Rozwiązanie problemu lub konfliktu jest praktycznie niemożliwe bez uprzedniego zidentyfikowania go i uznania za taki. Atlético Madryt przez niemal całe lato przymykało oko na sprawę Juliána Álvareza, ignorując prośby i „marzenie” argentyńskiego napastnika oraz odmawiając negocjacji z FC Barceloną. Stworzyło to podwaliny niezadowolenia, które zakończyło się publicznym wybuchem sprzeciwu wobec zawodnika ze strony Metropolitano. Głośne buczenie na Pająka i decyzja klubu o uniemożliwieniu mu pozrowienia kibiców po remisie z Villarrealem nie mogły wyraźniej pokazać, że sytuacja jest bliska punktu krytycznego.
Na tydzień przed końcem okienka transferowego saga wokół przyszłości Juliána Álvareza wydaje się labiryntem bez wyjścia. Barça nadal zabiega o Argentyńczyka, mimo że operacja pozostaje niezwykle skomplikowana, ponieważ Atlético Madryt nie ustępuje ani o krok i nie chce pozwolić swojemu gwiazdorowi odejść na Camp Nou. Poinformowało napastnika, że jest gotowe wysłuchać ofert z innych europejskich klubów, z których najbardziej zainteresowany jest Arsenal, ale zawodnik myśli tylko o Barcelonie. To jego marzenie i nie zamierza go porzucić.
Barça jasno daje do zrozumienia, że nie podda się i poczeka do końca na Juliána, który z kolei robi wszystko, co w jego mocy, aby podpisać kontrakt z katalońskim klubem, zachowując jednocześnie profesjonalizm i wypełniając wszystkie swoje zobowiązania kontraktowe. Dyrektor sportowy, Deco, wyznaczył w zeszły weekend termin, do którego można spróbować go pozyskać, ale reakcja kibiców Atlético Madryt przeciwko Argentyńczykowi została zinterpretowana w Barcelonie jako argument, który może działać na korzyść interesów katalońskiego klubu. Miguel Ángel Gil Marín, który uczynił z tej sytuacji sprawę osobistą, nie ustępuje, ale to na nim ciąży presja rozwiązania problemu, który niewątpliwie dotyka już Atlético na wszystkich szczeblach.
Dyrektor generalny madryckiego klubu ma jednak poparcie funduszu inwestycyjnego (i większościowego akcjonariusza) Apollo, aby nie sprzedawać Juliána do Barcelony, którą w stolicy Hiszpanii uważa się za bezpośredniego rywala. Dyrektor sportowy klubu, Mateu Alemany, i trener, Diego Pablo Simeone, również podążają w tym samym kierunku. Wszyscy oni przychylili się do stanowiska Gila Marína, gdy pytano o przyszłość Álvareza i trudno uznać ich za sojuszników piłkarza w rozwiązaniu sytuacji, niezależnie od tego, jak bardzo jest ona nie do utrzymania. Zawodnik przekonał się o tym na własnej skórze w rozmowie z Simeone, gdy wrócił do treningów po powrocie z wakacji po Mistrzostwach Świata w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie.
Dla Atlético opcja Arsenalu byłaby dobrą okazją do rozwiązania sprawy, choć kilka madryckich mediów donosiło w ostatnich godzinach, że warunki przedstawione przez przedstawicieli Kanonierów są dalekie od żądań Atlético. Ta droga w każdym razie nie będzie otwarta, jeśli Julián nie zmienił zdania. Napastnik chce grać tylko dla Barcelony i na razie twierdzi, że nie zamierza wracać do Premier League po doświadczeniu w Manchesterze City, mimo że byłby filarem tak atrakcyjnego projektu, jak ten Mikela Artety na Emirates Stadium.
Oczywiście, w ostatnich tygodniach Deco opracował „plan B”, aby wzmocnić pozycję numer "9" Barcelony na wypadek, gdyby walka o Juliána nie zakończyła się przybyciem Argentyńczyka na Camp Nou. W meczu z Elche drużyna Hansiego Flicka pokazała siłę ognia. Raphinha zaprezentował się na bardzo wysokim poziomie jako środkowy napastnik, a Anthony Gordon i Karim Adeyemi dobrze rozpoczęli sezon. O ile jednak nie wydarzy się nic zaskakującego, dyrektor sportowy postara się w najbliższych dniach pozyskać napastnika najwyższej klasy. Sezon jest bardzo długi, a aby obronić tytuł mistrza La Ligi i zdobyć upragnione trofeum Ligi Mistrzów, skład będzie musi być jak najgłębszy.










