Wysiłek finansowy podjęty przez FC Barcelonę nie został doceniony przez Manchester City, który odrzucił drugą formalną ofertę dotyczącą Rodriego Hernándeza, 30-letniego pomocnika. Podwyższenie oferty z 45 milionów euro plus zmienne do 55–60 milionów plus premie (+10 lub +5), które mogłyby osiągnąć kwotę 65 milionów, nie przekonało angielskiego klubu, który pozostaje nieugięty w swoim dążeniu do uzyskania stałej kwoty od 70 do 80 milionów euro.
Gazeta The Times poinformowała, że Manchester City nadal twardo trzyma się swojego stanowiska, mimo że zdaje sobie sprawę, iż Rodri już zgodził się na przejście do Barçy, a także wie, że żądanie takiej kwoty za piłkarza, którego kontrakt wygasa w 2027 roku – kiedy to będzie mógł odejść za darmo – jest nieadekwatne do sytuacji rynkowej. Ponadto pomocnik ma pojawić się w piątek na treningach prowadzonych przez Enzo Marescę po urlopie po mistrzostwach świata, co jest sytuacją niezbyt przyjemną dla wszystkich stron.
Wspomniana angielska gazeta powiązała jednak kwotę żądaną przez Manchester City z chęcią pozyskania Enzo Fernándeza, pomocnika Chelsea, za którego londyński klub żąda 120 milionów funtów (140 milionów euro). Klub musi więc pozyskać środki finansowe.
Jest to dla City miecz obosieczny, ponieważ jeśli zerwie negocjacje z Barçą, zamiast 60 milionów może zostać z niczym, a Rodri będzie niezadowolony. Barça z kolei nie może pozostawić pomocnika bez wsparcia po tym, jak ten zajął takie stanowisko.








