Jeszcze kilka tygodni temu wyobrażenie sobie Gaviego w wyjściowej jedenastce Hansiego Flicka na Metropolitano wydawało się niemożliwe. Marc Bernal umacniał swoją pozycję podstawowego pomocnika, a Hansi wciąż koncentrował się na Frenkiem de Jongu, od którego wiele oczekiwano w tym meczu. Flick grał ostrożnie, starannie dobierając występy Gaviego. Po dwóch poważnych kontuzjach i powrocie w kluczowym momencie sezonu, zawodnik spokojnie wracał do rywalizacji.
Wszystko się zmieniło, gdy Marc Bernal, w swoim pierwszym meczu po przerwie na mecze reprezentacyjne, doznał kontuzji kostki. Stało się to 4 kwietnia, w meczu z Atlético Madryt w La Lidze na Metropolitano. Tego dnia Gavi zagrał tylko 12 minut, ale później miał na koncie 45 minut przeciwko Atlético Madryt w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów na Camp Nou i 64 minuty przeciwko Espanyolowi w podstawowym składzie w La Lidze.
To mecze, w których Flick wystawił go na różnych pozycjach: w pierwszym meczu Ligi Mistrzów zastąpił Pedriego w drugiej połowie, a przeciwko Espanyolowi grał jako fałszywy skrzydłowy. Wrażenia są jednak takie, że po kontuzji jest w znacznie lepszej formie, niż oczekiwano.
Gavi utrzymuje swoją zwykłą intensywność, mimo że przyznaje, że proces powrotu do zdrowia po drugiej kontuzji był znacznie trudniejszy, ponieważ bardziej się bał. Zaskakujące jest to, że nie stracił szybkości i że rywalizuje w tym samym tempie co jego koledzy z drużyny, mimo tak małej liczby minut.
Wyrzucenie z boiska Pau Cubarsíego na Camp Nou w meczu rewanżowym z Atlético Madryt utrudniło Flickowi wystawienie Erica w pomocy. Właśnie wtedy zdecydował się na Gaviego w podstawowym składzie na Metropolitano. Zawodnik z Los Palacios rozegrał 81 minut, prezentując pasję, która definiuje jego styl gry.
Flick zostawił de Jonga na ławce rezerwowych i zaufał Gaviemu. U boku Pedriego i Daniego Olmo w pomocy, był zwinny w podaniach i oddany obowiązkom defensywnym. Z niepohamowaną radością świętował bramki Lamine Yamala i Ferrana Torresa, wierząc, że remontada jest możliwa. Jego występ był ekscytujący, ponieważ jeszcze kilka miesięcy temu trudno byłoby sobie wyobrazić taką wersję Gaviego, z tak krótkim czasem gry.
Po meczu udzielił wywiadu dla TNT Sports Mexico w swoim charakterystycznym stylu: bezkompromisowym, bezpośrednim i bezczelnym. „Absolutnie rozgromiliśmy Atlético”, zaczął. „Dzisiejsze dopadnięcie boli. Jesteśmy o wiele lepsi od Atlético Madryt, ale chodzi o strzelanie bramek, a oni strzelili ich więcej. Być może mają większe doświadczenie w tego typu meczach; to też ma znaczenie”. Gavi nie krył frustracji z powodu dominacji Atlético: „Mają jedną szansę, strzelają gola i to kosztuje cię odpadnięcie, a ty możesz wrócić do domu. Tak się stało”.
Wychowanek miał skuteczność podań na poziomie 94% (44/47) i wygrał pięć z ośmiu pojedynków w meczu, który doprowadził obie drużyny do granic możliwości. Po starciu opublikował w mediach społecznościowych wiadomość, która poruszyła kibiców Barcelony: „W zwycięstwie i w porażce. Kocham cię, Barço!”.






