Joan Laporta (63 lata) potwierdził status faworyta i zmiażdżył przy urnach Víctora Fonta (53 lata), kandydata, który aspirował do odebrania mu prezydentury w FC Barcelonie i rządzenia do 2031 roku. Na dotychczasowego prezydenta zagłosowało 32 934 socios, co stanowi 67,93% z 48 480 oddanych głosów. Z kolei Font otrzymał 14 385 głosów (29,67%). Oddano 984 głosy puste (2,04%) i 177 nieważnych. Niedzielne wybory były w ujęciu ogólnym czwartymi w historii klubu pod względem liczby głosujących (48 480). Procentowo jednak zanotowano drugą najniższą frekwencję w historii – zagłosowało 42,34% uprawnionych.
Dzięki temu triumfowi Joan Laporta rozpocznie swoją czwartą kadencję, trwającą aż do 2031 roku, udowadniając, że w tej kampanii wyborczej pokonał wszelkie przeciwne mu nurty. Fakt, że było to głosowanie binarne, z zaledwie dwoma kandydatami na stanowisko prezesa (po tym jak Marc Ciria i Xavi Vilajoana nie zebrali wymaganej liczby podpisów), doprowadził do bardzo jasnego plebiscytu: Laporta na "tak" albo Laporta na "nie". Zresztą to właśnie głosił Font, mówiąc o wyborze między przeszłością a zmianą, którą sam reprezentował. Oczywiste jest, że ostatecznie wygrało "tak dla Laporty", i to bardzo wyraźną przewagą.
Po stronie "nie" pozostali przypuszczalnie wszyscy zwolennicy Fonta, ale także Cirii i Vilajoany. Swoje poparcie dla Fonta wyraził również były prezes Josep Maria Bartomeu, a także jeden z jego wiceprezesów, Jordi Moix, którego widziano na wydarzeniach kandydata. Działania na rzecz zjednoczenia całego "anty-laportyzmu" podejmował też Joan Camprubí, który ostatecznie nie wystartował jako kandydat, ale próbował skupić wszystkich przeciwników przeciwko ustępującemu prezesowi. Zgodnie z tym, co powiedział Laporta, to była walka "przeciwko wszystkim i wszystkiemu", a ostatecznie to on wyszedł z niej zwycięsko. W dodatku wygrał przez nokaut.
Ten triumf Laporty to także zwycięstwo Deco, dyrektora sportowego, którego Víctor Font uczynił głównym celem swoich krytyk i o którym powiedział, że nie będzie z nim dalej współpracował, mimo dobrych relacji Portugalczyka z Hansim Flickiem.
Nieliczne transfery Deco, z wyjątkiem Vitora Roque, wypaliły. Szczególnie trafionym był zakup Joana Garcíi, który stał się już idolem dla Culés, a także Daniego Olmo – piłkarza błyskotliwego jak mało kto. Nawet João Cancelo, który przybył w ostatnim zimowym oknie transferowym, prezentuje bardzo wysoki poziom. Co więcej, Deco zabezpieczył kręgosłup drużyny i nie sprzedał żadnego z młodych graczy, dzięki czemu zatrzymał rodzimy talent, a jednocześnie sprowadził wzmocnienia z zewnątrz.
Joan Laporta rozpoczął dzień od kąpieli w tłumie. Stanął przy urnie i powitał Sergio Busquetsa oraz Aitanę Bonmatí, którzy przyszli oddać głos. Po wzięciu udziału w pogrzebie byłego prezesa Enrica Reyny, chciał wrócić pieszo na Spotify Camp Nou z pobliskiego domu pogrzebowego w Les Corts. Okazało się to niemożliwe, ponieważ socios dosłownie nie dawali mu przejść. Musiał pojechać na stadion samochodem. Na miejscu wzruszył się, głosując w towarzystwie Danny Cruyff, żony Johana, który był jego wielkim doradcą.
Tymczasem Víctor Font rzadko się pojawiał. Nie towarzyszył podczas głosowania Xaviemu Hernándezowi, swojemu wielkiemu sprzymierzeńcowi w tej kampanii wyborczej, ale za to spotkał się z mediami, by poskarżyć się, że "były szwagier Laporty (Alejandro Echevarría) chciał zdezorientować ludzi, towarzysząc w głosowaniu Busquetsowi, z którym on również ma relacje".
Po przerwie wyborczej na obejrzenie meczu z Sevillą, który każdy kandydat przeżywał razem ze swoim sztabem, nadszedł prawdziwy pokaz siły Laporty. Świeżo upieczony zwycięzca powitał przy urnie wielu piłkarzy pierwszej drużyny, którzy przyszli oddać głos (Raphinha, Pedri, Olmo, Gavi, Araújo, Fermín, Cubarsí, Gerard Martín, Casadó i Bernal), a także Hansiego Flicka.
Teraz nadejdzie moment kohabitacji Laporty z Rafą Yuste, ponieważ prezydent-elekt będzie mógł oficjalnie objąć urząd dopiero 1 lipca. Biorąc jednak pod uwagę łączącą ich przyjaźń, nie będzie absolutnie żadnych problemów z porozumieniem, podobnie jak z Deco, aby płynnie realizować nakreślone plany transferowe. Ponadto Laporta będzie mógł spełnić jedno ze swoich wielkich marzeń: dokończyć Spotify Camp Nou, którego oddanie do użytku planowane jest na 2028 rok. Spłata długu i powrót do zasady 1:1 w ramach "fair play" finansowego La Ligi to jego kolejne wielkie wyzwania. Poparcie społeczne z pewnością już ma. Teraz będzie mu potrzebna trafność w decyzjach i trochę szczęścia.







