Luis Díaz, kolumbijski skrzydłowy Bayernu Monachium, desperacko pragnął grać dla Barcelony. Za pierwszym razem, jeszcze w Porto, dział skautingu Barcelony wykluczył go po zidentyfikowaniu problemu. Bojan Krkić senior tak to wyjaśnił w rozmowie z Sique Rodríguezem w Cadena SER: „W Porto analizowaliśmy go i śledziliśmy, ale problem z Luisem Díazem, który ma jakość, talent, szybkość, drybling i nosa do strzelania bramek – ma wszystko… ale problem polega na tym, że brakuje mu regularności. To zawodnik, który w jednej chwili może rozegrać fantastyczny mecz, a w następnej zniknąć z pola widzenia”.
Po tych doniesieniach podpisał kontrakt z Liverpoolem. Drugi raz, gdy Luis Díaz był łączony z Barceloną, trenerem był Xavi, który właśnie wygrał La Ligę. Po raz trzeci, zeszłego lata, Flick również wygrał La Ligę, a Deco uważał Kolumbijczyka za priorytet w wzmocnieniu drużyny, przed Nico Williamsem i Marcusem Rashfordem.
Wiele napisano o tym, co wydarzyło się zeszłego lata, kiedy Díaz przeniósł się z Liverpoolu do Bayernu za 69 milionów funtów. To była fortuna, na którą Barça po prostu nie mogła sobie pozwolić, nawet nie zbliżyła się do niej. Żądania finansowe napastnika nie były niskie, ale Barça czuła się w stanie im sprostać… choć wtedy pojawiłaby się kwestia Finansowego Fair Play i niemożności zarejestrowania go.
Niewiele osób wiedziało o lecie 2023 roku. Laporta prywatnie powiedział, że sprowadzi Neymara lub João Félixa. Ale wybrańcem był Luis Díaz… i nie przyszedł, ponieważ klub nie było stać na wygórowaną kwotę, o którą prosił Liverpool. W ostatniej chwili przybył João Félix i dali mu numer Cruyffa, 14. Ale to była klapa.
Co dziwniejsze, nie mieli pieniędzy na Luisa i zgodzili się na umowę z Athletico Paranaense za 31 milionów plus 30 milionów zmiennych za Vítora Roque.






