Andrés Iniesta radzi sobie w życiu tak samo, jak na boisku: kierując grą i wprowadzając innowacje na każdym kroku. Zadebiutował jako trener w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na czele klubu Gulf United, jest sponsorem drużyny kolarskiej NSN Cycling Team, zarządza swoimi winnicami, firmami z branży nieruchomości i mody, a także kontynuuje swoją działalność poprzez agencję marketingową Never Say Never, która od poniedziałku prezentuje w Barcelonie interaktywną wystawę „Iniesta, el juego interior” w centrum IMAX. Były piłkarz Blaugrany udzielił gazecie AS wywiadu z ZEA za pośrednictwem wideokonferencji, aby opowiedzieć o swoim nowym życiu jako trenera oraz o wszystkich aktualnych wydarzeniach. Od Złotej Piłki, przez reprezentację, aż po sprawę Negreiry.
Jak się czujesz, jaka jest pogoda w Zjednoczonych Emiratach Arabskich?
Dobrze, nie narzekam. Tutaj wciąż panuje upał, ale radzimy sobie najlepiej, jak to możliwe.
Jakie są Twoje wrażenia z pracy jako trener?
Idzie mi dobrze, pozytywnie zaskoczyła mnie możliwość pracy z drużyną i zawodnikami w bardzo poważny sposób, bo choć to tylko pierwsza liga w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, to jednak jest to poważna sprawa, ale fajna – każdego dnia daje mi coś nowego: przygotowywanie treningów, meczów, analizy przeciwnika.
Czy masz już wszystkie uprawnienia?
Wciąż jestem w trakcie tego procesu, a w październiku zaczynam kurs „pro”, który jest ostatnim krokiem w nauce.
Czy jako trener jesteś w trakcie nauki, czy skupiasz się na wygrywaniu?
Zawsze na wygrywaniu. To proces akademicki, ponieważ trzeba przejść przez kolejne etapy kursu, a każdy poziom ma swoje fazy, ale oczywiście, kiedy już się tam jest, to wyniki wyznaczają poziom wymagań i stresu.
Większość piłkarzy, którzy przechodzą na ławkę trenerską, zgodnie twierdzi, że łatwiej i spokojniej było być zawodnikiem. Czy zgadzasz się z tym?
Tak, powiedzmy, że tak.
Opowiedz.
Jako piłkarz martwisz się tylko o grę i tyle, a teraz trzeba mieć na oku wszystko. Kiedy jesteś zawodnikiem, nie myślisz o piłce nożnej 24 godziny na dobę, choć faktycznie żyjesz dla niej 24 godziny na dobę. Żyjesz 24 na 24, ale nie grasz przez całe 24 godziny, tak jak wtedy, gdy jesteś trenerem.
Tylko mi nie mów, że teraz już nigdy nie odłączysz się od pracy?
Starasz się odłączyć, bo to konieczne, ale prawdą jest, że w piątek rozgrywa się mecz, a już w poniedziałek myśli się o kolejnym spotkaniu, we wtorek i środę, by potem w czwartek wszystko zmienić. Trzeba zwracać uwagę na wiele szczegółów. Mam też zespół. Dzielimy się zadaniami i każdy z nas ma swoje obowiązki, swój obszar działania i swoją rolę.
Jedno z haseł wystawy głosi, że pozwoli ona ludziom poznać prawdziwego Iniestę. Biorąc pod uwagę, że byeś szeroko prezentowany w mediach, czy uważasz, że ludzie Cię nie znają?
Myślę, że zawsze starałem się być transparentny wobec świata zewnętrznego. Większość z tych, z którymi miałem okazję współpracować, zna mnie w znacznym stopniu. Zawsze pokazywałem się takim, jakim jestem – zarówno w najlepszym, jak i w gorszym wydaniu – ale w tego typu momentach, związanych z wystawą, być może są rzeczy, których jeszcze nie pokazano. Powiedziałem nawet organizatorom, że kiedy będę oglądał wystawę, chcę zobaczyć coś, co mnie zaskoczy.
Czy są rzeczy o sobie samym, o których nie wiesz?
Być może są rzeczy, o których mi nie powiedziano.
Na przykład?
Kiedy przechodziłem przez depresję, dowiedziałem się dopiero później, że moja rodzina rozmawiała z psychologiem, aby dowiedzieć się, jak podejść do tej kwestii. Nie wiedziałem o tym i nie byłem tego świadomy.
„Experience” opiera się na czterech filarach: oczekiwaniach, wrażliwości, pokonywaniu trudności i zdrowiu psychicznym. Czy trudno jest przyznać się do wrażliwości, będąc gwiazdą?
Jest w nas taka część, która zawsze stara się pokazać światu, że jesteśmy silni, że się nie załamujemy i że jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko. Po części jest to konieczne, bo czasami pozory liczą się bardziej niż potrzeby, ale nie wyklucza to okazywania czy dzielenia się uczuciami. Nie oznacza to, że jesteś słaby, niekompetentny czy mniej silny. Z czasem wszystko staje się jasne.
Nie zdobyłeś Złotej Piłki, a przypuszczam, że miałeś na to nadzieję i uważałeś, że na nią zasługujesz, ale nigdy o nią nie prosiłeś. Teraz to nie jest w modzie, modne jest popisywanie się i domaganie się tego – jak to postrzegasz?
Nie wiem, czy to świat się zmienił, czy też zmienił się sposób postrzegania rzeczy. Nie wiem. Lubię myśleć i nadal uważam, że kibice każdej drużyny chcą przede wszystkim widzieć, jak ich drużyna zdobywa tytuły, a nie Złotą Piłkę. Każdy sam przypisuje tej nagrodzie taką wagę, jaką uważa za stosowną.
Czy przywiązywałeś dużą wagę do Złotej Piłki?
Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że wszyscy przywiązywali większą wagę do tytułów. Nie wiem, jak to ująć.
No dalej, spróbuj.
Cóż, czasami bardziej skupiamy się na osiągnięciach indywidualnych niż drużynowych. Kiedy słyszę, że Złota Piłka ma tak wielkie znaczenie… nie wiem. Ludzie chcą mistrzostwa ligi i Ligi Mistrzów, a jeśli ta nagroda się pojawi, to się pojawi. Nie jest to osiągnięcie, które można postawić na równi z mistrzostwem ligi czy Ligą Mistrzów.
W końcu nikt nie wyjdzie na ulice, żeby świętować zdobycie Złotej Piłki.
Dokładnie. Każda rzecz ma swoją rangę, a czasami chcemy to przedstawiać jako najważniejszą rzecz na świecie, a tak nie jest.
Więc rozumiem, że najważniejsze są mistrzostwa świata. Jak się czujesz, nie będąc już jedynym, który rozstrzygnął finał dla Hiszpanii? Znając Cię, wyobrażam sobie, że jesteś szczęśliwy, prawda?
Oczywiście, nie ma co do tego wątpliwości. W końcu dla Hiszpanii jako kraju i reprezentacji piłkarskiej to nie to samo, czy ma się jedną gwiazdę, czy dwie. Druga to już zupełnie inna liga.
Jakie różnice dostrzegasz w obecnym pokoleniu w porównaniu z tym, które wygrało w 2010 roku?
Ci zawodnicy są bardzo młodzi. Wyzwaniem jest podejście do tego z nastawieniem, by grupa nadal pokazywała to, co pokazuje. Jeśli spojrzeć na perspektywę czterech, sześciu czy ośmiu lat, trzon drużyny będzie w szczytowej formie piłkarskiej. Teraźniejszość i przyszłość rysują się w bardzo dobrych barwach.
A co do sprawy Negreiry – co czujesz, gdy słyszysz opowiadane historie?
Z piłkarskiego punktu widzenia nie ma dyskusji. Sprawa nie została jeszcze do końca wyjaśniona, ale nawet gdybyśmy przeanalizowali wszystkie mecze z tamtego okresu, o których się mówi, nie znaleźlibyśmy nawet jednego procenta tych rzekomych korzyści. Nigdy nie słyszałem, nie widziałem ani nie czułem, żebym był w jakiś sposób faworyzowany. W każdym meczu kibice i piłkarze dostrzegają faworyzowanie przeciwników.
Czy zaskoczyło Cię, że nie zapytano Cię, kto jest Twoim faworytem do Złotej Piłki?
Być może wynika to z tego, że jestem poza tym wszystkim, ale nie zastanawiałem się nad tym zbytnio. Przed wywiadem nie myślałem: „zobaczymy, kto poprosi mnie, żebym wskazał zwycięzcę”. Cóż, chciałbym, żeby był to piłkarz hiszpański. Byłoby to logiczne po wygraniu mistrzostw świata.












