W wieku 25 lat jest już jednym z liderów w szatni. W zespole jest jednym z największych żartownisiów, jednym z tych, którzy ożywiają atmosferę, ale kiedy trzeba się wykazać, nie ucieka: jeśli trzeba coś poprawić, przedyskutować lub postawić jakieś żądanie, robi to. Zawsze z jasnym celem: poprawić grę drużyny. Eric Garcia jest również jedynym zawodnikiem pierwszej drużyny, który wciąż mieszka w swoim rodzinnym mieście. Wybrał Martorell, aby uciec od blasku fleszy, chronić swoją rutynę i pozostać bardziej człowiekiem niż piłkarzem. Tam, w swoim domu, powitał Mundo Deportivo, gdzie wyraził swoje ambicje: chce wygrać wszystko z Barceloną i Mistrzostwa Świata z reprezentacją.
Co daje ci życie tutaj?
Przede wszystkim komfort. Moja rodzina jest blisko, moi przyjaciele, i ostatecznie nie jest daleko do ośrodka treningowego. Czasami jest trochę korków, ale to nic nadzwyczajnego. Zawsze uwarzałem, że nie ma to jak w domu. Ludzie znają mnie tu od dziecka. Ze szkoły, z liceum… znamy się już, więc w tym niewielkim wolnym czasie mogę wieść spokojne życie.
W Ericu Garcii widać sukcesy zwykłych ludzi. Widać też w nim coś z obrazu „idealnego zięcia”. Przyziemnego faceta, który gra w Barcelonie.
Myślę, że zawsze jasno wiedziałem, czego chcę. Moja rodzina wpajała mi pewne wartości od najmłodszych lat i zawsze byłem im wierny. Jeśli można mnie nazwać zwykłym człowiekiem w dzisiejszym świecie… Jest wielu ludzi, którzy preferują inny styl życia, a ja wolę taki, który jest bardziej anonimowy.
Z zewnątrz piłkarze są postrzegani jako żyjący w równoległym świecie, jak gwiazdy rocka. A ty wolisz mniej znany styl życia?
Tak. Zawsze miałem swój własny styl życia. Naprawdę lubię rutynę, cotygodniowe plany, które wiem, że mi odpowiadają. Poza tym lubię być w domu. Na szczęście mam siłownię, mogę sobie pozwolić na mieszkanie w domu z wieloma udogodnieniami, a to też jest zaletą.
Jak wygląda typowy dzień Erica Garcíi?
Zwykle wstaję około 8:00 lub 8:15. Idę prosto na trening. Lubię skorzystać z sauny, zjeść śniadanie, spotkać się z fizjoterapeutą, a potem trenujemy. Zazwyczaj jem lunch na miejscu lub w domu. Po południu, czasami przyjeżdża trener przygotowania fizycznego, a innym razem jadę z nim na trening do Barcelony. A potem zwykłe rzeczy, które muszę zrobić.
Jesteś młody, ale praktycznie jednym z weteranów w szatni. Musisz też pełnić rolę lidera, mimo że masz reputację żartownisia.
Tak. W sporcie takim jak piłka nożna, zwłaszcza w szatni, gdzie gramy co trzy dni i jest wiele pozytywnych i negatywnych emocji, trzeba znaleźć chwile, żeby się dobrze bawić, stworzyć dobrą atmosferę. To bardzo widoczne na boisku. Kiedy zaczyna się trening czy mecz, jeśli trzeba kogoś ochrzanić, to tak robimy, ale fundamentem dobrej atmosfery i świetnej grupy, którą tworzymy, jest to, że później lepiej się rozumiemy.
Czy kiedykolwiek musiałeś okrzyczeć któregoś z młodszych zawodników w drużynie?
Nie ująłbym tego w ten sposób, ale zaufanie, którym się wszyscy darzymy, sprawia, że w pewnym momencie… na przykład z Raphinhą, która najbardziej się wścieka, jeśli kiedykolwiek będziemy musieli dyskutować, to podyskutujemy. Nie pójdzie to dalej; nadal będziemy się kochać. Myślę, że to dobrze, że możemy sobie mówić, jak jest.
Czy masz już taki wpływ na drużynę, że dyskutujesz i jesteś jednym z ważnych głosów?
Tak. To coś, co przychodzi mi naturalnie. Zawsze staram się pomagać moim kolegom z drużyny, na boisku i poza nim. Tym, co widzę, a oni, w zamian, również mi mówią, jeśli coś dostrzegą. Zawsze tak robiłem.
Udaje ci się wydobyć z ludzi to, co pozytywne. Masz w sobie coś z psychologa.
W szatni na wszystko jest czas, a poza tym trzeba znać swoich kolegów z drużyny. Niektórych, żartując, możesz rozruszać; inni potrzebują dobrego przesłania, żeby przekazać im pewne rzeczy, które podniosą ich na duchu. Wszyscy jesteśmy różni i to jest coś, co lubię robić.
Hansi Flick ostatnio dużo mówi o przywództwie; ciągle to podkreśla. Jesteś piątym kapitanem. Czego od was wymaga?
Trener prosi nas o komunikację, omówienie spraw, o podzielenie się tym, co czujemy i co widzimy na boisku, a czego oni być może nie dostrzegają. Chce, żebyśmy byli wobec siebie szczerzy. Ten tydzień, po dwóch przegranych meczach, był czasem na rozmowy i zastanowienie się, jak możemy się poprawić, ponieważ wkraczamy w bardzo ważny okres: Liga Mistrzów, La Liga, rewanż w Pucharze Króla… Wynik w pierwszym meczu był zbyt surowy, ale czasami takie rzeczy dobrze na nas działają. Do tego meczu wszystko szło gładko, a teraz, z powodu dwóch meczów, wydaje się, że wszystko się wali.
Pep Marí, autorytet w dziedzinie psychologii sportu w naszym kraju, mówi o pięciu typach przywództwa: zdecydowanym, strategicznym, wzorowym zaangażowaniu, motywacyjnym i społecznym. Z którym z nich czujesz się najlepiej?
Zaangażowanie. Zawsze starałem się dawać przykład poprzez ciężką pracę: daję z siebie 100% na treningach, daję z siebie wszystko w meczach, aby nikt nie mógł mnie za nic krytykować. Jako dziecko byłem kapitanem i niezależnie od tego, czy wszystko szło dobrze, czy źle, moje nastawienie zawsze było obecne. To jest kluczowe.
Kto był dla Ciebie wzorem do naśladowania?
Przede wszystkim Puyol. Z tego, o czym mogłem z nim rozmawiać, co widziałem od najmłodszych lat, co przekazywał. A także Mascherano. To dwie osoby, które przewodziły dając przykład, poświęcając się, inteligentni na boisku i dając z siebie wszystko. Mam bliższą relację z Puyolem. Zawsze starał się mi pomóc; jest przystępny i mamy wspólnych znajomych.
Jaką radę wyniosłeś od Puyola?
Postawę i zaangażowanie. Że ciężką pracą można wiele osiągnąć. On jest tego najlepszym przykładem.
Para Eric-Cubarsí umacnia się w sercu obrony. Łatwo dostrzec podobieństwo do Piqué i Puyola.
Cubarsí i ja mieliśmy już wspólne doświadczenie olimpijskie. Przyjechałem z Girony, a on był już w Barcelonie. Świetnie się dogadywaliśmy na boisku i poza nim. Jest bardzo młody, ma niesamowity potencjał i to nas zbliżyło. Teraz bardzo dobrze się rozumiemy. Ale jeśli gram z Ronaldem, to jestem z nim również od wielu lat; z Andreasem; z Gerim, który gra na środku obrony. Mamy bardzo dobrych zawodników w obronie. Ale z Cubarsím miałem już wcześniej tę więź.
Niedawno bardzo dobrze wypowiadałeś się o Cubarsím w Catalunya Ràdio.
On nigdy nie przestaje mnie zadziwiać. Kiedy byłem w Gironie i zaczął trenować w wieku 15 czy 16 lat, już wtedy myślałem, że ma duży potencjał. W następnym roku zaczął grać ważne mecze i spisał się bardzo dobrze. Wspólne igrzyska olimpijskie i obserwowanie tempa, w jakim się rozwija, jest niesamowite.
Czy ta współpraca może pomóc wam również w reprezentacji?
Chemia i codzienne interakcje pomagają. Mam nadzieję, że uda nam się tam dotrzeć. Muszę dać z siebie wszystko i mieć nadzieję, że wyniki przyjdą same. Decyzja nie należy do mnie.
Skupiasz się na Barcelonie, ale czy myślisz o reprezentacji?
W roku Mistrzostw Świata wszyscy o tym myślimy. To jest na koniec sezonu. Ale najważniejsze jest to, co przed nami. Jeśli dobrze pracujesz w klubie i dajesz z siebie wszystko, jesteś bliżej mistrzostw świata, o których marzy każdy piłkarz.
Kolejną rzeczą, która może ci pomóc, jest wszechstronność. Jak radzisz sobie ze zmianą pozycji?
Zawsze lubiłem się adaptować. Mój rok w Gironie otworzył mnie pod tym względem. Teraz to prawie normalne, zwłaszcza na początku sezonu. Od grudnia mniej, ale to pomaga się rozwijać i jest przydatne dla drużyny.
Na pozycji środkowego obrońcy czujesz się najbardziej komfortowo.
Tak. Zawsze grałem na środku obrony. Dobrze czuję się na pozycji bocznego obrońcy; grałem tam prawie cały czas w Gironie. Najtrudniej jest mi na pozycji defensywnego pomocnika, ale adaptuję się w zależności od rodzaju meczu.
Jesteś wielkim fanem piłki nożnej, oglądasz dużo meczów. Wygląda na to, że dużo analizujesz swoich przeciwników.
Oglądam sporo meczów. Lubię się uczyć, obserwować bardzo dobrych zawodników i podchwytywać nowe rzeczy. A obserwowanie przeciwników z wyprzedzeniem pomaga.
Masz za sobą 150 meczów w Barcelonie i rozegrałeś 58 kolejnych spotkań. Jaki jest sekret?
Praca. Praca, którą wykonuję w klubie, poza nim i unikanie kontuzji. Najważniejsze to dobre prowadzenie się i być dyspozycyjnym.
Bardzo skrupulatnie dbasz o swoją kondycję fizyczną.
Mam szczęście otaczać się ludźmi, z którymi pracuję od dawna. Wiemy, co poprawiłem i co muszę poprawić, żeby być do dyspozycki przez jak najdłuższy czas. Lubię mieć to pod kontrolą.
Czy analizujesz siebie po meczach?
Tak. Oglądam klipy i staram się doskonalić.
Czy rozmawiasz o tym z Flickiem lub sztabem?
Tak. Również z moim agentem, który jest praktycznie moją rodziną i któremu w pełni ufam, analizując pozytywy i negatywy.
W zeszłym sezonie miałeś punkt zwrotny: 4:5 z Benficą.
Tak. Byłem bardziej poza klubem niż w środku. W tym meczu wszystko się ułożyło. Przegrywaliśmy 4:2, wszedłem na boisko, odrobiliśmy straty, strzeliłem gola… Wszystko po prostu zaskoczyło. Rozmawiałem z trenerem i wszystko się zmieniło.
Co wydarzyło się podczas tej rozmowy?
Powiedziałem mu, że szanuję jego decyzję, że rozumiem, że grają inni i że być może sam chcę odejść. Pomógł mi spojrzeć na to inaczej. Dobrze mi szło, dał mi szansę, a kiedy się ją dostaje, trzeba ją wykorzystać.
Przeszedłeś z FCB Escola do pierwszej drużyny. Jaki wpływ ma bycie kibicem Barcelony?
To bardzo ważne. Moja rodzina zaszczepiła we mnie to od najmłodszych lat. Kiedy trafiłem do Manchesteru, pozostał mi gorzki smak w ustach, że nie zadebiutowałem tutaj. Kiedy nadarzyła się okazja powrotu, nie wahałem się ani chwili. Wszystko pomogło mi się rozwinąć.
Bardzo dojrzałeś w Manchesterze i Gironie.
Zdecydowanie. Mój czas w Gironie był kluczowy. Míchel bardzo mi pomógł. Ten rok był niesamowity i dzięki niemu łatwiej było mi tu wrócić.
Wspomniałeś, że jesteś wielkim fanem Barcelony. Czy śledzisz poczynania innych drużyn w klubie?
Tak, zwłaszcza koszykówki. Staram się być na bieżąco.
Twoja kuzynka Laia zadebiutowała w pierwszej drużynie kobiet.
Tak, i też jest z Martorell.
Wracając do drużyny, odzyskaliście pierwsze miejsce w lidze.
Jesteśmy przyzwyczajeni do częstego wygrywania. Kiedy ma się dwa słabe wyniki, czas na refleksję. Myślę, że to może nas wzmocnić na ostatnią część sezonu. Odzyskaliśmy pozycję lidera i wciąż jestem przekonany, że możemy wrócić w Pucharze Króla. A potem jest Liga Mistrzów, w której jesteśmy już w fajniejszych rundach.
Jakie wnioski wyciągnęliście po tych rozmowach? Co musicie poprawić?
W meczu z Atlético wszystko zbiegło się w pierwszej połowie. To była kwestia intensywności i nastawienia. W półfinale Pucharu Króla powinniśmy byli wyjść z innym nastawieniem. Nieuznany gol po siedmiu minutach przerwy bardzo nas zabolał. A w meczu z Gironą bardzo cierpieliśmy; to był szalony, zacięty mecz. Oni są mocni u siebie z piłką. To był tydzień na omówienie wielu rzeczy i poprawę. W meczu z Levante drużyna zrobiła to, co musiała.
Czy wyszliście z tego silniejsi jako grupa?
Tak. Granie co trzy dni często nie daje czasu na analizę, bo zawsze jest mecz, aby zmienić to, co było. Te dwa spokojniejsze tygodnie pozwoliły nam porozmawiać, więcej trenować, wzmocnić nasze podejście i myślę, że to było pozytywne.
Sprawa sędziów niewiele pomaga.
Błąd został już przyznany, ale nie mamy na niego wpływu. Trener zawsze powtarza, że musimy skupić się na własnej grze. Gol na 4:1 ma wpływ, ponieważ siedem minut przerwy, biorąc pod uwagę dostępną technologię, jest trudne do zrozumienia. To była zmiana dynamiki. Ale nie szukamy wymówek.
Kiedy Komitet Techniczny Sędziów przyznaje się do błędu, czy jest to spokój i satysfakcja, czy złość?
Mecz się skończył i nie oddadzą nam punktów.
Atlético. Powody, by wierzyć w remontadę?
Z tym trenerem drużyna pokazała, że nigdy się nie poddaje. U siebie, z kibicami i prawie całym składem, mamy wystarczająco dużo jakości. Jeśli strzelimy gola na początku, stadion eksploduje i musimy to wykorzystać. Myślę, że możemy wrócić.
Czy stadion doda wam siły?
Oczywiście. To ważny wieczór, a Camp Nou zawsze odpowiada. Musimy dać im powody, żeby tu byli.
W La Lidze walka z Realem Madryt jest niezwykle trudna. Popełnia się bardzo mało błędów.
To wyzwanie i to od nas zależy, czy zostaniemy mistrzami. Meczu z Realem Sociedad nie powinniśmy byli przegrać, bo zasłużyliśmy na zwycięstwo. Ostatnio w Gironie, niezależnie od błędu sędziego, nie byliśmy na takim poziomie, na jakim powinniśmy być. Ale myślę, że drużyna jest gotowa. Czekają nas trudne mecze wyjazdowe, ale mamy jakość, żeby sobie z nimi poradzić.
Jutro losowanie Ligi Mistrzów.
Niezależnie od tego, na kim trafimy, będzie ciężko, ale rewanż u siebie zawsze pomaga. Mieliśmy też dwa spokojniejsze tygodnie, więc mogliśmy się zregenerować fizycznie. Zeszłoroczny mecz w Mediolanie bardzo bolał, ale minął rok, mamy więcej doświadczenia i myślę, że to nam pomoże.
Ale na przykład angielskie drużyny wydają się być na innym poziomie. Czy Barça może wygrać Ligę Mistrzów?
Głęboko wierzę w naszą filozofię i styl gry. Myślę, że jesteśmy najlepsi. Potem musimy to udowodnić na boisku, ale jestem przekonany, że możemy walczyć o Ligę Mistrzów i o każdy tytuł.
Odnośnie wyborów, powiedziałeś, że nie pójdziesz głosować. Nie wiem, czy zmieniłeś zdanie.
Nie. Wiem, na kogo bym zagłosował, ale nie pójdę. Jest dzień meczu.








