Zdobycie czterech bramek to już osiągnięcie, ale zdobycie wszystkich czterech w pierwszej połowie to naprawdę niezwykły wyczyn. Dokładnie to samo zrobiło Atlético Madryt w meczu z Barceloną. Zespół Diego Simeone strzelił cztery gole Barcelonie Hansiego Flicka w pierwszej połowie pierwszego meczu półfinału Pucharu Króla. Cztery gole w 45 minut, które zmusiły Blaugranę do dokonania cudu na Camp Nou w celu awansu do finału. Te cztery gole to nie odosobniony przypadek ani jednorazowy wybryk: istnieje statystyka potwierdzająca powtarzające się spadki koncentracji Barcelony w pierwszych połowach meczów.
Już dyskutowano i analizowano, że Barcelona poprawia swoją grę po przerwie. Niezależnie od tego, czy wynika to z reakcji zawodników na działania przeciwnika, z filozofii Flicka polegającej na budowaniu dynamiki w miarę upływu czasu, czy też z poczucia przewagi i reagowania w miarę upływu czasu, faktem jest, że Barcelona zmaga się z problemem, który może kosztować ją szansę na grę w finale Pucharu Króla. Świadczy o tym poniższa statystyka: nie licząc bramek z tego weekendu, ponieważ katalońska drużyna jeszcze nie grała, jest to drużyna w Europie, która traci najwięcej bramek w pierwszych 45 minutach – łącznie 31. Nawet Wolves, ostatnia drużyna ligi angielskiej i jedna z najsłabszych w historii Premier League, nie stracili tylu bramek w tym samym czasie.
Barça straciła w tym sezonie już 44 bramki. 31 z nich padło w pierwszej połowie, a 13 w drugiej. Za Barceloną plasują się Nice i Burnley (30 straconych bramek w pierwszych połowach), Wolves z 28, Eintracht Frankfurt z 26, Athletic Bilbao z 25 oraz Tottenham, Metz i Bayer Leverkusen z 24 bramkami. 13 bramek straconych przez Barcelonę w drugich połowach 37 rozegranych dotychczas meczów to jeden z najlepszych wyników na kontynencie. Podczas gdy drużyna Flicka traci 0,87 bramki przed przerwą, średnia spada do 0,35 w drugiej połowie. Tylko Lens, z 8 straconymi bramkami i średnią 0,33, ma lepszy wynik po przerwie.
Barca ma szczególnie rażący problem. W okresie od 31. do 45. minuty (wliczając doliczony czas gry) Blaugrana straciła 14 z 31 bramek. Prawie połowa z nich pada w tym feralnym kwadransie. Było to widoczne w meczu z Atlético Madryt: bramki Lookmana (33') i Juliana Álvareza (47') padły w tym katastrofalnym okresie. Tylko Burnley, z 15 straconymi bramkami, radziło sobie gorzej w tym samym czasie. Zespół Flicka ma również problemy na początku meczu, tracąc 10 bramek między gwizdkiem sędziego a 15. minutą. Tylko Nice, z 12 bramkami, ma gorszy bilans niż Barça.
Po przerwie rozkład bramek Barçy przedstawiał się następująco: dwie od 46. do 60. minuty, cztery od 61. do 75. minuty, dwie kolejne od 76. do 89. minuty i pięć od 90. minuty do końcowego gwizdka. Kolejną wymowną sytuacją jest ta ostatnia informacja, choć nie ma ona nic wspólnego z tym, co dzieje się z katalońską drużyną w pierwszych 45 minutach meczu, które również prezentują gorsze statystyki ofensywne: 35 bramek w pierwszej połowie w porównaniu do 56 bramek w drugiej.








