Atlético Madryt spędziło całe piątkowe popołudnie na atakowaniu Barcelony. Wiadomości od Colchoneros zaczęły się od żartów z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, piłkarzy Barcelony i biletów na koncert Bad Bunny'ego, ale sytuacja szybko eskalowała, aż w końcu stracili panowanie nad sobą.
W najnowszych postach na X Atlético bezpośrednio zaatakowało Barcelonę i jej dyrektora sportowego. Niedawne doniesienia łączące Juliána Álvareza z Blaugraną nie zostały dobrze przyjęte na Metropolitano, co skłoniło ich do ujawnienia całego arsenału w mediach społecznościowych.
„Nie, Atlético Madryt nigdy by czegoś takiego nie zrobiło. Jednak w ostatnich miesiącach byliśmy poddawani kampanii nękania jednego z naszych piłkarzy. Egoistyczne przecieki, fake newsy, ciągły brak szacunku, barcelońska wersja machiny wymyślającej historie, telefony przed bezpośrednimi konfrontacjami…”, napisali na X. Zakończyli wpis, przypominając sprawę Negreiry: „Ale oczywiście nie przyszłoby nam do głowy, żeby zatrudniać wiceprezesa Komitetu ds. sędziów ani uciekać się do politycznych przysług, żeby rejestrować zawodników. Szacunek i wartości”.
Post szybko zyskał popularność w mediach społecznościowych i w ciągu kilku minut zebrał tysiące komentarzy. Początkowy humor ustąpił miejsca bezpośrednim atakom.
Znaleźli też czas, by bezpośrednio zaatakować Deco. Dyrektor sportowy Barcelony jest jednym z głównych zwolenników pozyskania Juliána Álvareza, co nie zostało dobrze przyjęte na Metropolitano: „Wreszcie, chcemy skorzystać z okazji i kategorycznie zaprzeczyć, że złożyliśmy dyrektorowi sportowemu FC Barcelony ofertę dołączenia do naszego zespołu skautów na rynku brazylijskim”.
W obliczu doniesień łączących Juliána z Barceloną, Atlético Madryt postanowiło ironicznie odpowiedzieć za pośrednictwem mediów społecznościowych, nawiązując do dziennikarza Fabrizio Romano i jego słynnego „Here we go!”:
„Here we go! Wysłaliśmy faks do @FCBarcelona_es z naszą ofertą transferową: 4 bilety na jutrzejszy koncert Bad Bunny'ego, roczna subskrypcja ABC i paczka słonecznika. Z niecierpliwością czekamy na ich odpowiedź, aby przygotować „ogłoszenie”.
Na Instagramie posunęli się jeszcze dalej, dodając: „I pamiętajcie, stworzenie tego kłamstwa zajęło nam tylko pięć minut. Żyjemy w czasach, w których rzeczywistość może być zniekształcona. Nie wierzcie we wszystko, co widzicie, zwłaszcza jeśli dotyczy to Barcelony”. W poście, oprócz Lamine Yamala, znalazły się fałszywe ogłoszenia dotyczące Raphinhi i Pedriego.
Atlético Madryt atakowało już Real Madryt już w mediach społecznościowych w ciągu ostatnich dwóch sezonów. Colchoneros chcieli się bronić po ciągłych atakach ze strony telewizji Realu Madryt dotyczących decyzji sędziowskich. Teraz kolej na Barcelonę z powodu chęci zakontraktowania jednego z piłkarzy. Mimo wszystko Atlético w żadnym momencie nie wykluczyło, że piłkarz nie będzie grał w barwach Barcelony.







