Nie, ponieważ niczego nie ustaliliśmy. Wynegocjowaliśmy roczne przedłużenie kończącego się po minionym sezonie porozumienia po to, aby mieć więcej czasu na znalezienie sponsora, który całkowicie spełni oczekiwania klubu. Podpisując je, nie myśleliśmy krótkoterminowo, lecz przyszłościowo. Jeśli będziemy dysponować większą ilością czasu, rozważymy dzięki temu więcej opcji. Wybierzemy tę, która okaże się najlepsza dla przyszłości klubu.
Kwota pozostanie taka sama?
Tak, ponieważ to tylko przedłużenie umowy. To nie jest nowy kontrakt i nie myśleliśmy o tworzeniu takiego tylko na rok. Z drugiej strony, pokazuje on, że Katar nadal chce być głównym sponsorem klubu. Od stycznia wiedzieli oni jednak o tym, że jesteśmy dostępni na rynku po to, aby wynegocjować najlepszą możliwą umowę dla klubu, tak jak zrobiliśmy to z Nike. Nie patrzymy tylko na względy ekonomiczne, ale także na to, iż sponsor pozwoli nam poszerzyć horyzonty i dodatkowo rozpowszechnić wizerunek Barçy na całym świecie. Wydawało się dla nas ważne, aby znaleźć na to odrobinę więcej czasu. Nasza praca ciągle trwa.
Na ostatnim Zgromadzeniu socios prezydent Bartomeu dał do zrozumienia, że klub oczekuje 65 milionów euro, a ustalone 35 milionów jest zaledwie połową tej kwoty.
Taką liczbę pragniemy przedstawić za kilka miesięcy socios. Nadal chcemy wynegocjować 3 lub 4-o letnią umowę, dzięki której zarobimy 65 milionów euro. To co mogę powiedzieć to to, że w warunkach, w których pracowaliśmy, oraz z firmami, z którymi negocjowaliśmy, potrzebowaliśmy nieco więcej czasu. Z tego właśnie powodu przedłużyliśmy okres trwania umowy z Qatar Airways o kolejny rok. Nie prezentujemy kontraktu, z którego jesteśmy zadowoleni, ponieważ takiego jeszcze nie mamy, bo nie został on sfinalizowany. Możecie winić nas za brak porozumienia do tego momentu, jednak my wciąż pracujemy. Nie chcieliśmy niczego podpisywać w pośpiechu.
Czy uważasz za błąd publiczne wyjawianie oczekiwań klubu co do wysokości kontraktu sponsorskiego?
To część naszej strategii, której nie zamierzamy porzucać. Mamy świadomość obecnej pozycji klubu na świecie oraz tego, że mając miliony fanów w social mediach zasługujemy na najlepszą umowę sponsorską na rynku. A to właśnie oznacza kwotę rzędu 60-65 milionów Euro, czyli podobną, jaką obecnie otrzymuje Manchester United od swojego sponsora.
Drużyna ma w składzie Messiego, Neymara i Luisa Suáreza. Rok temu zdobyła tryplet, a dwa miesiące temu dołożyła do tego dublet. Kojarzenie się z taką drużyną jak Barça byłoby bardzo korzystne dla większości firm na świecie. Nikt nawet nie zbliżył się do tych 60 milionów euro?
Umowa o takiej wartości to nie tylko kwota, której żądamy. Firma, która ostatecznie zacznie z nami współpracować, będzie zmuszona zainwestować aż dwukrotność tego, co zostanie zapisane w kontrakcie. Wszystko po to, aby taką umowę wdrożyć w działanie firmy i zacząć czerpać z niej zyski. T kontrakt potrafi zmienić strukturę marketingową całego przedsiębiorstwa. Decyzje na taką skalę nie mogą zostać podjęte w okresie krótszym niż pół roku. Z punktu widzenia firmy, my, jako klub, działamy bardzo szybko. Zazwyczaj potrzeba roku, aby dopracować szczegóły porozumienia o takiej skali. Prowadziliśmy rozmowy z wieloma międzynarodowymi firmami zainteresowanymi sponsoringiem, które miały dla nas wymagane 60-65 milionów, jednak nie miały drugiej części, niezbędnej do aktywacji kontraktu, a więc w praktyce, taka umowa nie przyniosłaby im żadnych korzyści oprócz tego, że nosilibyśmy ich nazwę na koszulkach. Pieniądze, które mogłyby przeznaczyć na ten cel miały nierzadko ulokowane w kampaniach rozpoczętych lata wcześniej. Nawet pomimo wysokości obecnej kwoty, nie powinniśmy jej bagatelizować. Wciąż bowiem mówimy o 35 milionach euro, czyli trzeciej najwyższej kwocie na świecie. To wbrew pozorom dużo pieniędzy.
Owszem, jednak nadal jest to mniej niż 50 milionów euro, które zostało uzgodnione przez poprzedniego wiceprezydenta ds. ekonomicznych, Javiera Fausa, przed wyborami z lipca ubiegłego roku.
Faus zostawił nam gotową umowę opiewającą na kwotę 60 milionów euro. W czerwcu, w dzień finału w Berlinie, przesłaliśmy Katarczykom pisemną wersję jego słownej umowy z nimi. Kiedy zgodnie z procedurą negocjacyjną dokumenty zostały nam odesłane, znaleźliśmy w nich kilka poprawek, które z kolei dały nam prawo postawienia nowych warunków. Otwarło to nowy etap w negocjacjach, ponieważ nie negocjowaliśmy już tej samej umowy.
W październiku ubiegłego roku, wraz z prezydentem Bartomeu polecieliście do Kataru, aby wrócić z gotową umową, którą zamierzaliście przedstawić na Zgromadzeniu socios, jednak nie udało Wam się to. Co działo się od tego momentu do stycznia, kiedy to ponownie udaliście się na Bliski Wschód?
Byłem w Katarze wiele razy. Z przedstawicielami Qatar Airways spotkaliśmy się także w Tokio podczas Klubowych Mistrzostw Świata. Organizowaliśmy wiele spotkań w wielu miejscach, takich jak Barcelona, Doha, Londyn, czy wspomniana już stolica Japonii. W pewnym okresie czytaliśmy nawet raporty mówiące o tym, że nasze relacje uległy znacznemu pogorszeniu i Katarczycy nie odbierali od nas telefonów, jednak wiadomość, że zaakceptowali przedłużenie wygasłej już umowy jasno pokazuje, że nadal chcą z nami współpracować. Fakty mówią tutaj same za siebie.
Katarski port lotniczy w Doha będzie od przyszłego sezonu płacić Bayernowi 15 milionów euro za możliwość reklamowania się na koszulkach treningowych. Być może Katarczycy są także zainteresowani miejscem w nazwie nowego Camp Nou?
To dwie zupełnie różne sprawy. Bayern ma świetne relacje z Katarem. Co roku organizują tam obozy treningowe podczas przerwy zimowej w Bundeslidze. Poza tym, umowę podpisali z portem lotniczym Hamad. Były niegdyś pogłoski o tym, jakoby to Bayern miał zastąpić Barçę, jednak okazały się one nieprawdziwe. Prawda jest taka, że do tej pory nie rozmawialiśmy z nimi o prawach do nazwy stadionu. Oni są zadowoleni z pakietu sponsorskiego jaki posiadają, a my pracujemy nad dopięciem kolejnej umowy, wiedząc, że nie tylko oni są zainteresowani.
Czy Amazon jest pretendentem do zajęcia miejsca na koszulce w przyszłości?
Nie mogę potwierdzić, ani zaprzeczyć informacji o żadnej z firm. Ujawnienie rozmów z jakimkolwiek przedsiębiorstwem przed podpisaniem wiążących dokumentów byłoby niewłaściwe i nieprofesjonalne z naszej strony. Mogę jedynie powiedzieć, że negocjujemy z firmami o zasięgu globalnym, które naszym zdaniem są w stanie zaspokoić nasze oczekiwania.
Czy kiedykolwiek rozważaliście obniżkę żądań?
Nie, ciągle szukamy tej samej kwoty. Przeprowadziliśmy badania marketingowe, które dowiodły, że nasza koszulka jest właśnie tyle warta.
Czy orzeczenie sądu w sprawie terenów w Can Rigalt, przez które jesteście zmuszeni do zapłaty 47 milionów euro nie zmusiło was do gwałtownych poszukiwań jakiegokolwiek sponsora?
Przedłużenie umowy zaproponowaliśmy Katarczykom około miesiąc temu, aby nie pracować pod dodatkową presją. Wymieniliśmy się przewidywanymi wynikami finansowymi za sezon 2016/17 i stwierdziliśmy, że będzie to najlepsze rozwiązanie na ten moment.
Kiedy koszulki z logiem Qatar Airways będą dostępne w sklepach? Kiedy po raz pierwszy wystąpią w nich piłkarze pierwszego zespołu?
Kolejna partia produkcyjna z pewnością będzie zawierać nowe-stare logo. Piłkarze zadebiutują w nich w pierwszym oficjalnym meczu zespołu, czyli Superpucharze Hiszpanii. Sponsoring obejmie tylko koszulki pierwszej drużyny oraz Barçy B. Drużyna kobiet oraz te z akademii na dzień dzisiejszy nie mają sponsora.
Negocjacje z czterema firmami
W innym wywiadzie, dla El Periodico, Manel Arroyo zdradził kolejnych kilka szczegółów dotyczących negocjacji. Oznajmił, że przyszły sponsor ma być głównym sponsorem klubu, a nie tylko tym, który zajmie miejsce na koszulce.
Spytany o to, dlaczego negocjacje trwają tak długo, podaje przykład: „Jedna z czterech firm, z jakimi negocjujemy poprosiła nas o czas. Chodziło dokładniej o kilka miesięcy, w czasie których mieliby oni przeanalizować liczby, na podstawie których mieliby podjąć decyzję, czy są w stanie podjąć się tak olbrzymiej inwestycji. Daliśmy im ten czas.”.
„Obecnie negocjujemy z czterema wielkimi przedsiębiorstwami, a z dwoma z nich jesteśmy już na dość zaawansowanym etapie.” - dodaje wiceprezydent. „Pieniądze, których nie otrzymamy dziś, zostaną odzyskane w przyszłości. Jestem tego pewny. Zarówno pieniądze jak i zasoby.”.
W kwestii kontrowersji otaczających Katar, Arroyo wyraził się bardzo stanowczo: „Są dwa punkty widzenia. Pierwszy to ten, który reprezentują socios, ponieważ to oni są właścicielami klubu. Na zgromadzeniu w 2011 roku, gdy wejście w życie wygasłej niedawno umowy sponsorskiej zostało poddane pod głosowanie, wyniki były następujące: 697 głosów za, 77 przeciw, 36 wstrzymań się. Dwa razy do roku pytamy członków klubu o to, co sądzą o problemach otaczających klub: podczas ostatniego takiego sprawdzania ich opinii, tylko 4% z nich było niezadowolonych z umowy z Katarczykami. Ponadto, obecnie klub posiada 46 sponsorów, z których 39 to firmy międzynarodowe. Żadna z nich jak dotąd nie kwestionowała kontraktów zawartych z państwem z Bliskiego Wschodu. Żaden rząd, ani tym bardziej żadna prywatna firma, mająca obowiązującą umowę z Katarem, nie została zmuszona do jej zerwania. Mamy więc tutaj same przeciwności. Poza tym, Katar zawsze mocno odrzucał i potępiał wszelkie akty terroryzmu.”.
Kiedy ostatecznie umowa zostanie podpisana? „Chcielibyśmy zaprezentować ją na październikowym Zgromadzeniu socios. Nalegam na to, chcielibyśmy, aby tak było, jednak nie możemy tego zagwarantować. Do tego terminu będziemy rozmawiać z potencjalnymi sponsorami. Jeśli jednak on nadejdzie, a my uznamy, że potrzebujemy jeszcze dwóch miesięcy, to nie będziemy się spieszyć i znajdziemy na nie czas. Jak wspomniałem, najważniejsze dla nas jest uzyskanie satysfakcjonującego nas porozumienia.” - podsumował Arroyo.







