Joan Laporta przeżył iście maratoński dzień wyborczy. Od wczesnych godzin porannych aż do momentu ogłoszenia reelekcji. Mimo ogromnego zmęczenia pozostał na Camp Nou do białego rana, udzielając wywiadów licznym mediom. O 3:00 w nocy usiadł do rozmowy z Mundo Deportivo w Auditori 1899, gdzie o północy po raz kolejny został ogłoszony prezydentem FC Barcelony.
Minęło prawie 19 godzin, odkąd wszedł pan do tego budynku. Jak się pan czuje, prezesie?
Bardzo dobrze, bardzo dobrze. Jestem niezwykle szczęśliwy i wdzięczny. Wdzięczny tym Culés, którzy na nas zagłosowali, i w ogóle wszystkim Culés, ponieważ to było prawdziwe święto demokracji i wielka pochwała barcelonismo. Tym, którzy oddali na nas swój głos, chcę w szczególności powiedzieć, że przez te najbliższe pięć lat przeżyjemy najlepsze lata naszego życia. Ze świetną drużyną, która będzie dalej wygrywać, bo to właśnie my, Culés, lubimy najbardziej i to przyniesie nam wiele sukcesów. Taki jest nasz główny cel. A potem możliwość posiadania stadionu na 105 000 miejsc siedzących, 105 000 kibiców Barçy dopingujących zespół – oglądanie tego będzie czystą przyjemnością i to jest absolutna gwarancja przyszłości naszego klubu.
Czy to boska sprawiedliwość, że dzisiaj hat-tricka ustrzelił Raphinha, a gole zdobyli też Cancelo i Olmo?
Jesteś bardzo bystry, prawda?
I złośliwy.
Nie, wcale nie złośliwy. Tak, to ta boska sprawiedliwość, która czasem się zdarza, prawda? Ale najważniejsze jest to, że Barça wygrała, że Cancelo ograł rywala, po czym podyktowano na nim rzut karny wielki jak katedra, którego Raphinha strzelił podcinką a la Panenka, a potem miał wystarczająco dużo jaj, żeby uderzyć z karnego jeszcze raz i znów trafić. A do tego oczywiście wspaniały gol Cancelo i cudowna bramka Olmo. Akcja była fantastyczna, z doskonałym podaniem Bernala, a Olmo po prostu umieścił piłkę w siatce. Ja chciałem 5:0 lub 6:0, a w ostatnich minutach pierwszej i drugiej połowy strzelili nam dwa gole, no ale w sumie to też nie było takie złe. 7:3 też by było w porządku. To by ładnie pasowało do tego, co wydarzyło się później w nocy. Zdecydowanie tak.
Co było kluczem do wygranej z taką przewagą, prezesie?
Już w trakcie kampanii widzieliśmy, że narracja prowadzona w mediach nie pokrywała się z naszymi wewnętrznymi sondażami. Mieliśmy badania, które były bardzo jednoznaczne i wskazywały na taki właśnie rezultat. Widzieliśmy jednak, że doniesienia prasy były inne. Poza tym czuliśmy to na spotkaniach, na które jeździliśmy: do Mataró, Girony, Vic, Barcelony... Byliśmy w Andorze, w Sitges. Dziś rano byliśmy w Sitges, to był fantastyczny poranek. Byliśmy w Mercabarna. Byliśmy w Sant Cugat, które było pełne kibiców Barcelony, w Mollerussa. Byliśmy też w Tortosie, Tarragonie, Badalonie, L’Hospitalet, Igualadzie, Vilafranca... widzieliśmy pełne po brzegi teatry, sale izb handlowych. Widzieliśmy też pełne dyskoteki. Chociażby w penyi w Vilafranca, której siedziba mieści się w dyskotece. Powiedziałem im, że będę tam wpadał częściej. To były szczelnie wypełnione sale i dawali nam ogromne wsparcie. Culés z każdej warstwy i każdego środowiska. Krótko mówiąc, to było bardzo przekrojowe poparcie. Widziałem, że to zupełnie nie zgadzało się z tym, co powtarzano w telewizji czy prasie, ale dziś zobaczyliśmy, że w sztabie zjawiło się mnóstwo ludzi, którzy przyszli nas wesprzeć. Mieliśmy ogromną liczbę podpisów, a do tego ci ludzie faktycznie zjawili się przy urnach. Z każdym po kolei się przywitaliśmy. Cóż, to było fantastyczne i osiągnęliśmy wynik, jakiego się spodziewaliśmy.
Chcę zapytać o projekty na kolejną kadencję, które ma pan zakreślone na czerwono.
Świetna drużyna. Dalsze budowanie wspaniałego zespołu z Flickiem na ławce i z Deco w biurach. Chcemy, by drużyna zdobywała tytuły – bo to my, Culés, lubimy najbardziej – i żeby przy tym pięknie grała. Oraz oczywiście ukończenie stadionu w połowie kadencji, co oznacza, że Barça będzie miała zagwarantowaną przyszłość, zarówno na poziomie ekonomicznym, jak i pod względem tworzenia piłkarskiego widowiska. Kontynuowanie projektu bardzo konkurencyjnej drużyny kobiecej oraz praca nad coraz silniejszymi pozostałymi sekcjami. Wejście w tę fazę wzrostu gospodarczego, którą zapewnią nam wszystkie te podjęte decyzje. I cóż, tak jak mówię, czekają nas najlepsze lata naszego życia.
Czy dzwonił pan już do mamy?
Tak, dzwoniłem. Powiedziałem jej, że nie mogę wpaść, żeby ją wyściskać, ale przesłaliśmy sobie całusy przez telefon.
O kim jeszcze pan dzisiaj pomyślał, po tym jak ogłoszono pana prezesem?
W ciągu całego dnia, jak zawsze, myślałem o moim ojcu. Z mamą rozmawiałem w ciągu dnia z dwa razy, bo ona dość wcześnie chodzi spać, ale oczywiście ogląda telewizję, przełącza kanały i cały czas o tym mówili. Zapewniliście takie relacje... prawdę mówiąc, to też jest dowód na to, że media pomogły w wewnętrznym, demokratycznym funkcjonowaniu Barçy. W tej wielkiej pochwale barcelonismo, jaką są wybory na prezesa i do zarządu. Uważam, że to była piękna postawa obywatelska i prawdziwe święto demokracji. Moja mama pilnie to śledziła i mówiła mi [po katalońsku]: „em sembla que guanyaré” (wydaje mi się, że wygram). Ona tak to ujęła, a ja jej odpowiadałem: „es que jo crec que guanyarem” (ja wierzę, że wygramy).
Jak można jeszcze ulepszyć projekt sportowy Flicka?
Ty już byś chciał to wiedzieć. Posłuchaj, o to musisz zapytać Deco...
Ależ pan mnie unika...
Dziś na przykład przeżyliśmy wielką radość, ponieważ Gavi, po kontuzji, która trzymała go z dala od boisk przez tak długi czas, wrócił i wyglądał w moich oczach bardzo dobrze. Widziałem go w bardzo, bardzo dobrej formie. A do tego nasza szkółka, La Masia, wciąż produkuje. Xavi Espart rozegrał dziś cały, pełny mecz, a po jego dotknięciu piłki widać od razu, że to jest to DNA Barçy. Dziś zagraliśmy niemalże trzema juniorami, którzy są już przecież absolutnie ugruntowani w pierwszej drużynie: Cubarsí, Bernal i Lamine.
Do tego Cancelo, który zagrał fenomenalny mecz. Mamy Fermína, Olmo, Raphinhę, który strzelił hat-tricka. Lewandowskiego, który zawsze jest tam w polu karnym niesamowicie niebezpieczny. Roony, kiedy wszedł na boisko, zaprezentował się moim zdaniem znakomicie, był bardzo przebojowy. Jestem niezmiernie zadowolony z tego, jak sztab prowadzi drużynę, a Deco będzie mógł kontynuować to, nad czym pracował, żeby na koniec rozgrywek, jeśli będzie trzeba dokonać jakichś drobnych korekt, o które poprosi Hansi, można było to bez problemu zrobić.
Weźmy Gerarda Martína – Flick woła na Xaviego Esparta "Lahm" albo "Philipp Lahm". A na Gerarda Martína woła "Maldini". Więc Hansi motywuje ich na maksa. A Marc Casadó to po prostu Kimmich. Marc Casadó to taki typ zawodnika, który... wiemy już, że Pedri to magik, a Lamine to absolutny geniusz, najwyższy przedstawiciel piłkarskiego talentu na świecie. A Marc to z kolei chłopak ze szkoły Barçy, który do tego przecina, podaje, przecina, podaje. Jest wszędzie, jest nieustępliwy, jak rzep. Zawsze potrzebujemy zawodnika w tym stylu. Zobaczymy, czy Frenkie też niedługo do nas wróci.
Zakończmy toastem, prezesie.
Za was wszystkich i za wszystkich kibiców Barçy: Visca el Barça!







