Trudno było przewidzieć, że debiut Jana Virgiliego w Primera División będzie tak udany. Skrzydłowy z Vilassar przybył w sierpniu na Majorkę i już od momentu, gdy postawił stopę na murawie (zadebiutował na Bernabéu), dał jasno do zrozumienia, że przybył, by pozostawić po sobie ślad. Po tym debiucie przeciwko Realowi Virgili pozostał nieodzownym elementem drużyny Jagoby Arrasate. Bezczelny i niepokorny, wywalczył sobie miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej hiszpańskiej piłki, mimo że miał na koncie zaledwie kilka meczów w Primera RFEF i pół sezonu w División de Honor Juvenil z Barçą.
Właśnie transfer do FC Barcelony był decydujący dla eksplozji formy tego napastnika. Przybył latem 2024 roku i u Juliano Bellettiego zrobił wielki krok naprzód. Kluczem do zrozumienia wszystkiego, co działo się z nim w ostatnich miesiącach, jest jego mentalność. Może mieć zły dzień, ale nigdy się nie poddaje. Nadal walczy i próbuje, aż mu się uda. Ponadto fakt, że może grać na obu skrzydłach i schodzić zarówno do środka, jak i na zewnątrz, dodaje mu jeszcze więcej opcji. I właśnie to dostrzegł w nim Arrasate.
Trener z Gipuzkoi, który kilka tygodni temu opuścił klub, nalegał na niego bez końca zeszłego lata. A kiedy Jan dowiedział się, że nie pojedzie na azjatykie tournée z pierwszą drużyną, wszystko się zmieniło. Droga, jaką oferowała mu Mallorca w Primera División, była nie do odrzucenia. Mimo że nie jest to łatwy sezon, Jan stał się jednym z głównych atutów ofensywnych drużyny. Zadebiutował w reprezentacji U-21, a wcześniej błyszczał zarówno na mistrzostwach Europy U-19, jak i na mistrzostwach świata U-20.
Barça sprzedała go do Mallorki za około cztery miliony euro, zachowując 40% udziału w przyszłej sprzedaży oraz prawo pierwokupu. Klauzula wykupu zawodnika wynosi około 30 milionów euro. W niedawnym wywiadzie dla Sportu nie wahał się powtórzyć tego, co mówił za każdym razem, gdy go o to pytano: „Gdyby zadzwoniła do mnie Barca, trudno byłoby mi odmówić”. Jego marzeniem od dzieciństwa jest odniesienie sukcesu w barwach Blaugrany, nigdy tego nie ukrywał.
Pomimo ostatnich doniesień sugerujących, że klub z Barcelony ma go na celowniku na to lato, na razie nie było żadnych ruchów. Ani z otoczeniem piłkarza, ani z Mallorcą. Logicznie rzecz biorąc, fakt posiadania przez Barçę 40% udziału w przyszłym transferze sprawiłby, że byłby on znacznie tańszy niż inni skrzydłowi o podobnym poziomie na rynku.
Pozyskanie Jana za 12–15 milionów, biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny na absolutnie szalonym rynku międzynarodowym, to nie lada wyczyn. W zasadzie plan jest taki, żeby wyłożyć 30 milionów za Rashforda, ale nie chce się wydawać tak dużej kwoty tego lata, bo poważna inwestycja powinna trafić na środkowego obrońcę, a przede wszystkim na „9”. W najbliższych tygodniach trzeba będzie wykonać ruch.






